Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść humorystyczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść humorystyczna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 września 2016

"BFG" - Roald Dahl

W 2016 roku Roald Dahl obchodziłby setną rocznicę urodzin. Charlie i fabryka czekolady oraz Matylda należą do kanonu ulubionych lektur szkolnych. Można je też zobaczyć w wersjach filmowych. Z okazji jubileuszu Steven Spielberg wyreżyserował inną jego książkę – BFG, czyli opowieść o Bardzo Fajnym Gigancie.

Zobacz, co jeszcze kryje biblioteczka fantastycznego pana Dahla.

Kiedy usłyszysz za oknem podejrzany hałas, nie próbuj się chować pod kołdrę. Olbrzym, który kradnie dzieciom koszmary i tak Cię znajdzie... Na szczęście Bardzo Fajny Gigant - przyjaciel Sophie - nie jest okrutnym stworem. Ale w Anglii są również inne olbrzymy – o wiele mniej przyjemne, które zajadają się dzieciakami. Czy Sophie i BFG uda się ich powstrzymać? Miejmy nadzieję, że tak – w przeciwnym razie kolejnym pożartym dzieckiem możesz być TY. 


[Znak Emotikon, 2016]
[Opis i okładka: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,8330,BFG#note]

AGA:



Kiedy pierwszy raz opublikowano w 1991 roku 'Big Friendly Giant', pod mało atrakcyjnym i wymyślnym tytułem „Wielkomilud”, w Wydawnictwie GiG, byłam już zbyt „poważnym” czytelnikiem, okrzepłym na Mercedes Lackey i Andre Norton, by sięgać po książeczkę dla dzieci, mało jeszcze wtedy u nas popularnego i niestety już nie żyjącego, Roalda Dahla. Musiałam poczekać dwadzieścia pięć lat, by przekonać się, że jest to opowieść, która wywołuje salwy śmiechu nie tylko u małoletnich.


13 września 1916 roku urodził się w walijskim Landaff przyszły wspaniały pisarz książek dla dzieci – Roald Dahl. Na 100-tną rocznicę urodzin autora Znak Emotikon wydał jego najsłynniejsze opowieści, w twardej oprawie z kanonicznymi ilustracjami Quentina Blake’a. W lipcu na ekrany kin weszła również ekranizacja „BFG” w reżyserii Stevena Spielberga, o której niestety nie jestem w stanie na razie napisać nic, ponieważ, jako prawdziwy mól książkowy sięgnęłam najpierw po książkę. A książka wyjątkowo podobała się zarówno mojej dziewięcioletniej córce, jak i mnie.

„Bardzo Fajny Gigant” to zakręcona powieść o przygodach Sophie, dziewczynki mieszkającej w sierocińcu, która jako jedyna dostrzega w nocy olbrzyma. Ma szczęście, ponieważ trafia na mocno zakręconego giganta, który w przeciwieństwie do swoich pobratymców, o znamiennych imionach Krwiopij, Michospust, Bebechołyk, etc., jada szlamgóry i pije tłoczypiankę, zamiast chrupać ziemiaki, czyli ludzi. Oczywiście winna podglądania Sophie, nie może pozostać w sierocińcu, jako świadek istnienia olbrzymów, zostaje porwana przez BFG, który zabiera ją ze sobą do krainy wielkoludów. Tam Sophie poznaje wiele magicznych, jak i okrutnych tajemnic. I jak przystało na heroinę, razem z nowo poznanym przyjacielem, postara się ocalić świat przed przerażającymi olbrzymami.

„BFG” jest rozwinięciem epizodycznego pomysłu z innej książki autora, z „Danny'ego, mistrza świata”. W niej to, Danny wspomina opowieść na dobranoc o ‘Big Friendly Giant’, który przechwytuje sny i wdmuchuje je do sypialni dzieci. Tak narodził się pomysł na książeczkę, którą Roald Dahl dedykował swojej przedwcześnie zmarłej siedmioletniej córce, Olivii.
Opowieść o BFG czytałam wraz córką, więc mogę napisać, co najbardziej jej się podobało, a mianowicie akcja, akcja, akcja. Jest to historia, która nie pozwala się nudzić, bez przerwy się coś dzieje, i tam, gdzie inni autorzy wprowadziliby opisy, Roald Dahl wprowadza nagłą zmianę akcji. Największą zaletą powieści jest, i tutaj obie byłyśmy zgodne, słownictwo. Dzieci, językoznawcy i miłośnicy gier słownych będą mieli wiele powodów do śmiechu. BFG jest bowiem gigantem, który nigdy nie uczęszczał do szkoły, a jak to samouk, nie do końca wszystko mu wychodzi i tak na przykład królową Elżbietę nazywa złotobiustą bekselencją. Poza cudownymi przekręceniami słów, pojawiają się również neologizmy, jak świszczybąk, dołkochandra, tłoczypianka, czy szlamgóry. A dialog o naturze świszczybączenia jest cudowną słowną przepychanką pomiędzy królową, Sophie i BFG, doprowadzający czytelnika do czkawki ze śmiechu.

Cała historia Sophie o jej przygodach z olbrzymami mogłaby wydawać się absurdalnie
bezsensowna i nieciekawa, gdyby nie talent pisarski Roalda Dahla. Znał on bowiem naturę dzieci i wiedział, że wartka akcja, śmieszne słownictwo, to przepis na wdechowitą powieść. Nie bez znaczenia jest przekaz o dobroci, zaangażowaniu, odwadze i wrażliwości na cudzą krzywdę, które to cechy mogą pomóc zmieniać otaczający nas świat. Ukazuje, że czasem potrzebny jest ktoś, kto tchnie w nas odwagę i pokaże, że nie jest się bezsilnym, tak jak Sophie pokazała to BFG.


Na końcu nadmienię, że BFG istniał naprawdę, a był nim Walter, dobroduszny, wieloletni przyjaciel Roalda, którego poznał w 1946 roku podczas prac remontowych w domu babci pisarza. Ich wieloletnia przyjaźń, fizjonomia ponad dwumetrowego przyjaciela, który mówił z silnym wiejskim akcentem, powołała do życia BFG.

Ocena: 10/10
Przesłanie: "Niech żyje świszczybączenie i tłoczypianka!"

piątek, 29 kwietnia 2016

"Ostatnia arystokratka" i "Arystokratka w ukropie" - Evžen Boček


Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategori Literatura piękna.


Rodzina Kostków powraca z Ameryki do Czech, by przejąć dawną siedzibę rodu – zamek Kostka. W zamku zastają dotychczasowych pracowników: kasztelana, ogrodnika oraz kucharkę. Jak nowi właściciele poradzą sobie w nowej rzeczywistości? Jak odnajdą się w rolach dotychczas nieodgrywanych?
[Stara Szkoła, 2015]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/246517/ostatnia-arystokratka]





AGA:

To będzie nietypowa recenzja, ponieważ nic nie napiszę o tym, jak trafiłam na książki Evžena Bočka, ani o tym, kim jest Evžen Boček, ani nie przeprowadzę żadnej analizy jego książek. Jedynie wspomnę o tym, że „Ostatnia arystokratka” otrzymała w Czechach nagrodę za najśmieszniejszą powieść roku i stała się jednym z największych bestsellerów ostatnich lat. I prawdę powiedziawszy to jest najśmieszniejsza powieść, jaką czytałam od wielu lat.

Rodzina Kostków w wyniku zmian politycznych w Czechach nagle odzyskuje swoje rodowe włości. Głowa rodziny Frank Kostka, jego żona Vivien, córka Mary i kocica Caryca, podejmują heroiczne wyzwanie, porzucają swoje dotychczasowe amerykańskie życie i przenoszą się na zamek w Kostce. Zanim jednak dotrą na kontynent europejski zmuszeni zostają do uśpienia kota, przewiezienia prochów przodków w paczkach po fistaszkach i przedefiniowania stanu swojego konta bankowego. A to dopiero początek. Zanim dotrą na zamek zdążą się zadłużyć, by po przybyciu odkryć, że wraz z posiadłością odziedziczyli w spadku Józefa, kasztelana, który nie cierpi zmian, hałasu, ludzi, w szczególności muflonów, czyli turystów; panią Cichą, czyli sprzątaczkę, kucharkę i gospodynię w jednej osobie, wielką fankę Heleny Vondraczkowej, która pędzi autorską orzechówkę (orzechówka będzie grała wraz z prozakiem główną rolę napędową powieści) i pana Spocka, ogrodnika, muzyka, hipochondryka o aparycji pana Spocka z serialu Star Trek. W nowych realiach hrabia Franciszek będzie próbował wydusić każdy grosz z muflonów, hrabina Vivien będzie próbowała z hrabiego wydusić każdy grosz, by tylko zrealizować swoje wielkie arystokratyczne ambicje, hrabianka Maria, postara się dożyć dwudziestu lat, jako pierwsza w swoim rodzie ( dwie poprzednie Marie wysadziły się w powietrze lub zostały żywcem pochowane w grobowcu). A to nadal jest początek. W trakcie aklimatyzacji i próby wiązania końca z końcem, na podupadający dwór kostkowy wpadnie Milada, menadżerka mająca na celu zaprzęgnięcie całej rodziny celem zbicia kokosów na muflonach; Deniska, córka wierzyciela, anorektyczka po odwyku; Olek i Leoś, pardon Orlando i Leonardo, czyli hrabiowskie rodowodowe dogi, a także stado owiec, koni i kóz. A cały teatr rozgrywany będzie ku uciesze turystów.

Ciężki żywot recenzenta, który zmuszony jest pod szyldem zgryźliwości pisać o książkach, które bliskie są doskonałości. Jak tu krytykować coś, co mnie bawiło, rozśmieszało do łez, irytowało wszystkich wkoło, wywoływało ekstatyczne napady radości i wprawiało w podejrzanie dobry humor? Dziennik hrabianki Marii III, która kontynuuje wielowiekową tradycję spisywania życia rodzinnego, pozostanie na długo w mojej pamięci. „Ostatnią arystokratkę” i „Arystokratkę w ukropie” traktuję jako jedną całość, ponieważ tom drugi jest bezpośrednią kontynuacją tomu pierwszego, od razu nadmienię, jeżeli przekonam was do tej lektury, od razu zaopatrzcie się w oba tomy. Pierwsza część zdecydowanie jest śmieszniejsza, przestrzegam przed czytaniem jej w miejscach publicznych, wywołuje niekontrolowane wybuchy śmiechu, chyba, że ubóstwiacie tak jak ja, irytować starsze panie w kolejce do lekarza. Scena na lotnisku, w której celniczka wyciąga za ogon uśpioną Carycę, pozostanie ze mną na zawsze, by bawić mnie i rozśmieszać w chwilach ponurej rzeczywistości. Evžen Boček cudownie przerysował postaci, by osiągnąć właściwy efekt, a skandaliczne i zatrważające zachowania bohaterów, doprowadzają do przerażającej konkluzji, że kiedyś każdy z nas takich Kostków spotkał w swoim życiu. W tomie drugim powoli wkrada się gorzka prawda o hrabiowskiej rodzinie, w której każdy walczy o swoje, nie dbając o innych członków rodziny. Głowa rodu okazuje się apodyktycznym skąpcem, matka lekkoduchem, ogrodnik łysiejącym hipochondrykiem, kasztelan leniem, a kucharka rozpija całe towarzystwo orzechówką, a to wszystko okraszone sucie świetnym humorem i nieocenionym w trudnych sytuacjach prozakiem.

Dylogię rodziny Kostków polecam w ciemno każdemu, kto chce poprawić sobie humor i fantastycznie spędzić czas. Lektura jest lekka, przyjemna, zabawna, zgryźliwa, uszczypliwa i złośliwa.


PS. Poza hipotetycznymi duchami, oba diariusze z fantastyką nie mają nic wspólnego.

Ocena tom 1: 9/10
Ocena tom 2: 8/10

Przesłanie: "Zdecydowanie nie należy czytać w miejscach publicznych."