Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anioł. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 września 2018

"Małe Licho i tajemnica Niebożątka" - Marta Kisiel

W pewnym starym, niesamowitym domu na uboczu, za wysokim ogrodzeniem, mieszka chłopiec imieniem Bożek, zwany też Niebożątkiem, który nigdy nie jest sam. Bo oprócz starej skrzyni ze skarbami i najfajniejszej mamy pod słońcem ma też najprawdziwszego anioła stróża... a pod jego łóżkiem mieszka potwór, który ciągle podkrada mu kapcie.

Nadchodzi jednak dzień, kiedy Bożek musi wreszcie opuścić swój niezwykły dom i poznać lepiej świat po drugiej stronie ogrodzenia — świat bez szumu anielskich skrzydeł i uścisku potwornych macek. Tylko czy jest na to gotowy? I czy sam świat również jest gotowy na Bożka oraz wielką tajemnicę, jaką skrywa chłopiec?

"Małe Licho i tajemnica Niebożątka" to trochę zabawna, a trochę straszna historia o tym, że bycie innym wcale nie jest takie złe, jak może się z początku wydawać, lecz najważniejsze jest zawsze bycie sobą. Dla wszystkich fanek i fanów Marty Kisiel i dla tych, którzy jeszcze jej nie znają.

[Wydawnictwo Wilga, 2018]
[Opis i okładka: https://www.gwfoksal.pl/male-licho-i-tajemnica-niebozatka.html]

AGA:

Recenzja zamieszczona również w portalu Secretum.pl


Nie wiem, jaką uczennica była Marta Kisiel w szkole, ale zapewne, każda polonistka chciałaby się teraz przyznać do tego cudu mniemanego polskiej literatury fantastycznej. Jeżeli jeszcze istnieją tacy polscy czytelnicy, którzy nie mieli z twórczością pani Kisiel do czynienia, to a fe i bardzo brzydko i powinni, jeśli im odwagi i zdolności lingwistycznych starczy, natychmiast, te zaległości nadrobić w edukacji, by w swoim życiu wypełnić lukę inteligentnego humoru. Jest bowiem Ałtorka przykładem na to, że literaturę można tak pięknie wykorzystać i przerobić (w końcu mogę użyć tego słowa, a nie tylko omawianie i omawianie), aby nie tylko zjadliwa i smakowita była, ale jeszcze zabawna i pocieszna, a to przy tych naszych i obcych również, patetycznych tonach i bufonadach, bywa naprawdę wyczynem porównywalnym ze wspinaczką na Mount Everest w szpilkach i małej czarnej.

A o czym jest „Małe Licho i tajemnica Niebożątka”? Wbrew mam wrażenie nieadekwatnemu tytułowi, gdzie na pierwszy plan wysuwa się Licho a nie Bożydar Antoni Jakiełłek, opowieść jest o inteligentnym, dobrym, choć dziwnym chłopcu, który żyje sobie w starym domu na skraju miasta z mamą i pachnącym trocinami wujaszkiem Turu oraz nieuleczalnie sarkastycznym wujkiem Konradem. Poza tą trójką dorosłych w domu jest jeszcze paru domowników; dbający o odpowiednią dietę wieomackowy Krakersik, jego mniejsza wersja Gucio, dwa pełnoprawne Anioły i inni drobni lokatorzy niemieckie duchy na strychu, zielony utopiec w sadzawce, dżin w butelce, żar-ptak, podziomek i kotka o całkiem na tym tle zwyczajnym imieniu Zmora. I wszystko byłoby pięknie i cudownie, tym bardziej, że w tym domu zawsze jest bezpiecznie, i zawsze pachnie ciastem, i zawsze można coś spsocić, gdyby nie to, że nadchodzą zmiany. A jakie zmiany mogą być najgorszą nomen omen zmorą dla dziecka – SZKOŁA. Zły wujek Konrad, przy wsparciu wujaszka Turu, któremu się coś na pewno pomyliło, stwierdzili, że pora wypchnąć biedne Niebożątkow w przepastny świat ławek szkolnych, kolegów co to spidermeny, fify, szturmtrupy i minionki znają, a nie hołdują dzierganym bamboszkom i balladom niemieckim. Oj trudna przeprawa wszystkich czeka w tym społecznym dorastaniu. A Licho? Gdzie miejsce dla aniołka stróża w tej szkolnej tułaczce?

 „Małe Licho i tajemnica Niebożątka”, to wspaniale napisana opowieść o zwyczajnych problemach, z jakimi stykają się wszystkie rodziny w momencie, gdy trzeba „wypuścić” dzieci w świat, i gdy dzieci muszą zetknąć się z tym światem. Cała siła jest w trzech amuletach, co to Kondziu dostał w podróż do zaświatów „Miłość-Niezłomność-Przyjaźń”, które na początek wystarczą, by nie utonąć. Wsparcie, cierpliwość, miłość, bezpieczeństwo, poszanowanie innych i zrozumienie samego siebie, można by wymieniać bez końca mądrości, które powinny towarzyszyć nie tylko naszym dzieciom, ale również nam samym, a które serwuje nam Ałtorka przy wsparciu domowników domu na końcu ulicy.

Jeśli chcecie sięgnąć po „Małe Licho i tajemnicę Niebożątka” wraz ze swoimi pociechami z nadzieją, że odnajdziecie w środku urzekająco ciepłą, ociekającą kojącą domową atmosferą opowieść z domieszką macek, widmowych glutów i właściwych odpowiedzi, to jest to strzał w dziesiątkę. Jeśli jesteście dorosłym czytelnikiem pragnącym po prostu przeczytać tę książkę, bo wcześniej słyszeliście o Marcie Kiesiel, albo czytaliście „Nomen Omen”, „Toń”, a akurat „Dożywocie” was ominęło, to bez strachu w oczach, a z radością w łapkach, należy przygarnąć do poduszki tę książeczkę. Cała reszta, czyli ci, co już mają za sobą wszystkie dzieła Marty Kisiel… po co ja się w ogóle dla was produkuję.

Na koniec dodam, że takie epickie fragmenty, jak opowieści o kostiumach karnawałowych z trupami w tle, dzieciach porównanych do kleszczy, syropie na sarkazm, mackowatej kąpieli Gucia i psuciu dziecka przez Kondzia, zostaną ze mną na długo. Liczę na kontynuację, chciałabym bowiem zobaczyć tragizmy czwartoklasisty i dojrzewanie romantyczne Bożydara w stylu niemieckiej ballady, tym bardziej, jakby zrządzeniem Niebios trafiła by mu się typowo przyziemna i praktyczna pannica, co to do komunikacji emocjonalnej używa LOLe, emoji i hashtagi.

Ocena: 10/10

środa, 15 listopada 2017

"Dożywocie/Szaławiła" - Marta Kisiel

Kolejne wydanie bestsellerowego "Dożywocia", w którym fani serii znajdą także nowe opowiadanie Marty Kisiel Szaławiła.
Pewnego dnia Konrad Romańczuk dziedziczy dom. Świetnie się składa, bo pomoże mu to ułożyć sobie życie i uniknąć niewygodnego związku. Z chęcią przyjmuje spadek, a dopiero później sprawdza, co dokładnie odziedziczył. A otrzymał gotycką willę – tyle że w pakiecie z grupą bardzo charakterystycznych bohaterów.
Dodatkowo, w tomie znalazło się najnowsze opowiadanie Marty Kisiel "Szaławiła". Dowiedz się, co działo się z Lichotką pomiędzy "Dożywociem" a "Siłą niższą"!


Od wydawcy:

Siła wyższa bez wątpienia jest kobietą, Pech bez wątpienia mężczyzną, a Licho... licho je tam wie. Poza tym płeć uczulonego na własne pierze anioła stróża z manią czystości to dla Konrada Romańczuka (głównej osoby tego dramatu) bynajmniej nie największy problem.
Z połączonych mocy nadprzyrodzonego trio powstaje bowiem fatum z prawdziwego zdarzenia: klątwa ciekawych czasów. Będzie ona odtąd sprawowała dożywotni nadzór nad każdym krokiem Konrada, świeżo upieczonego spadkobiercy Lichotki, wiekowego domu z upiorną, gotycką wieżyczką rodem z kiepskich filmów grozy, oraz całym dobrodziejstwem inwentarza:
Nieszczęsną duszą panicza Szczęsnego, seryjnego samobójcy, poety, mistrza całorocznej depresji i haftu krzyżykowego - sztuk 1.
Mackami szefa kuchni o chrupiącym imieniu, przybyłego wprost z głębin odwiecznego ZUA - sztuk minimum 8.
Utopcami zawsze nie w tej łazience co trzeba sztuk 4. Najprawdziwszą Zmorą w postaci charakternej kotki - sztuk 1 plus 4 kły i 18 pazurów w pakiecie.
Wrednym różowym królikiem, niepozornym omenem straszliwej zagłady - zbiór nieprzeliczalny.
Tylko właściwie kto tu kogo dostał w spadku:
Konrad dożywotników czy dożywotnicy Konrada?
Gromadka przesympatycznych postaci, pasmo perypetii niekoniecznie z tego świata, rewelacyjnie barwny i dosadny język, cięte dialogi, a nade wszystko pierwszorzędny humor - oto, co znajdziecie vr Dożywociu Marty Kisiel uroczej, pełnej ciepła opowieści, która od lat zajmuje szczególne miejsce na mojej półce.
[Uroboros, 2017]
[Opis i okładka: http://www.empik.com/dozywocie-szalawila-kisiel-marta,p1165750030,ksiazka-p]

Książka udostępniona dzięki wydawnictwu Uroboros.

PATI:
Jeśli nie czytaliście jeszcze „Dożywocia” Marty Kisiel, to popełniliście wielki błąd, który należy jak najszybciej naprawić. I w sumie tak mogłaby się nie tylko zaczynać moja recenzja, ale i kończyć, bo teraz przez resztę recenzji będą już tylko peany i zachwyty. To już moje drugie czytanie „Dożywocia” i przyznaję się bez bicia, że za pierwszym razem jakoś przeszło ono u mnie bez większego echa. Znaczy fajne, wszystko ok, do przeczytania. ALE to dlatego, że było zaraz po zakończeniu „Nomen Omen” genialności nad genialnościami i książkowej rewelacji. Dodatkowy bonusik w postaci „Szaławiły”, oraz czekająca cierpliwie „Siła niższa” sprawiły, że chwyciłam po tę książkę jeszcze raz. I teraz już wiem jaka głupia ja byłam. „Dożywocie” wcale nie jest gorsze od „Nomen Omen”. Jest po prostu zupełnie inne i należy je z innego typu atencją traktować. Teraz zwijam się w kłębek ze wstydu i chlipię w kącie smarkając w dywanik nad własnym niedowładem umysłowym. Tyle stracić!

Konrad Romańczuk, niespełniony pisarz po świeżym zerwaniu z mityczną Majką, postanawia przeprowadzić się z wielkiej stolicy na odludzie. A, że właśnie trafił mu się spadek po jakimś odległym krewnym, „dworek z dożywociem”, rzuca wszystko, by poświęcić się pisaniu. Na miejscu okazuje się, że gotyckie domiszcze z wieżyczką jest już zamieszkałe przez dożywotników i tak naprawdę to on będzie tylko „chwilowym” dożywotnim mieszkańcem Lichotki. Dla mocno stąpającego po ziemi Konrada zgraja, z którą pozostało mu bytować, to nie tylko szok i dramat, ale często zgrzytanie zębów i obrażenia cielesne. Bo w Lichotce mamy dużo wszystkiego, co jest takie piękne i fajne dla geeków i nie tylko. No dobrze, nie ma może babci Jadzi rżnącej w WoWa, ale za to mieszkańcami domu są: Zło wcielone w postaci różowego, puchatego i ślicznego króliczka - Rudolfa Valentino, który jest, o ile bardziej przerażający niż Wielki Przedwieczny Mackowaty Krakers uwielbiający piec, gotować i trochę też wychowywać pozostałych bohaterów. Mamy kotkę Zmorę - typowego złośliwego przedstawiciela swojego gatunku. Mamy Panicza Szczęsnego, głównego mąciciela, widmo, co popełnił samobójstwo w kapuście - zapewne trzynastozgłoskowcem. Mamy też utopce w liczbie 4, bezimienne potwory z bagien, jest też i hamadriada – tak śliczna, jak i małomówna… ale co najważniejsze jest i Licho. Aniołek stróż z uczuleniem na własne pierze, kochający sprzątać i prać. Kochający Lichotkę i swojego Konrada. Licho ten sympatyczny dzieciaczko anioł, choć skrzydełka ma wydepilowane niczym kurczak na rosołek, na pewno skradnie Wam serce, jak i moje skradło i oddać nie chce ni chu chu, i alleluja! Ta jakże malownicza zbieranina bytów stara się żyć ze sobą w zgodzie… wróć, stara się jakoś znieść nieszczęsnego Szczęsnego i nie oszaleć. Właściwie to Konrad stara się nie oszaleć, bo reszta jakoś już przez 200 lat do kapuścianego Widma się mniej lub bardziej przyzwyczaiła.

„Dożywocie” to generalnie radosna komedyjka, o przygodach mieszkańców Lichotki w trakcie, której będziecie prychać, śmiać się w głos, czy nawet zaśmiewać do łez. To także książka o tym jak Konrad, trochę dzieciak (jak to facet w wieku 33 lat), musi się nauczyć odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za wszystkich podopiecznych. Odpowiedzialności przez duże „O”, przed którą tak uciekał i tchórzył, a która teraz przybyła, dała mu dwa kopniaki w... bolesne miejsce i ze sto w te mniej oraz żąda, by ją wreszcie zauważono i zaakceptowano. Oczywiście nie przychodzi mu to ani łatwo ani bezboleśnie, ale suma summarum staje w końcu na wysokości zadania, tylko że... siła wyższa, jak i niższa oraz widma zawsze potrafią pokrzyżować wszelkie plany i porządek. A wszystko to przy akompaniamencie: Mickiewicza i Słowackiego.

Na koniec, chciałabym napisać jeszcze kilka słów na temat „Szaławiły”, dodatkowego opowiadania, które pojawiło się w tym wydaniu książki. Pani Marto... o ałtorko ty moja! O tak!!! Kupuję to i pragnę więcej. Co za historia! Mam naprawdę nadzieję, naprawdę i przeszczerze i przeszczęśnie, że to niejedyne i brońcie o bogowie, ostatnie spotkanie z Odą i Rochem. No dobra co ja będę ściemniać - zwłaszcza z Rochem… Prooooooszęęęęęęęę (oczy licha patrzące na nowy psikacz konwaliowy do szyb). Szaławiła pozostawiła we mnie niedosyt... jakby ktoś mi wydzielił jednego cukierka i skitrał resztę.

Nie powtarzając się już nie potrzebnie. Weźcie przeczytajcie „Dożywocie”, bo (do)żyć Wam nie dam i truć będę okropnie. Warto. Naprawdę.

“Dożywocie”.

Ocena: 10/10
Motto: Rocznik 82 jest najlepszym rocznikiem - zawsze to sądziłam.