czwartek, 23 listopada 2017

Monstressa. Tom 1: Przebudzenie

Umiejscowiona w alternatrywnej rzeczywistości matriarchalnej Azji roku 1900, steampunkowa opowieść z elementami art-deco. „Monstress” to historia nastolatki próbującej radzić sobie z wojenną traumą i dzielącej psychiczną więź z tajemniczym monstrum. To więź, która na zawsze zmieni życie obojga bohaterów.”Monstress” to jedna z najbardziej pomysłowych i odważnych serii komiksowych ostatnich lat.

[Non Stop Comics, 2017]
[Opis i okładka: http://nonstopcomics.com/sklep/monstressa-tom-1-przebudzenie/]

Recenzja została zamieszczona również w serwisie Secretum.pl

AGA:

Czasami trzeba odważyć się i wyjść poza utarte szlaki. „Monstressa. Tom 1: Przebudzenie” to pierwszy „dorosły” komiks, po który odważyłam się sięgnąć. Jak dotąd lubowałam się w komiksach cartoonowych w twórczości naszych rodzimych artystów Tadeusza Baranowskiego, czy Janusza Christy, we francuskim humorze Christophe Cazenove, Williama Maury, Jean-Jacquesa Sempé, belgijskim Raoula Cauvina, Luca Dupanloupa, czy amerykańskim Charlesa Schulza, Jima Davisa, czy Billa Wattersona. Jak widać w komiksie przeznaczonym, może nie tylko, ale dla młodszego czytelnika, mogłabym pisać i pisać, jednak w komiksie przeznaczonym dla dorosłego czytelnika, poruszam się po omacku. Stwierdziłam, że jednak należy iść naprzód i spróbować czegoś nowego. Wybierając po prostu pod kątem wizualnym i kierując się pochlebnymi opiniami, trafiło na komiks Non Stop Comics i na nową serię dark fantasy „Monstressę” z tekstem Marjorie Liu, rysunkami Sana Takeda i, co dla mnie nie było bez znaczenia, w tłumaczeniu Pauliny Braiter.

Monstressa to historia siedemnastoletniej Maiki Półwilk, Arkanijki, która próbuje odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania dotyczące jej przeszłości. Podejmuje ona niebezpieczną grę z Zakonem Cumaei, z którego to siostrami swojego czasu współpracowała jej matka, Moriko. W trakcie niebezpiecznej misji okaże się, że w Maice kryje się monstrum, nad którym zapanować będą chciały zarówno siostry z zakonu, jak i władcy z Dworu Świtu i z Dworu Zmierzchu.

Sięgając po Monstressę wiedziałam jedno, że wizualnie komiks spełni moje oczekiwania. Jest przepięknie narysowany w klimacie art deco z domieszką steampunka. Sana Takeda jest Japonką, dlatego nie ma co się dziwić, że styl europejski przeplata się ze stylem dalekowschodnim; i jak ornamentyka jest w stylu art deco, tak już kreska w szczególności oczu, czy zwierząt zbliżona jest do mangi. Kolorystyka zgodnie z klimatem dark fantasy utrzymana raczej w mrocznychkolorach z domieszką złota, jak przystało na art deco. Największe i najprzyjemniejsze zaskoczenie sprawiła mi jednak fabuła. Nigdy nie przypuszczałam, że historia w komiksie może zostać poprowadzona tak wielowątkowo i może być tak bogata. Trzeba przyznać Marjorie Liu, że przez to, że nie podała wszystkich faktów od razu, że wprowadza ciągłe retardacje poprzez retrospekcje i wyjątki z wykładów szacownego profesora Tam Tam, wymusza cały czas na czytelniku aktywny udział w czytaniu. Nie ma możliwości, aby czytać Monstressę i się nudzić, trzeba uważnie składać elementy układanki, by poznawać tajemnicze życie Maiki Półwilk. Obie panie w sposób proporcjonalny wymieszały tradycje wschodnie z zachodnimi i stworzyły magiczną mieszankę fantasy, mroczną historię o obciążonej wewnętrznym monstrum bohaterce, w świecie, w którym rządzi technika rodem z powieści steampunkowych, a jednocześnie jest to świat, w którym pojawiają się magiczne koty, dziewczynki liski i półbogowie. Cudownie głęboki, choć czasami przygnębiający świat pełen okrucieństwa i zdrad.


Moje pierwsze spotkanie z „poważnym” komiksem uznaję za wyjątkowo udane. Bardzo żałuję, że jedynie nie przemyślałam jednego, że kolejny tom Monstressy zostanie wydany dopiero w lutym. A może do tego czasu znów znajdę ciekawy „dorosły” komiks i szczerze będę mogła Wam polecić.

Ocena: 9/10




środa, 15 listopada 2017

"Dożywocie/Szaławiła" - Marta Kisiel

Kolejne wydanie bestsellerowego "Dożywocia", w którym fani serii znajdą także nowe opowiadanie Marty Kisiel Szaławiła.
Pewnego dnia Konrad Romańczuk dziedziczy dom. Świetnie się składa, bo pomoże mu to ułożyć sobie życie i uniknąć niewygodnego związku. Z chęcią przyjmuje spadek, a dopiero później sprawdza, co dokładnie odziedziczył. A otrzymał gotycką willę – tyle że w pakiecie z grupą bardzo charakterystycznych bohaterów.
Dodatkowo, w tomie znalazło się najnowsze opowiadanie Marty Kisiel "Szaławiła". Dowiedz się, co działo się z Lichotką pomiędzy "Dożywociem" a "Siłą niższą"!


Od wydawcy:

Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka (głównej osoby tego dramatu) bynajmniej nie największy problem.
Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona odtąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, wiekowego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy, oraz całym dobrodziejstwem inwentarza:
Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całorocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1.
Mackami szefa kuchni o chrupiącym imieniu, przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8.
Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba sztuk 4. Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie.
Wrednym różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny.
Tylko właściwie kto tu kogo dostał w spadku:
Konrad dożywotników czy dożywotnicy Konrada?
Gromadka przesympatycznych postaci, pasmo perypetii niekoniecznie z tego świata, rewelacyjnie barwny i dosadny język, cięte dialogi, a nade wszystko pierwszorzędny humor - oto, co znajdziecie vr Dożywociu Marty Kisiel uroczej, pełnej ciepła opowieści, która od lat zajmuje szczególne miejsce na mojej półce.
[Uroboros, 2017]
[Opis i okładka: http://www.empik.com/dozywocie-szalawila-kisiel-marta,p1165750030,ksiazka-p]

Książka udostępniona dzięki wydawnictwu Uroboros.

PATI:
Jeśli nie czytaliście jeszcze „Dożywocia” Marty Kisiel, to popełniliście wielki błąd, który należy jak najszybciej naprawić. I w sumie tak mogłaby się nie tylko zaczynać moja recenzja, ale i kończyć, bo teraz przez resztę recenzji będą już tylko peany i zachwyty. To już moje drugie czytanie „Dożywocia” i przyznaję się bez bicia, że za pierwszym razem jakoś przeszło ono u mnie bez większego echa. Znaczy fajne, wszystko ok, do przeczytania. ALE to dlatego, że było zaraz po zakończeniu „Nomen Omen” genialności nad genialnościami i książkowej rewelacji. Dodatkowy bonusik w postaci „Szaławiły”, oraz czekająca cierpliwie „Siła niższa” sprawiły, że chwyciłam po tę książkę jeszcze raz. I teraz już wiem jaka głupia ja byłam. „Dożywocie” wcale nie jest gorsze od „Nomen Omen”. Jest po prostu zupełnie inne i należy je z innego typu atencją traktować. Teraz zwijam się w kłębek ze wstydu i chlipię w kącie smarkając w dywanik nad własnym niedowładem umysłowym. Tyle stracić!

Konrad Romańczuk, niespełniony pisarz po świeżym zerwaniu z mityczną Majką, postanawia przeprowadzić się z wielkiej stolicy na odludzie. A, że właśnie trafił mu się spadek po jakimś odległym krewnym, „dworek z dożywociem”, rzuca wszystko, by poświęcić się pisaniu. Na miejscu okazuje się, że gotyckie domiszcze z wieżyczką jest już zamieszkałe przez dożywotników i tak naprawdę to on będzie tylko „chwilowym” dożywotnim mieszkańcem Lichotki. Dla mocno stąpającego po ziemi Konrada zgraja, z którą pozostało mu bytować, to nie tylko szok i dramat, ale często zgrzytanie zębów i obrażenia cielesne. Bo w Lichotce mamy dużo wszystkiego, co jest takie piękne i fajne dla geeków i nie tylko. No dobrze, nie ma może babci Jadzi rżnącej w WoWa, ale za to mieszkańcami domu są: Zło wcielone w postaci różowego, puchatego i ślicznego króliczka - Rudolfa Valentino, który jest, o ile bardziej przerażający niż Wielki Przedwieczny Mackowaty Krakers uwielbiający piec, gotować i trochę też wychowywać pozostałych bohaterów. Mamy kotkę Zmorę - typowego złośliwego przedstawiciela swojego gatunku. Mamy Panicza Szczęsnego, głównego mąciciela, widmo, co popełnił samobójstwo w kapuście - zapewne trzynastozgłoskowcem. Mamy też utopce w liczbie 4, bezimienne potwory z bagien, jest też i hamadriada – tak śliczna, jak i małomówna… ale co najważniejsze jest i Licho. Aniołek stróż z uczuleniem na własne pierze, kochający sprzątać i prać. Kochający Lichotkę i swojego Konrada. Licho ten sympatyczny dzieciaczko anioł, choć skrzydełka ma wydepilowane niczym kurczak na rosołek, na pewno skradnie Wam serce, jak i moje skradło i oddać nie chce ni chu chu, i alleluja! Ta jakże malownicza zbieranina bytów stara się żyć ze sobą w zgodzie… wróć, stara się jakoś znieść nieszczęsnego Szczęsnego i nie oszaleć. Właściwie to Konrad stara się nie oszaleć, bo reszta jakoś już przez 200 lat do kapuścianego Widma się mniej lub bardziej przyzwyczaiła.

„Dożywocie” to generalnie radosna komedyjka, o przygodach mieszkańców Lichotki w trakcie, której będziecie prychać, śmiać się w głos, czy nawet zaśmiewać do łez. To także książka o tym jak Konrad, trochę dzieciak (jak to facet w wieku 33 lat), musi się nauczyć odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za wszystkich podopiecznych. Odpowiedzialności przez duże „O”, przed którą tak uciekał i tchórzył, a która teraz przybyła, dała mu dwa kopniaki w... bolesne miejsce i ze sto w te mniej oraz żąda, by ją wreszcie zauważono i zaakceptowano. Oczywiście nie przychodzi mu to ani łatwo ani bezboleśnie, ale suma summarum staje w końcu na wysokości zadania, tylko że... siła wyższa, jak i niższa oraz widma zawsze potrafią pokrzyżować wszelkie plany i porządek. A wszystko to przy akompaniamencie: Mickiewicza i Słowackiego.

Na koniec, chciałabym napisać jeszcze kilka słów na temat „Szaławiły”, dodatkowego opowiadania, które pojawiło się w tym wydaniu książki. Pani Marto... o ałtorko ty moja! O tak!!! Kupuję to i pragnę więcej. Co za historia! Mam naprawdę nadzieję, naprawdę i przeszczerze i przeszczęśnie, że to niejedyne i brońcie o bogowie, ostatnie spotkanie z Odą i Rochem. No dobra co ja będę ściemniać - zwłaszcza z Rochem… Prooooooszęęęęęęęę (oczy licha patrzące na nowy psikacz konwaliowy do szyb). Szaławiła pozostawiła we mnie niedosyt... jakby ktoś mi wydzielił jednego cukierka i skitrał resztę.

Nie powtarzając się już nie potrzebnie. Weźcie przeczytajcie „Dożywocie”, bo (do)żyć Wam nie dam i truć będę okropnie. Warto. Naprawdę.

“Dożywocie”.

Ocena: 10/10
Motto: Rocznik 82 jest najlepszym rocznikiem - zawsze to sądziłam.