Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komiks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 kwietnia 2019

"Monstressa. Tom 2 : Krew" - Marjorie Liu, Sana Takeda

Monstressa powraca. Drugi tom niesamowicie wciągającej i oszałamiającej wizualnym mariażem art-deco, steampunku i mangi sagi autorstwa Marjorie Liu i Sany Takedy. Zdecydowanie jedna z najoryginalniejszych i najodważniejszych nowych serii komiksowych. Jej status potwierdzają liczne nominacje do Eisnerów i Nagroda Hugo dla najlepszej powieści graficznej roku 2017. Rekomenduje sam Neil Gaiman.

[Non Stop Comics, 2018]









AGA:

Dwa lata z rzędu Marjorie Liu i Sana Takeda zdobywały Nagrodę Hugo za najlepszą powieść graficzną (The Best Graphic Story); w 2017 za tom pierwszy Monstressy pt. Przebudzenie i w 2018 roku za tom drugi – Krew. Pierwszy tom był dla mnie niebywałym odkryciem. Był to tak naprawdę pierwszy „dorosły” komiks, który w dodatku okazał się strzałem w dziesiątkę.

Jeżeli nie czytaliście tomu pierwszego, musicie nadgonić zaległości. Świat wykreowany przez Marjorie Liu jest tak rozbudowany, że nie można w niego wskoczyć ot tak, tym bardziej, że “Monsterssa: Krew” kontynuuje wątek fabularny z tomu pierwszego. 
Po ucieczce chyżem Corvina, Maiko Półwilk, Ren i Kippa udają się do nadmorskiego miasta Thyrii. Tam zatrzymują się w domu Maiko, w którym przebywała kiedyś krótko z matką przed wyprawą na pustynię. Dzięki lisiczce dziewczyna odnajduje kościany klucz, który Moriko przywiozła z jednej z wypraw. Zaopatrzona w tajemniczy kościany artefakt, w towarzystwie Rena i Kippy odwiedza starych przyjaciół braci Imura. Seizi, jeden z dwóch braci, udostępnia swój najlepszy okręt – „Wesołego Łupieżcę”, by Maiko mogła udać się śladami swojej matki na przeklętą Wyspę Kości. Ścigana przez Królowe Krwi trafia na wyspę, na której nic nie jest tym, czym się wydaje, a na której będzie musiała zmierzyć się nie tylko z uwięzionymi duchami, ale także z Krwawym Lisem.

Gdyby Hayao Miyazaki tworzył mroczne animacje, to zapewne byłyby one właśnie Monstressą. Świat Maiko to świat przesycony duchami, demonami, bogami i widmami, rodem z japońskich wierzeń, które na myśl przywodzą yōkai. Pradawni, Starzy Bogowie, koty, lisy, Arkanijczycy, morskie istoty, anielscy przedstawiciele Dworu Zmierzchu, zantropomorfizowane tygrysy i rekiny, jest tego wszystkiego taki nadmiar, że można nie tylko się pogubić, ale również doznać przesytu. Jednak w tym całe sedno tego cyklu. To męczące piękno i bogactwo, przytłacza i wprowadza czytelnika w stan niepokoju, który wynika nie tyle z samej fabuły, co ze skrajnej odmienności tego świata. Sana Takeda postarała się, aby czytelnik cały czas był wizualnie pobudzony. Ten mroczny styl z pogranicza steampunku i mangi, secesyjna ornamentyka i bogactwo linii, mami i wabi swym pięknem, ukazując nawet najgorsze okrucieństwo. Pod względem fabularnym “Krew” jest nieco spokojniejsza od “Przebudzenia”.
Akcent marynistyczny wprowadza wątek przygodowy, retardacje w postaci wykładów szacownej profesor Tam Tam i retrospektywne fragmenty z dzieciństwa Maiko, przyniosły mniej zwrotów akcji i jeszcze mniej odpowiedzi.

Monstressa ma magiczną moc, uwodzi czytelnika swoim pięknem okrucieństwa. Pomimo że dialogi Marjorie Liu są sztywne i trochę teatralne, to dzięki niezwykłej kreacji świata i niewypowiedzianie cudownym rysunkom, nie można wyrwać się spod jej uroku.

Ocena: 8/10

"Nomen Omen. Tom 1. Całkowite zaćmienie serca" - Jacopo Camagni, Marco B. Bucci

W ciemnych zakamarkach, gdzieś za nigdy nieodsuwanymi zasłonami istnieje świat potężnych, starożytnych stworzeń. Świat pozostający ze znaną nam rzeczywistością w idealnej, ale chwiejnej równowadze. Co stanie się, gdy równowaga zostanie zakłócona? W zasypanym śniegiem Nowym Jorku zaczyna się właśnie niezwykła przygoda Becky.

[Non Stop Comics, 2019]


Tutaj możecie przeczytać darmowy prolog serii, który został również zamieszczony w tomie 1 - https://nonstopcomics.com/nomen-omen-0-darmowy-prolog-serii/





AGA:

Proszę powiedzcie mi, jak nie sięgnąć po komiks, który nazywa się „Nomen Omen”. Owszem w naszej rodzimej tytulaturze i onomastyce będzie się kojarzył włącznie z szacowną (hihi!) Ałtorką Martą Kisiel, ale przecież jest to skrót od łacińskiej maksymy nomen est omen, co oznacza, że imię jest znakiem. Motyw znaczącego imienia i przykładania do niego wagi, jest zresztą często występującym motywem w mitologiach, legendach, czy powieściach fantasy. W tomie pierwszym komiksu Jacopo Camagniniego i Marco B. Bucciego zatytułowanym „Całkowite zaćmienie serca” jeden z pojawiających się bohaterów uwiarygadnia swoje dobre zamiary przysięgą, która brzmi: Przysięgam na sen na krew i na swoje prawdziwe imię, dodając … a nie ma nic świętszego od imion.
 Nie bez kozery nawiązuję do starych zwrotów i patetycznego zachowania jednego z bohaterów, komiks bowiem to powieść graficzna z gatunku urban fantasy. W Nowym Jorku pojawiają się czarownice, Medb, Fionn mac Cumhail, Taranis, a nawet Lady Macbeth (?!). A w centrum uwagi, całej tej grai bohaterów mitologii irlandzkiej i celtyckiej,  pojawia się Becky, dwudziestojednoletnia instagramerka z achromatopsją, która na świat przyszła w dziwnych okolicznościach. Rebecca, aby przeżyć po dosłownej utracie serca, będzie musiała zawrzeć sojusze i znaleźć swoją drogę, w nagle odmienionym dla niej mieście, pełnym mitologicznych i niebezpiecznych istot.

„Całkowite zaćmienie serca” nie przemówiło do mnie i nie wciągnęło mnie tak, jakbym sobie tego życzyła. Początkowo fabuła była na tyle zagmatwana i niejasna, rwała się, że nie umiałam odnaleźć się w świecie Becky. Historia matki Meery i jej partnerki Claire, dawała nadzieję, że opowieść będzie mocno osadzona w wierzeniach rdzennej ludności Ameryki, jednak losy Becky mocno zostały powiązane z mitologią irlandzką. Bardzo żałuję, że autorzy jednak nie osadzili swojej historii albo w wierzeniach rdzennych Indian lub jeszcze bardziej skrajnie we Włoszech i mitologii greckiej, biorąc pod uwagę narodowość twórców. Sztampowo za tło wybrali Nowy Jork, Fionna tutaj Finna prawie osadzili w estetyce Wolverine'a, a sama fabuła jest przewidywalna.

„Nomen Omen. Całkowite zaćmienie” natomiast przykuwa wzrok swoją estetyką. Efekt wizualny komiksu jest jego najmocniejsza strona. Przyjemnie ogląda się opowieść. Kroje czcionek odpowiednio podkreślają nie tylko fragmenty i dynamikę akcji, ale również zwracają uwagę na proweniencję bohaterów. Achromatopsja Becky pozwala na wprowadzenie kolorów tam, gdzie świat realny zderza się z tym mitologicznym, choć zabieg ten nie jest oryginalny, podobny można zauważyć choćby w „Zeszycie Wendy” Osborne & Fish (komiksy powstawały mniej więcej w tym samym czasie), to daje to odpowiedni entourage całej historii.

Podsumowując. Tom pierwszy Nomen Omen nie powalił mnie na kolana. Żałuję, że artyści nie sięgnęli ku swoim korzeniom. Wolałabym włoskie urban fantasy, niż kolejny Nowy Jork i irlandzkie bóstwa. Graficznie przyjemnie, aczkolwiek zabiegi wykorzystywane do podkreślenia przenikania się światów, nie naeżą do nadzwyczaj oryginalnych. Wydawnictwo natomiast popełniło ewidentny błąd na czwartej stronie okładki, opisując Becky jako dwudziestoośmiolatkę, a nie dwudziestojednolatkę. Fabuła zapowiada się jednak na tyle interesująco, że daję szansę temu komiksowi, mam nadzieję, że najbliższy zeszyt rozwieje to moje pierwsze nie najlepsze wrażenie.

Ocena: 5/10



piątek, 22 marca 2019

"Kaczogród. Carl Barks. Siedem miast Ciboli i inne historie z lat 1954–1955" - Carl Barks

Carl Barks (1901–2000) jest powszechnie uważany za najwybitniejszego twórcę komiksów osadzonych w uniwersum Walta Disneya, a także za legendę całego komiksowego medium. To mistrz fabuły i komiksowej narracji. Wymyślił wiele postaci z Kaczogrodu, w tym Sknerusa McKwacza, Diodaka, Braci Be, Gogusia, Granita Forsanta i Johna Kwakerfellera, jak również liczne elementy tego świata – miasto Kaczogród czy skarbiec Sknerusa. Do inspiracji twórczością Barksa z dumą przyznaje się wielu komiksowych twórców – za swój wzorzec uważa go na przykład Jeff Smith, autor kultowego Gnata, a Will Eisner nazwał go „Andersenem komiksów”. 

[Egmont, 2019]
[Opis i okładka: https://egmont.pl/Kaczogrod.-Carl-Barks.-Siedem-miast-Ciboli-i-inne-historie-z-lat-1954-1955,13925390,p.html]

Komiks zrecenzowany dla Secretum.pl

AGA:

Na początku lat dziewięćdziesiątych ubóstwiałam oglądać serial animowany „Kacze opowieści”. W tamtych czasach niewiele bajek zza Oceanu pojawiało się, więc chłonęłam wszystko, a przygody Sknerusa McKwacza i jego rozbrykanych siostrzeńców, wyjątkowo przykuwały moją uwagę swoim awanturniczym charakterem. W tamtych czasach nie miałam zielonego pojęcia, że sam serial opierał się na komiksach „Uncle Scroode”, dlatego niezmiernie się cieszę, że Wydawnictwo Egmont, po latach uzupełnia braki w mojej edukacji.

Tom trzeci Kaczogrodu nosi zbiorczy tytuł „Siedem miast Ciboli” i zawiera opowieści z lat 1954-1955. I zawiera wszystko czego czytelnikowi w każdym wieku do szczęścia potrzeba. Łaknący przygód młodzi czytelnicy spotkają ducha szeryfa w „Prawdziwym Dzikim Zachodzie”, zbadają głębię oceanu z Kaczorem Donaldem w „Na samym dnie”, odnajdą szalonego naukowca i jego niebezpieczny wynalazek w „Promieniu i kamień”, a co najważniejsze w końcu dotrą do zaginionych „Siedmiu miast Ciboli”. Jednak to nie wszystko, a dopiero zaledwie namiastka tego, co mieści w sobie ten niezwykły album. Towarzysząc wszystkim bohaterom dostrzeżemy, że Sknerus McKwacz owszem bywa skąpy („Promień i kamień”), ale przede wszystkim jest zaradny i obdarzony niezwykłym szczęściem do interesów („Kaczor i gołąb”), a bywa również troskliwy i szczodry, w granicach rozsądku („W zanurzeniu”). Kaczor Donald, nadal bywa wybuchowy, co najlepiej widać w „Tańczącym z nartami”, walczy z przeciwnościami losu, głównie z Gogusiem w „Największej rybie”, ale także wykazuje się przebiegłością w „Wielkich wagarach” i stara się być użyteczny, choć ze zmiennym szczęściem, jak w „Lodowym ekspresie”, czy „Pod skorupą”. A siostrzeńcy, wiadomo, ci się nie zmieniają, są dziećmi pełnym dziobem, co wyziera z każdej karty komiksu.

Młody narybek czytelników z pewnością będzie dobrze się bawił podczas lektury. Przygody siostrzeńców nie zdezaktualizowały się. Adepci komiksu z XXI wieku może będę lekko zadziwieni światem bez gier, komputerów i komórek. Jednak ten wszechświat Hyzia, Zyzia i Dyzia ma swój urok i może zainspirować do tego, by odkrywać wielkie i małe przygody w swoim otoczeniu. Poczucie humoru, inteligentne puenty, które towarzyszą historyjkom, nigdy się nie znudzą, pomimo że minęło od ich napisania sześćdziesiąt pięć lat.

Prywatnie jestem zauroczona albumem. Nie dlatego, że jest to wybitne dzieło. To jest komiks dla dzieci i to dziecko odnalazłam w sobie, a raczej odnalazłam swoje dzieciństwo, wspomnienia tych chwil, kiedy czekało się na „Kacze opowieści”, gdy nagrywało się odcinki na kasetach video i z przyjemnością wracało do ulubionych fragmentow. Tym niemniej muszę stwierdzić, i to z satysfakcją, że komiks różni się odrobinę w kreacji bohaterów, i tacy, jakimi ich odmalował Carl Barks, bardziej mi odpowiadają.

Ocena: 10/10

czwartek, 27 grudnia 2018

"Ptyś i Bill. Śmiech to zdrowie. Tom 2"

Drugi tom skrzącej się humorem serii gagów zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ptyś chodzi do podstawówki. Nie przepada za szkołą ani warzywami, uwielbia za to szalone pomysły i wygłupy. Ma też wielką i niczym nieskrępowaną wyobraźnię. A że jego najlepszym przyjacielem jest skory do żartów pies Bill, więc każdy ich dzień jest wypełniony przygodami. Nie tylko zabawa w Indianę Jonesa czy budowa ogromnego zamku ze śniegu, ale nawet przygotowanie zwykłego obiadu to dla bohaterów okazja do nieziemskiej zabawy, podczas której często wpadają w kłopoty! 
Pomysłodawcą serii był legendarny belgijski autor Jean Roba (1930–2006; m.in. Sprycjan i Fantazjusz), który tworzył ją od 1959 do 2001 roku. Album zbiorczy zawiera trzy tomy oryginalne: Śmiech to zdrowie!, Buff Halo Bill? i Cztery pory roku. 

Seria Ptyś i Bill należy do linii wydawniczej KOMIKSY SĄ SUPER!, w której ukazują się również takie tytuły, jak: Lou!, Ernest i Rebeka oraz Studio Tańca. Przedstawiamy w niej humorystyczne, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci, bestsellery na europejskim rynku wydawniczym.

[Egmont, 2018]

[Opis i okładka: https://egmont.pl/Komiksy-sa-super-Ptys-i-Bill.-Smiech-to-zdrowie.-Tom-2,12821512,p.html]

Komiks zrecenzowany dla Secretum.pl

AGA:

W październiku tego roku Wydawnictwo Egmont rozpoczęło wydawanie cyklu komiksów Ptyś i Bill, w ramach serii wydawniczej Komiksy są super! Pierwszy tom zbiorczy zawierał historyjki narysowane przez Laurenta Verrona, który przejął warsztat i schedę po twórcy przygód Ptysia i Billa. Drugi tom zbiorczy zawiera zeszyty chronologicznie starsze, wydane w roku 1999 i 2001: Śmiech to zdrowie! (Boule & Bill: 26, 'Faut rigoler!'), Buff Halo Bill? (Boule & Bill: 27 Bwouf allo Bill?) I Cztery pory roku (Boule & Bill: 28 Les quatre saisons). Wszystkie trzy są autorstwa Jeana Roba’y.

Ptyś i Bill, jak w poprzednim tomie przeżywają ponownie wiele przygód, które często inicjowane są przez ich wyobraźnię lub odmienny, od dorosłego, punkt widzenia świata. Ptyś próbuje zawsze przechytrzyć swoich rodziców, wymyśla co chwilę nowe zabawy z Piotrkiem, a Bill we wszystkim stara mu się towarzyszyć. W tych trzech zeszytach fabuła w znacznie większym stopniu zdominowana jest przez uroczego spanielka, który jak to psy tej rasy, wykazuje się ogromną energią, pomysłowością i charakterem. Karolina, żółwica, towarzyszy owszem obu zadziornym łobuziakom, ale jakby w mniejszym stopniu, niż w „Ptyś i Bill. Do Ataku!”, za to postać ojca zdecydowanie dorównuje aktywnościom dwóm głównym bohaterom, dostarczając dodatkowych komicznych sytuacji.

Każdy w historiach Ptysia i Billa odnajdzie coś dla siebie. „Wieczór we dwoje”, „Wielki Karol Wielki”, „Doktor Psińcio”, „Eine Kleine Nachtmusik”, „Savoir-vivre”, „Powołanie” i wiele innych, pozostanie z czytelnikiem na długo.

Przygody Ptysia i Billa z każdym kolejnym zeszytem wzmacniają więź z bohaterami, do których czytelnik zaczyna mocno się przywiązywać. Pierwszy zbiorowy tom ubawił mnie, ale nie wywołał żadnych dodatkowych emocji. W trakcie czytania tomu drugiego ta nić przyjaźni pomiędzy czytelnikiem, a bohaterami wzmacnia się przez powtarzalność sytuacji, kształtujących tak naprawdę świat przedstawiony i samych bohaterów, a trafne puenty dodają smaczku, stając się wizytówką tego cyklu.

Serdecznie polecam mniejszym i większym czytelnikom.

Ocena: 8/10

środa, 12 grudnia 2018

"Ptyś i Bill. Do ataku! Tom 1"

"Skrząca się humorem seria gagów zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Ptyś chodzi do podstawówki. Nie przepada za szkołą ani warzywami, uwielbia za to szalone pomysły i wygłupy. Ma też wielką i niczym nieskrępowaną wyobraźnię. A że jego najlepszym przyjacielem jest skory do żartów pies Bill, więc każdy ich dzień jest wypełniony przygodami. Nie tylko zabawa w Indianę Jonesa czy budowa ogromnego zamku ze śniegu, ale nawet przygotowanie zwykłego obiadu to dla bohaterów okazja do nieziemskiej zabawy, podczas której często wpadają w kłopoty! 
Pomysłodawcą serii był legendarny belgijski autor Jean Roba (1930–2006; m.in. Sprycjan i Fantazjusz), który tworzył ją w latach 1959–2001). Od 2003 roku cykl przejął francuski rysownik Laurent Verron (Le Maltais, Odilon Verjus, Fugitifs), który we współpracy z różnymi scenarzystami zrealizował osiem albumów Ptysia i Billa. Album zbiorczy zawiera trzy tomy oryginalne: Najlepszy przyjaciel, Do ataku! i Ukochany spaniel.  

Seria Ptyś i Bill należy do linii wydawniczej KOMIKSY SĄ SUPER!, w której ukazują się również takie tytuły, jak: Lou!, Ernest i Rebeka oraz Studio Tańca. Przedstawiamy w niej humorystyczne, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci, bestsellery na europejskim rynku wydawniczym. "

[Egmont, 2018]

[Opis i okładka: https://egmont.pl/Komiksy-sa-super-Ptys-i-Bill.-Do-ataku.-Tom-1,11681820,p.html]

Komiks zrecenzowany dla Secretum.pl

AGA:

Każdy chłopiec powinien mieć swojego psa.
Czy są młodzi, jak Tintin i Miluś, czy Charlie Brown i Snoopy, czy nieco starsi, jak Obeliks i Idefiks, Cubitus i Semafor, czy Lacky Luke i Bzik, to ewidentnie widać, że taki tandem jest powielany przez twórców komiksów. Wdzięczny temat przyjaźni człowieka z psem, choć często drugoplanowy, pozwala na wiele zabiegów artystycznych, utrwalając jednocześnie archetypiczną więź, jaką zadzierzgnęli wieki temu.

„Ptyś i Bill. Do Ataku!” nie jest komiksem, który wyłamywałby się z tej konwencji. Wbrew imieniu, dwunożnym bohaterem jest Bill, rezolutny rudzielec, figlarz, jak każdy chłopiec w jego wieku. Jego najlepszymi przyjaciółmi od psot są Bill, bystry i cwany, równie rudy jak pan, spaniel, Karolina vel Karo, pancerna żółwica o szczodrym sercu i powolnych nogach oraz Piotrek, jedyny ludzki kumpel Ptysia. Cała czwórka z ogromnym polotem i kreatywnością wyczyniają cuda, aby się nie nudzić; filmują nową wersję Indiany Jonesa, tworzą rzeźby ze śniegu i piasku, rysują graffiti, ratują damy z opresji, walczą w szeregach pirackiej załogi, czy próbują zaimponować płci przeciwnej. Ptyś dzielnie opiera się nauce, Bill kąpieli za to obaj przysparzają rodzicom chłopca tyleż radości, co kłopotów.

Cykl komiksów o Ptysiu i Billu ( fr. Boule et Bill) został stworzony przez belgijskiego ilustratora i scenarzystę Jeana Roby. Pierwsze historie o tej łobuzerskiej, aczkolwiek zabawnej parze, ukazały się w 1959 roku, innymi słowy w przyszłym roku Ptysiowi i Billowi stuknie sześćdziesiątka bez mała. Wydawnictwo Egmont jednak postanowiło wydać zbiorczo trzy tomy - „Ptyś i Bill, Najlepszy przyjaciel”, „Ptyś i Bill. Do Ataku” i „Ptys i Bill. Ukochany spaniel”- w jednym, które tworzył już Laurent Verron, w schedzie po swoim mistrzu. Jean Roba tworzył aktywnie cykl do 2000 roku, niestety z powodu trudności manualnych pałeczkę stopniowo przekazał swojemu asystentowi Verronowi, który również kontynuował przygody Ptysia i Billa, po śmierci ich twórcy, w 2006 roku. Nie wiem, czym kierowało się wydawnictwo, rozpoczynając od trzydziestego drugiego albumu, ale mogę dywagować, że nie chcąc wydawać wszystkich zeszytów, postawiło na te najnowsze, z którymi współczesne dzieci będą mogły się bez przeszkód utożsamić.

Opowiastki o wybrykach chłopca i jego psa, rozpisane zostały na pojedynczych,
opatrzonych tytułem stronicach. Plansze kipią aż od akcji i humoru, a każde dziecko odnajdzie w tych historyjkach siebie. Świat Ptysia i Billa miał zaskarbić sobie młodego, europejskiego czytelnika na wzór amerykańskich „Fistaszków”. I jak owszem można doszukać się podobieństwa, choćby w spersonifikowanym świecie Billa, na wzór Snoopy'ego, to jednak są to całkowicie odmienne komiksy. Belgijscy twórcy komiksu, podobnie jak francuscy, potrafią w sposób wspaniały, niezwykły, a przede wszystkim zabawny pokazać świat dziecka. Ptysiowi bliżej do Cedryka autorstwa Laudeca i Cauvina, a nawet do amerykańskiego Calvina i Hobbesa Wattersona, niż do Charliego Browna i Snoopy'ego Schultza.

Cykl „Ptyś i Bil” dedykowany jest przede wszystkim młodszym czytelnikom i to tej części chłopięcej, wydaje się, że może zrównoważyć cykl „Sisters” przeznaczony dla dziewczynek. Jednak nie sugerowałabym się mocno tym podziałem, poczucie humoru nie zależy bowiem ani od płci, ani od wieku, dlatego polecam go każdemu.

Ocena: 7/10

"Podniebny Harry. Wakanda. Tom 1" - Étienne Willem

Marzec 1933 roku. Stany Zjednoczone w samym środku kryzysu ekonomicznego. Niegdysiejszy as przestworzy i członek eskadry Lafayette, Harry Faulkner, został po wojnie pilotem-kaskaderem, przez chwilę miał nawet własny latający cyrk. Dziś jednak jest bez pracy, bez grosza i bez perspektyw. Co innego burmistrz Nowego Jorku, który przymierza się właśnie do wystawnej inauguracji masztu do cumowania Zeppelinów, które mają zapewnić połączenie lotnicze USA ze Starym Kontynentem. 
Podniebne przyjęcie w elitarnym gronie, prestiżowi goście i szampan lejący się strumieniami… mimo obowiązującej prohibicji. Szykuje się ważne i bardzo upolitycznione wydarzenie. Nikt jednak nie wziął pod uwagę scenariusza, w którym grupa terrorystów porywa sterowiec i żąda okupu, grożąc rozbiciem maszyny w samym środku Manhattanu wraz ze wszystkimi notablami na pokładzie. To zadanie w sam raz dla Podniebnego Harry’ego… 
Autorem Podniebnego Harry’ego jest Étienne Willem, twórca m.in. Miecza Ardeńczyka.

[Egmont, 2018]

[Opis i okładka: https://egmont.pl/Podniebny-Harry.-Wakanda.-Tom-1,11079689,p.html]

Komiks zrecenzowany dla Secretum.pl

AGA:

Różne są ścieżki czytelnicze i ważne, by być otwartym na doświadczenia. W maju na Pyrkonie miałam przyjemność dowiedzieć się, jak wspaniałe autografy potrafią składać na komiksach ich twórcy. W Poznaniu pojawili się między innymi Bédu ( „Clifton”, „Hugo”) i Étienne Willem („Miecz Ardeńczyka”) i swoim czytelnikom wymalowywali całostronicowe autografy. Urzeczona kunsztem ilustracji pobiegłam zaopatrzyć się w dzieło Étienne Willema, „Hugo” w mojej biblioteczce od lat młodzieńczych dawno się znajdowało. I tak poznałam bardzo sympatycznego brodacza, który złożył przepiękny malunek na „Mieczu Ardeńczyka” i po czyjego kolejny tytuł z przyjemnością sięgnęłam.

Jest marzec 1933 roku, czasy Wielkiego kryzysu w Nowym Jorku. Społeczeństwo cierpi z braku dostępnej pracy, szerzy się bezrobocie, a slamsy miasta pękają w szwach. Burmistrz Nowego Jorku próbując przywrócić Amerykanom nadzieje i marzenia, organizuje przelot sterowca „Wakanda” nad miastem. Jednak nie wszystko idzie zgodnie z planem i luksusowy rejs zamienia się w walkę o sterowiec, na którym znajduje się gaz musztardowy, a także inne tajemnicze rzeczy. O sterowiec, bezpieczeństwo miasta i życie umiłowanej Betty Laverne zawalczy pechowy życiowo Harry Faulkner, były pilot-kaskader i weteran eskadry Lafayette.

Étienne Willem studiował historię na Uniwersytecie w Liège, zatem nie ma co się dziwić, że akcja jego komiksów umieszczona jest w przeszłości, można mieć też pewność, że w jego dziełach będzie zachowana dbałość o szczegóły historyczne. W „Wakandzie” autor przenosi czytelnika do końcowych lat Wielkiego kryzysu w Ameryce, wnosząc jednocześnie do konkretnego czasu historycznego elementy steampunkowe. Fascynacja wynalazkami, sterowce, wyścig zbrojeń idealnie wpasowują się w całą historię Harry'ego Faulknera, pilota, który miał pecha nastąpić na odcisk samemu Howardowi Hughesowi. U Étienne Willema bohaterzy przedstawieni są jako zantropomorfizowane zwierzęta, co nie jest niczym nowym, aczkolwiek może wprowadzić niektórych czytelników w błąd, że jego komiksy skierowane są dla małego czytelnika. „Wakanda” jest komiksem przygodowym i czerpać przyjemność z lektury będą zarówno dorośli, jak i młodzież, lecz nie jest to lektura dla dzieci.

W „Wakandzie” i ogólnie w twórczości Étienne Willema, urzeka mnie przede wszystkim kreska, jak i to, jak nałożone są kolory. Miałam przyjemność zobaczyć, jak pięknie rysuje i koloruje swoje rysunki Étienne i o niebo bardzie podoba mi się jego praca farbami i tuszami, niż komputerowe plansze. Każdy obrazek ma swoją duszę, barwy są naturalne i cieniowane, dodają uroku całej historii.

Jeśli lubicie dawne filmy z Humphrey'em Bogartem, Cary Grantem, Lauren Bacall, czy Katharine Hepburn, idealnie trafiliście. Atmosfera dawnych lat z pikanterią steampunku i brawurą Indiany Jonesa sprawia, że z przyjemnością daje się nura w historię Podniebnego Harry'ego.

Ocena: 8/10

czwartek, 8 listopada 2018

"Giants" - Carlos i Joe Valderrama

Gigantyczne bestie rządzą światem na powierzchni, podczas gdy kryjące się pod ziemią niedobitki ludzkości walczą o życiową przestrzeń i dominację. Ścieżki najlepszych przyjaciół się rozchodzą, a najwięksi wrogowie muszą zawierać zaskakujące sojusze. Przyjaźń, miłość, zdrada i wygórowane ambicje w pasjonującej postapokaliptycznej historii inspirowanej Akirą i klasycznymi japońskimi „monster movies”.

[Non Stop Comics, 2018]
[Opis i okładka: https://nonstopcomics.com/sklep/giants/]

AGA:

„Giants” to jeden z tytułów, które na jesień zaproponowało Non Stop Comics dla wielbicieli graficznych opowieści.  Komiks został stworzony przez braci Carlosa i Miguela Valderrama, hiszpańskich twórców, którzy tym projektem weszli na rynek amerykański. 

Na Ziemię spadła kometa, która przyniosła zagładę. Ludzie w większości żyją w podziemnym mieście, gdzie zdani są na łaskę i niełaskę gangów, których siła zależy od tego , czy zdobędą cenny czarny bursztyn. Na powierzchni na odmianę rządzą gigantyczne stwory. Dwóch przyjaciół, Gogi i Zedo, bardzo pragną dostąpić zaszczytu wstąpienia w szeregi  Krwawych Wilków, i aby wkupić się w łaski chcą zdobyć czarny bursztyn. Plan Gogiego i Zedo  nie udaje się, a ścieżki dwóch przyjaciół rozchodzą się, by po pewnym czasie znów się skrzyżować, w całkiem odmiennych okolicznościach. Co z tego wyniknie? I czy przyjaźń przetrwa w postapokaliptycznym świecie, gdzie trzeba walczyć o przetrwanie?

„Giants” nie należy do ambitnych komiksów z wielowarstwową i treściwą fabułą. Widać bardzo duże wpływy zarówno kultury amerykańskiej, jak i japońskiej. Postapokaliptyczny świat opanowany przez gigantyczne stwory, gangi uliczników, kryzys przyjaźni dwóch bohaterów, to wszystko już było. Świat braci Valderrama obraca się w klimacie Godzilli, Pacific Rim z lekkim przesunięciem w kierunku młodszego czytelnika. Czy to oznacza, że nie warto sięgnąć po ten komiks? Nie. Trzeba pamiętać, że jest to całkiem udany hołd oddany przez dwóch braci dla własnych młodzieńczych fascynacji. Nie ma nic złego w tym, że komiks po prostu dostarcza rozrywki, która powraca w tej samej szacie co kilka lat. Dwoje bohaterów, przyjaciół, trzymających się razem, jak bracia, młodych chłopców są idealnymi przewodnikami po pełnym akcji komiksie dla równie młodego czytelnika. Zaprawiony w bojach odbiorca, może rzeczywiście nie odnajdzie nic poza czczą rozrywką, ale doceni fakt, że nowe pokolenie może poczuje ten dreszczyk, który czuł każdy młody chłopak w świecie wielkich i fantastycznych potworów.

 „Giants” fantastycznie się sprawi jako prezent dla każdego nastolatka, a przecież przed nami tyle świątecznych okazji. Może opowieść braci Valderrama zawiera trochę brutalności, ale nie jest ona przesadzona, a i elementów ukazujących „właściwą drogę” jest wystarczająco dużo, by każdy młody umysł to ogarną. A co ze starszym czytelnikiem? No cóż, jak już się sprezentuje młodszej latorośli, to szkoda byłoby nie przeczytać.

Ocena: 7/10

wtorek, 30 października 2018

Ernest i Rebeka. Mój kumpel mikrob. Tom 1

Pełna humoru bestsellerowa opowieść dla dzieci i dorosłych! Rebeka ma sześć lat, prawie sześć i pół. Choruje częściej niż inne dzieci, bo ma słaby system odpornościowy. Jakby tego było mało, jej rodzice coraz częściej się kłócą i myślą o rozwodzie. Wtedy w życiu dziewczynki pojawia się niesamowity przyjaciel – mikrob Ernest! Zaczyna szkolić Rebekę w sztuce mikrobii, dzięki której łatwiej będzie jej pokonywać codzienne kłopoty. A kiedy bohaterka wyjedzie na wieś do szalonego Dziadka Owadka, przypomni sobie, jak wygląda szczęśliwe życie... Ernest i Rebeka to chwilami wesoła, chwilami smutna, ale zawsze mądra opowieść, która zdobyła nagrodę Festiwalu Komiksowego w Angoulême w 2013 roku.  
Pomysłodawcą serii jest francuski scenarzysta Guillaume Bianco (Kegoyo & Klaudia, Billy Brouillard), a rysownikiem włoski grafik Dalena Antonello (Sybil, Monster Allergy). Album zbiorczy zawiera trzy tomy oryginalne: Mój kumpel mikrob, Ten okropny Sam i Dziadek Owadek. 

Seria Ernest i Rebeka należy do linii wydawniczej KOMIKSY SĄ SUPER!, w której ukazują się również takie tytuły, jak: Lou!, Ptyś i Bill oraz Studio Tańca. Przedstawiamy w niej humorystyczne, świetnie narysowane i mądre komiksy dla dzieci, bestsellery na europejskim rynku wydawniczym.

[Egmont, 2018]
[Opis i okładka: https://egmont.pl/Komiksy-sa-super-Ernest-i-Rebeka.-Moj-kumpel-mikrob.-Tom-1,11681811,p.html]

AGA:

Wydawnictwo Egmont na jesień rozpoczęło prawdziwą ofensywę skierowaną do młodego odbiorcy i oferuje swoim czytelnikom nowe tytuły w ramach serii KOMIKSY SĄ SUPER! Do moich rąk przypadkowo trafił pierwszy tom zbiorczy przygód „Ernesta i Rebeki”, prawdę powiedziawszy, jak przeglądałam ofertę Egmontu, nie brałam pod uwagę tego tytułu, wydawało mi się, że jest on skierowany do bardzo młodego czytelnika i będzie zbyt dziecinny. Opis wydawcy bardzo w tym względzie nie przystaje do prawdziwej zawartości komiksu.


Rebeka to mała dziewczynka z różowymi włoskami, która sama mówi o sobie, że ma sześć lat, prawie sześć i pół. Gdy ją poznajemy mieszka z mamą, tatą i swoją starszą, czternastoletnią siostrą, Koralią. Cechą wyróżniającą Rebekę jest jej słaba odporność przez co dziewczynka często się przeziębia i gorączkuje.  Niestety częste niedomaganie Rebeki to nie jedyny problem dziewczynki. W jej rodzinie dobrze się nie układa, rodzice często się kłócą, a starsza siostra nie ma dla młodszej czasu w swym równie trudnym nastoletnim wieku. W tym chaosie wirusowo- rodzinnym Rebeka znajduje wsparcie w Erneście, mikrobie, który co prawda jest przyczyną wszystkich jej chorobowych problemów, ale jednocześnie odpiera ataki groźniejszych złoczyńców. Wspólnie przeżywają ogrom przygód, mierzą się z wieloma problemami, a wszystkie ich wybryki okraszone są solidną dawką humoru.

Jak na początku wspomniałam na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że będzie to zabawny komiks o przygodach małej dziewczynki z jej wymyślonym kumplem. Okazało się jednak, że Guillaume Bianco pod płaszczykiem dobrej zabawy, Rebeki i Ernesta, ukrył bardzo poważne treści. Rebeka bowiem w swym młodym wieku musi sprostać trudnym problemom, z którymi nie potrafią poradzić sobie nawet dorośli. Jej rodzice się rozstają, jej starsza siostra jest w okresie dojrzewania i sama zmaga się z wieloma trudnościami, więc mała Rebeka pozostawiona zostaje sama sobie i nikt nie potrafi odpowiedzieć na nurtujące ją pytania, ani wytłumaczyć jej jak ma poradzić sobie z uczuciami, które się w niej kłębią. Jednak pomimo że komiks traktuje o naprawdę niełatwych problemach, jest napisany w sposób nieprzytłaczający. Nie wiem, jak to robią francuscy twórcy, ale potrafią oni nie tylko patrzeć na świat z punktu widzenia dziecka, ale w dodatku wszystko ubrać w lekką formę żartu, ale takiego nie trywializującego, lecz ułatwiającego przestrzeganie świata. 

Sam zbiór zawiera trzy zeszyty: Mój kumpel mikrob (Mon copain est un microbe), Ten okropny Sam (Sam le repoussant) i Dziadek Owadek (Pépé Bestiole), które oryginalnie wydawane były w latach 2008-2010. Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu ostatni zeszyt ze zbioru, opowiadający o wakacjach, które dziewczynki spędziły na wsi u swoich dziadków. Ta historia bardzo skupia się na relacjach rodzinnych, znaczeniu starszego pokolenia, a także uczy, aby być otwartym na innych. W „Dziadku owadku” również Koralia zostaje trochę wydobyta z cienia, a Ernest trochę się w niego usuwa, Rebeka korzysta z uroków wsi i dużo czasu spędza na łonie natury, które dorastająca Koralia na odmianę przeklina. Cudownie wyciszający i ciepły tom, piękna reminiscencja lata na jesienną pluchę.

Guillaume Bianco w Polsce szerszemu odbiorcy może nie być jeszcze znany, ale to nazwisko należałoby zapamiętać. W 2011 wyszedł tom pierwszy „Mglistego Billy’ego”, który otrzymał nagrodę dla Najlepszego Komiksu Francuskojęzycznego w 2010 roku, nadawaną przez Instytut Francuski w Krakowie. Ilustratorem komiksu jest Antonello Dalena. Nie jestem znawcą w kwestii komiksowych kresek, więc nawet nie będę próbowała oceniać komiksu pod względem artystycznym. Przyznam jednak, że trochę brakuje mi, może gatunkowo gorszego, ale zwykłego papieru. Kolory nakładane komputerowo, kredowy papier i estetyka rodem gumy balonowej. Odrobinę brakuje mi finezji, choć może za dużo wymagam od komiksu dla dzieci.

Ocena: 6/6

wtorek, 2 października 2018

"Nienawidzę Baśniowa Tom 1 : I żyli długo i burzliwie" - Scottie Young

Scenariusz:Scottie Young 
Rysunki:Scottie Young 
Seria:Nienawidzę Baśniowa 
Tom:1 
Wydawnictwo:Non Stop Comics 
Gatunek:fantasy komedia 
Data wydania:12-09-2018 
Ilość stron:136 
ISBN:978-83-8110-622-1 

Nietuzinkowy artysta Skottie Young przedstawia pierwszy tom nowej serii przygodowo – awanturniczej, garściami czerpiącej z Pory na przygodę czy Alicji w Krainie Czarów i doprawionej wystylizowanym krwawym szaleństwem rodem z Tank Girl i Deadpoola. Przyłącz się do Gert – czterdziestolatki uwięzionej w ciele sześciolatki, która przy pomocy ogromnego topora mści się na znienawidzonym magicznym świecie Fairyland, w którym utknęła na niemal 30 lat.

[Non Stop Comics, 2018]
[ Opis i okładka: https://nonstopcomics.com/sklep/nienawidze-basniowa-tom-1-i-zyli-dlugo-i-burzliwie/]

Komiks zrecenzowany dla Secretum.pl

AGA:

Ten komiks to istna petarda!

Nawet nie pamiętam, kiedy pierwszy raz widziałam „Nienawidzę Baśniowa”, ale od pierwszego rzutu okiem na okładkę, wiedziałam, że będzie to nieprzyzwoicie niepoprawna miłość od pierwszego wejrzenia. Bo jak tu szacowna rodzicielka, stateczna pani domu ma się przyznać do zauroczenia tak słodkim i lepkim aż od krwi komiksem? Toż to nie przystoi.

A fuj to!

O Skottie Youngu – rysowniku, Jeanie Francoisie Beaulieu – koloryście i Nate Piekosiu – literniku, nigdy nie słyszałam. Co oznacza nie tyle, że jestem ignorantką, co jak zapewne wielu z was, laikiem w dziedzinie komiksu, i że w tej dziedzinie sztuki dopiero się rozkręcam. Dlatego plus dla wydawcy, a raczej nieskromnego Skottiego, któryż to opatrzył komiks notą biograficzną. Dzięki niej dowiedziałam się o takim zawodzie artystycznym, jak liternik, który odpowiada za krój i wygląd liter w komiksie, a którego toż owoc pracy nie dostrzegałam i brałam za coś oczywistego, dopóki nie spojrzałam na komiks jeszcze raz, właśnie przez pryzmat słowa pisanego. Okazało się również, że została wydana, niestety jeszcze nie w polskiej wersji językowej, komiksowa wersja „Na szczęście mleko” Neila Gaimana, po którą też chętnie sięgnę przy nadarzającej się okazji. Tak też kwestie porównywania prac panów na tle innych ich dzieł, osobistego rozwoju i wielu innych kwestii merytoryczno-historycznych, w tej recenzji nie znajdziecie.

A fuj z nimi!

Czy ja już pisałam, że to NIE JEST komiks dla dzieci? Nie, to teraz napiszę – TO NIE JEST ZDECYDOWANIE komiks dla dzieci. Po takim oświadczeniu wystosowanym do jedenastolatki, musiałam zastosować dodatkowe procedury, jak z ulotek z medykamentami – trzymać poza zasięgiem dzieci. To, że w tytule jest Baśniowo, że bohaterką z pozoru jest dziewczynka i kolory przypominają te z May Little Pony, to złudne elementy chorej popkultury.

A fuj...

„Dawno, dawno temu, żyła sobie dziewczynka imieniem Gertrude, która marzyła o niezwykłej krainie, pełnej cudów, magii, śmiechu i radości”, a jej marzenie się spełniło. Jak to jednak bywa z marzeniami, lepiej uważać, czego sobie człek życzy, bo a nuż to dostanie. I tak Gert trafiła do Baśniowa, pełnego niezwykłych istot, wszystkich w cudownych odcieniach landrynek, w której panuje, o rozkosznie brzmiącym imieniu, królowa – Chmuria. Dzielna dziewuszka, by wrócić do domu musi zdobyć klucz do drzwi do swojego świata. Nic prostrzego, gdy się ma specjalnego przewodnika i mapę...

27 lat później...

Poznajcie Gert, trzydziestosiedmioletni, sfrustrowany postrach Baśniowa uwięziony w ciałku dziesięcioletniej dziewczynki z rzygozielonymi lokami. Pałęta się zmora po Baśniowie w poszukiwaniu klucza, a że można być wykończonym życiem w słodkolepkim świecie, to dziewcze sobie nie żałuje. Każdy, kto jej się nawinie pod topór zostaje wypatroszony, dekapitowany lub posiekany. A do tego mała chleje, przeklina i prowadzi się nad wyraz niehigienicznie. A doskwiera wszystkim tak mocno, że, wiadomo, dobry władca musi wziąć sprawy w swoje ręce.

Zaczyna się rozgrywka na siłę i intelekt... dobrze, zostańmy przy sile. Kto wygra krwawa

Gert, czy podstępna Chmuria?

„I żyli długo i burzliwie” to pierwszy tom „Nienawidzę Baśniowa” i jeśli miewacie dni, w których czujecie, że otaczają was wyłącznie ludzie z intelektem obrażającym robactwo, kiedy mielibyście ochotę poczuć nieskrępowane żądze niszczenia wszystkiego bez ponoszenia konsekwencji i jesteście na tyle dojrzali, by wiedzieć, że „nie należy tego robić samemu w domu”, to to jest komiks skrojony na wasze biedne potępieńcze dusze. Ta nieskrępowana swoboda Gert do likwidowania wszystkiego, co jest irytujące wokół niej, pozwala doznać katharsis każdemu, kto chciałby pozbyć się ze swego otoczenia wszystkich zakłamanych, słodkich gęb, które musi czasem oglądać. Nie należy natomiast w „I żyli długo i burzliwie” doszukiwać się żadnego głębszego i moralnie usprawiedliwionego sensu, na tę całą krwawą jatkę, którą urządza bohaterka o dziecięcym obliczu. Czasami nawet akcja bywała dla mnie zbyt obrzydliwa wizualnie, ale teksty, które przewijały się w chmurkach rekompensowały estetycznie nieapetyczne doznania. Liternictwo, słownictwo, humor i kalki językowe okazały się mistrzostwem, które nie jeden raz wywołały banana na moich ustach. 

Nie miałam możliwości porównania edycji polskiej z oryginalną w całości, ale te fragmenty plansz, które dostępne są w sieci, pozwoliły naprawdę docenić zarówno humor oryginału, jak i kunszt tłumaczenia Marcela Szpaka.

Niecierpliwie czekam na kontynuację mocnej dawki krwawych przygód Gert.

Ocena: 9/10

czwartek, 23 listopada 2017

Monstressa. Tom 1: Przebudzenie

Umiejscowiona w alternatrywnej rzeczywistości matriarchalnej Azji roku 1900, steampunkowa opowieść z elementami art-deco. „Monstress” to historia nastolatki próbującej radzić sobie z wojenną traumą i dzielącej psychiczną więź z tajemniczym monstrum. To więź, która na zawsze zmieni życie obojga bohaterów.”Monstress” to jedna z najbardziej pomysłowych i odważnych serii komiksowych ostatnich lat.

[Non Stop Comics, 2017]
[Opis i okładka: http://nonstopcomics.com/sklep/monstressa-tom-1-przebudzenie/]

Recenzja została zamieszczona również w serwisie Secretum.pl

AGA:

Czasami trzeba odważyć się i wyjść poza utarte szlaki. „Monstressa. Tom 1: Przebudzenie” to pierwszy „dorosły” komiks, po który odważyłam się sięgnąć. Jak dotąd lubowałam się w komiksach cartoonowych w twórczości naszych rodzimych artystów Tadeusza Baranowskiego, czy Janusza Christy, we francuskim humorze Christophe Cazenove, Williama Maury, Jean-Jacquesa Sempé, belgijskim Raoula Cauvina, Luca Dupanloupa, czy amerykańskim Charlesa Schulza, Jima Davisa, czy Billa Wattersona. Jak widać w komiksie przeznaczonym, może nie tylko, ale dla młodszego czytelnika, mogłabym pisać i pisać, jednak w komiksie przeznaczonym dla dorosłego czytelnika, poruszam się po omacku. Stwierdziłam, że jednak należy iść naprzód i spróbować czegoś nowego. Wybierając po prostu pod kątem wizualnym i kierując się pochlebnymi opiniami, trafiło na komiks Non Stop Comics i na nową serię dark fantasy „Monstressę” z tekstem Marjorie Liu, rysunkami Sana Takeda i, co dla mnie nie było bez znaczenia, w tłumaczeniu Pauliny Braiter.

Monstressa to historia siedemnastoletniej Maiki Półwilk, Arkanijki, która próbuje odnaleźć odpowiedzi na dręczące ją pytania dotyczące jej przeszłości. Podejmuje ona niebezpieczną grę z Zakonem Cumaei, z którego to siostrami swojego czasu współpracowała jej matka, Moriko. W trakcie niebezpiecznej misji okaże się, że w Maice kryje się monstrum, nad którym zapanować będą chciały zarówno siostry z zakonu, jak i władcy z Dworu Świtu i z Dworu Zmierzchu.

Sięgając po Monstressę wiedziałam jedno, że wizualnie komiks spełni moje oczekiwania. Jest przepięknie narysowany w klimacie art deco z domieszką steampunka. Sana Takeda jest Japonką, dlatego nie ma co się dziwić, że styl europejski przeplata się ze stylem dalekowschodnim; i jak ornamentyka jest w stylu art deco, tak już kreska w szczególności oczu, czy zwierząt zbliżona jest do mangi. Kolorystyka zgodnie z klimatem dark fantasy utrzymana raczej w mrocznychkolorach z domieszką złota, jak przystało na art deco. Największe i najprzyjemniejsze zaskoczenie sprawiła mi jednak fabuła. Nigdy nie przypuszczałam, że historia w komiksie może zostać poprowadzona tak wielowątkowo i może być tak bogata. Trzeba przyznać Marjorie Liu, że przez to, że nie podała wszystkich faktów od razu, że wprowadza ciągłe retardacje poprzez retrospekcje i wyjątki z wykładów szacownego profesora Tam Tam, wymusza cały czas na czytelniku aktywny udział w czytaniu. Nie ma możliwości, aby czytać Monstressę i się nudzić, trzeba uważnie składać elementy układanki, by poznawać tajemnicze życie Maiki Półwilk. Obie panie w sposób proporcjonalny wymieszały tradycje wschodnie z zachodnimi i stworzyły magiczną mieszankę fantasy, mroczną historię o obciążonej wewnętrznym monstrum bohaterce, w świecie, w którym rządzi technika rodem z powieści steampunkowych, a jednocześnie jest to świat, w którym pojawiają się magiczne koty, dziewczynki liski i półbogowie. Cudownie głęboki, choć czasami przygnębiający świat pełen okrucieństwa i zdrad.


Moje pierwsze spotkanie z „poważnym” komiksem uznaję za wyjątkowo udane. Bardzo żałuję, że jedynie nie przemyślałam jednego, że kolejny tom Monstressy zostanie wydany dopiero w lutym. A może do tego czasu znów znajdę ciekawy „dorosły” komiks i szczerze będę mogła Wam polecić.

Ocena: 9/10