Zbiór zawiera:
- "Hrebor Cudak",
- "Skarby stolinów"
- Uwagi tłumacza
[Krajowa Agencja Wydawnicza, 1990]
[Okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/63332/skarby-stolinow]
AGA:
„Skarby stolinów” to zbiór
opowiadań Rafała A. Ziemkiewicza składający się z trzech
utworów: Hrebora Cudaka; Skarbów stolinów i Uwag tłumacza. Jest
to pozycja, po którą z całą pewnością nie sięgnęłabym z
własnej woli. Nie ma jednak jak przymus zewnętrzny, czasem
korzystnie jest przeczytać coś, po co nigdy byśmy nie sięgnęli.
Czy i tym razem?
Zacznę od „Hrebora Cudaka”,
opowieści o chłopcu, który w kołysce został naznaczony klątwą
„kobiecego serca” przez złośliwe różenice. To „kobiece
serce”, wg autora, spowodowało, że wyrósł on na młodzieńca, a
potem na mężczyznę o wrażliwym obejściu, poetycznej,
rozgorączkowanej duszy, który nie miał w sobie charakteru, odwagi,
waleczności, a wszystkie te cechy nie pasowały do syna Żargrada z
rodu Pahwazdów, włodarza Zagradu w krainie Slengu. Hrebor szybko
popada konflikt z ojcem i wyrusza na tułaczkę po świecie, a gdzie
się pojawi tam kłopoty i śmierć ze sobą przynosi, a że czasy
burzliwe wtedy w Slengu były, to i do wielu historycznych rzeczy się
przyczynił. Dopiero im bliżej mu było grobu, zaczął poszukiwać
drogi, by te wszystkie nieszczęścia i zły los odmienić i ludziom
zadość uczynić za szkody, do których się przyczynił.
„Hrebor Cudak”, to jedyna opowieść
z całego zbioru, którą z czystym sumieniem mogę polecić.
Opowiedziana historia przeklętego bohatera do złudzenia przypomina
legendy, podania, opowieści z dawnych czasów, których inspiracje
można by poszukać zarówno w dawnych sagach skandynawskich, jak
choćby w „Pieśni o Nibelungach”, czy w bardziej współczesnych
utworach, jak Oscara Wilde'a „Synu Gwiazdy”. Za największą
zaletę utworu można uznać zwięzłą, ale bogatą fabułę,
prezentację świata przedstawionego i oczywiście to nazewnictwo,
któremu bliżej do słowiańszczyzny, niż do kręgu
anglojęzycznego, co dla mnie jest miłą odmianą.
Inaczej sprawa ma się niestety ze
„Skarbami stolinów”, których akcja luźno nawiązuje do
poprzedniego opowiadania poprzez nazewnictwo i wspominanie wydarzeń
z Hrebora, jako wydarzeń historycznych, ale jest całkowicie
niezależną nowelą. Na dworzyszczu (!) Sternważa z rodu Astarhów
pojawiają się wędrowcy, Żegost i Blizbor, którzy wraz z Harszem
z Tragżych, gołąwąsem z okolicy, spędzają u Sternwarża zimę.
Dni ciągną się leniwie na piciu, jedzeniu i słuchaniu gędziarza
do momentu, gdy pojawia się u wrót ranny stolin, który Sternważowi
przypomina o zawartej wcześniej umowie, po czym umiera z
odniesionych ran. Sternważ traci humor, a Żegost, Blizbor i Harsz
planują wiosenną wyprawę w góry do Gadającego Drzewa. Gdy tylko
wiosna nadeszła bohaterowie wyruszają nw podróż, która prowadzi
ich do podziemnej krainy stolinów, gdzie muszą zmierzyć się z
przedwiecznym złem.
„Skarbom stolinów” zarzuca się
odtwórczość, i niestety to prawda, same słowiańskie nazewnictwo
nie wystarczy, aby stworzyć coś oryginalnego. Niestety nowela po
chamsku przypomina utwory Tolkiena, a jedyną zaletą opowiadania
jest umiejętne kreślenie postaci. Ciężko coś więcej napisać o
tym opowiadaniu, które po prostu jest bardzo słabe.
A „Uwagi tłumacza” po prostu są
pisarskim zabiegiem uzupełniającym historię obu opowiadań, które
stylizowane są na zabytek literatury slengdańskiej. Tłumacz w
Uwagach zamieszcza głównie informacje o historii, wierzeniach i
proweniencji utworów.
Ogólnie ujmując zbiór opowiadań
Rafała A. Ziemkiewicza jest słaby, jak pisałam powyżej, jedynie
wartość przedstawia „Hrebor Cudak”. Ciężko wykoncypować, co
chciał pisarz stworzyć, czy świat słowiańsko-skandynawskiej
fantasy, czy może kalkę tolkienowskiego świata. Opowiadania z powodu słownictwa i nazewnictwa, wielu czytelnikom mogą sprawiać kłopot w
odbiorze. A jedynym powodem, dla którego zdecydowałam się napisać
o tej pozycji jest fakt, że na portalach literackich tak naprawdę
ciężko dowiedzieć się przed lekturą, o czym ta książka może być.
- A book with nonhuman character
- A book you own but have never read
- A book by an author you have never read
before
- A book with magic
- A book of short stories
Ocena: 2/10 (byłoby 1, gdyby nie
„Hrebor Cudak”)
Przesłanie: „Nie należy odgrzewać
starych kotletów, nawet tak smakowitych jak utwory Tolkiena”.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PATI:
„Hrebora” kupiłam za grosze wiek temu, dosłownie.
Przemawiało za nim, że był tani, było to przedstawiane jako
fantasy, a i nazwisko całkiem znane. Nabyłam go pomimo koszmarnej
okładki, rodem z UNICEFu, i dziwacznego tytułu. Nie był to co
prawda Sapkowski, dzięki któremu zaczęłam się przekonywać do
polskich autorów, ale potrzeba czytania była ode mnie silniejsza.
Usiadłam, zaczęłam czytać i po dość krótkim czasie odłożyłam
ją z odrazą. Już wtedy wyrosłam ze słowiańskich baśni, za
którymi nigdy za bardzo nie przepadałam. Co pewien czas grzbiet
„Hrebora” kuł mnie w oczy i pojawiało się jakże ważne
pytanie: wyrzucić? dać do spalenia? oddać do biblioteki? Przy tym
ostatnim pojawiał się zawsze strach, że mnie wyśmieją. I tak
żyłam z tą książką obok, starając się jej nie widzieć.
Niestety, a nawet NIESTETY!!! Musiałam za nią chwycić i zmęczyć
do ostatniej karteczki.
Teraz z ciut innej beczki. Rafał Ziemkiewicz, prawicowy
publicysta, który mam wrażenie aktualnie jest bardziej celebrytą
niż pisarzem - świeci triumfy nawet i na pudelku. Jakież było
moje zdziwienie, kiedy przeczytałam, że na swoim Twitterze nie
tylko wypowiada się w sprawie Kory, czy Dżoany Krupy, ale też
nazywa Papieża Franciszka idiotą... I to za jedną z
najmądrzejszych rzeczy, jaką Papież mógł w naszych czasach
powiedzieć! Mnie się absolutnie odechciało czytania czegokolwiek
tego pana i niech we mnie rzucają kamieniami mężczyźni, którzy
wykorzystują pijane kobiety. Mam to centralnie gdzieś. (
http://www.pudelek.pl/artykul/71350/ziemkiewicz_kto_nigdy_nie_wykorzystal_nietrzezwej/)
W końcu nadszedł czas, kiedy miało za niedługo odbyć się
spotkanie, dokładnie mniej niż za 24h. Godzina Zero nadeszła i
należało podjąć decyzję - odpuścić i po raz pierwszy w życiu
nie przyjść na spotkanie przygotowaną, czy może się przemęczyć
i przy okazji odkreślić jeden z punktów z listy – książka,
którą posiadam, a nie przeczytałam? W końcu czym są te dwie
godziny z życia? Okazało się, jak podejrzewałam, że były te
godziny straconymi bezpowrotnie. Lepiej już było tępo patrzeć na
jakiś głupi serial w telewizji – np. Kiepskich (a absolutnie ich
nie trawię).
Było źle, było nudno, było słabo i męcząco... Było też
okropnie. Bezwartościowa pozycja. To słowo idealnie określa tę
książkę. Dno, wodorosty i 20 metrów mułu, a na dnie zdechłe
ryby, zbyt obżarte Tolkienem, by nawet pływać po powierzchni.
Otrzymałam tylko lekko słowiańską wersje „Hobbita”,
połączonego z „Władcą Pierścieni”, całkowicie nie wartą
czasu, jaki poświeciłam na czytanie. Ba, nawet nie warta papieru,
na którym jest wydrukowana. Kiedy byłam mała (w sensie młoda, a
nie niska), miałam taką książeczkę o Królu Popielu, co go myszy
zeżarły. Nie lubiłam jej za bardzo chociaż z drugiej strony, jak
magnes przyciągała mnie ekstremalnie idiotyczna końcówka. Flaków
i mózgów nie było, ale wyobraźnia działała. Klimatycznie
„Hrebor” i reszta kompani są osadzeni właśnie w takim
klimacie, ale niestety bez nagrody krwawej jatki na końcu. W nagrodę
otrzymujemy słabe wyjaśnienia autora i próbę urzeczywistnienia
historii, co jeszcze bardziej negatywnie wpływa na ostateczna ocenę.
Ci co mnie znają, od razu wiedzieli, że już na pierwszej
stronie dostanę za przeproszeniem wnerwicy (staram się mimo
wszystko zachować jakieś strzępki kultury w moich recenzjach i nie
używać twardych przekleństw). Tytułowy Hrebor - tchórz i kłamca
(te dwa przymiotniki całkowicie dla mnie go opisują, choć jak
widać u Agi jest ciut odmiennie) :), jest właśnie taki ponieważ
od Rożenic dostał kobiece serce... Widzę, że autor już od lat
nie ma dobrego zdania o kobietach. I w sumie tyle w temacie. Pierwsza
strona i już coś takiego. Czy rzeczywiście trzeba to komentować?
I czy trzeba kontynuować?
Polecam po prostu nie czytać. Omijać. I spluwać z pogardą
mniejszą lub większą, do wyboru. Zdaję sobie sprawę, że nie
jest to super recenzja, ale naprawdę nie umiem o tej książce
niczego pozytywnego napisać poza jedną rzeczą - dzięki bogom, nie
jest za długa. I tyle. Naprawdę, ludzie już wystarczająco się
nad nią pastwili, i trudno znaleźć jakiś specyficzny rodzaj
błota, którym jeszcze w nią nie rzucano. Wybaczcie, ale sam autor
mnie odrzuca i nie chce mi się po prostu tracić na to czasu. Nie
warto.
Ocena: 1
Przesłanie: "Słowiańska wędrówka przez Morię i przyległości."