Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światy równoległe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światy równoległe. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 stycznia 2017

"Przekraczając granice" - Oksana Pankiejewa

Czasem życie wykręca takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz - żaden normalny scenarzysta na coś takiego by nie wpadł. 

Umierasz. Wszystkie problemy stają się po prostu śmieszne i w zasadzie nieaktualne. W takiej chwili mało komu przyszłoby do głowy, by myśleć o światach równoległych, czarodziejach, elfach, krasnoludach. Bo okoliczności są jednak dalekie od bajkowych... 

A skoro już przy bajkach jesteśmy... W królestwie Ortan nikt nie wpadłby na to, by nazwać czarodziejów, elfy i krasnoludy bajkami. 

Istnienie światów równoległych również nie budziło najmniejszych wątpliwości, poparte jak najbardziej namacalnymi dowodami w postaci tak zwanych przesiedleńców. 

A skoro już przy przesiedleńcach jesteśmy... Uwierz, tej nocy pojawi się ktoś i ma wydarzyć się coś, co zaważy na dalszych losach królestwa. 

[Fabryka Słów, 2010]
[Okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/55155/przekraczajac-granice]

AGA:

„Człowiekowi różnie się może przytrafić. Czasem życie wykręca mu takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz”. I właśnie takiej dwudziestojednoletniej studentce hispanistyki taki numer zostaje wykręcony. Olga wracając do domu pada ofiarą psychola, co to bawi się w podrzynanie gardeł i byłby to zapewne koniec opowieści, gdyby nie ten mały życiowy numer, który przerzuca szczęśliwie Olgę do innego świata. Dziewczyna ratuje szyję i trafia do królestwa Ortanu, które przypomina bardzo liberalne średniowiecze. Jak wieki średnie i królestwo, to musi być król, który ubóstwia zagadki, przesiedleńców i namiętnie pali fajkę. Jak jest król to musi być i rycerstwo, tutaj zwane paladynami, którzy ponumerowani, co do jednego przystojni i odważni. Są też magowie, którzy rzucają kule ogniste, podglądają w lustrach, a czasami z innych światów wyciągają dziewice. A i jest smok, smok koniecznie musi być, a ten jest wrednym zbereźnym zboczeńcem. Tak zaczyna się historia o Oldze, która będąc stuprocentowo przeciętną osóbką wplątuje się w przyjacielskie układy z księciem-bękartem Elmarem, staje się obiektem dociekliwych badań króla Szellara, wzbudza nienawiść żeńskiej części dworu, zakochuje się nieszczęśliwie w błaźnie Żaku i próbuje w tym całkowicie nowym świecie odnaleźć swoje miejsce.

„Przekraczając granice” jest udaną powieścią Oksany Pankiejewej, mniej znanej niż Olga Gromyko, pisarki zza wschodniej granicy. Cykl opiera się na pomyśle światów równoległych, do których można się dostać wtedy, gdy umiera mag lub gdy osoba ma zginąć nagłą i niespodziewaną śmiercią, a akurat w tym samym czasie jakiś mag bawi się w teleportowanie przedmiotów z innych wymiarów. Świat Pankiejewej oparty jest na konwencji średniowiecznej, ale potraktowany jest swobodnie i z dużą ilością dodatkowych elementów. W Ortanie spotkać można nimfy, smoki, elfy, ale również zdobycze naszego świata, jak granatniki, pistolety, czy kamizelki kuloodporne. Akcja jest wartka, bo to Olga narazi się metresom królewskim, to ulula się w trupa z pierwszym paladynem królestwa, to zabije wilka, to wpadnie w oko zabójcy lub na odmianę będzie cierpiała w wyniku niefortunnego zaklęcia. Jednak to, co wyróżnia powieści wschodnich pisarek, to nieprzeciętny, lekki i szalenie błyskotliwy humor. Powieść nasycona jest dialogami, czasem nawet bywa przegadana, ale dzięki genialnemu poczuciu humoru, nie dłuży się i nie nudzi.


Szczerze polecam powieść ukraińskiej pisarki, która rozwesela ponure dni, powoduje bóle mięśni mimicznych twarzy i przyprawia o cudowną lekkość bytu.

Ocena: 8,5/10

wtorek, 29 listopada 2016

"Za niebieskimi drzwiami" - Marcin Szygielski


Dwunastoletni Łukasz wyjeżdża z mamą samochodem na wymarzone wakacje. Mają wypadek, po którym chłopiec trafia do szpitala, a stamtąd do pensjonatu swojej ciotki w niewielkim nadmorskim miasteczku. Nie potrafi przystosować się do nowego życia – nie dogaduje się ani z ciotką, ani z innymi dziećmi. Czuje się samotny i marzy, by wyrwać się z obcego mu miejsca. Przypadkowo odkrywa, że niebieskie drzwi w starym pensjonacie można otworzyć tak, by zaprowadziły go do innego świata. Baśniowego, tajemniczego i na pozór przyjaznego, choć Łukasz szybko się przekona, że tylko do czasu...

„Za niebieskimi drzwiami” Marcina Szczygielskiego to – podobnie jak „Omega” i „Czarny Młyn” tego samego autora – książka dla młodzieży. Można ją nazwać powieścią przygodową czy obyczajową, choć znajdziemy w niej też liczne motywy znane z literatury science fiction i horrorów. Niezwykle precyzyjnie jest w niej budowane napięcie – prosta na początku fabuła obfituje w nieoczekiwane zwroty, nic też nie zapowiada zaskakującego finału…

Równie ważne jak pochłaniająca czytelnika akcja jest jednak to, że książka tak wyraziście mówi o emocjach współczesnych nastolatków – ich samotności, marzeniach, wyborach – oraz nieumiejętności budowania relacji zarówno z rówieśnikami, jak i z najbliższą rodziną. To także historia poszukiwania ojca, którego Łukasz nigdy nie poznał, a za którym tęsknił przez całe swoje dwunastoletnie życie.

[Instytut Wydawniczy Latarnik, 2010]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/77155/za-niebieskimi-drzwiami]


AGA:

Czasem zbiegiem okoliczności wpada mi w ręce książka, której nigdy bym nie przeczytała, a potem cieszę się, że tak się stało. Lektura „Za niebieskimi drzwiami” zbiegła się z premierą filmu Mariusza Paleja, który powstał na podstawie książki, ale przyczyna sięgnięcia po tę pozycję była całkiem inna, a mianowicie szkolny konkurs czytelniczy. Nie, nie mój, tylko mojej latorośli.

O książce „Za niebieskimi drzwiami” nie wiedziałam nic, prawdę powiedziawszy twórczość Marcina Szczygielskiego kojarzyła mi się z innymi jego powieściami dla młodszego czytelnika, które rozważałam kupić, z „Czarownicą piętro niżej” i „Tuczarnią dla motyli”. Do głowy mi, niestety, nie przyszło, że jest to również „poważny” pisarz dla dorosłych. Zapoznając się z jego dorobkiem, nie dziwi mnie fakt, że „Za niebieskimi drzwiami” podejmuje ciekawy, intrygujący, ale również delikatny temat, jakim jest los osób pogrążonych w śpiączce.

Łukasz Borski od Gwiazdki wyczekiwał wakacji. Jego marzeniem było spędzenie z mamą czasu z dala od jej pracy, która ją na co dzień całkowicie absorbuje. Krystyna Borska, nie jest „wyrodną” matką, jest po prostu samotnie wychowującą swojego syna kobietą. Gdy następuje ten długo wyczekiwany moment, wydarza się tragedia. Audi, którym jechał Łukasz z mamą, uderza najpierw w samochód, a potem w drzewo, obydwoje trafiają do szpitala. Łukasz musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości; nie ma przy nim jedynej bliskiej osoby, poddawany jest długiemu leczeniu, aż w końcu trafia pod skrzydła swojej sąsiadki. Niestety to nie koniec zmian w życiu Łukasza. Nagle w życiu dwunastoletniego już wtedy chłopca, pojawia się nieznana dotychczas ciotka Agata Borska, rodzona siostra mamy. Zostaje zabrany do Brzegu, niewielkiej miejscowości nad morzem, gdzie od teraz będzie mieszkał w „Wysokim Klifie”, pensjonacie ciotki. Tam Łukasz odkryje wiele rodzinnych tajemnic.

Okładka filmowa
Muszę przyznać, że powieść Marcina Szczygielskiego pozytywnie mnie zaskoczyła. Wygląda na to, że jeżeli polski pisarz pisze powieść obyczajową z elementami fantastycznymi, nie brnie zbyt głęboko w przytłaczającą, tak bardzo w polskiej literaturze dziecięcej, parenetykę. „Za niebieskimi drzwiami” jest powieścią mądrą, ale nie wydumaną. Z pewnością tą dydaktyczność ogranicza szczęśliwie narracja pierwszoosobowa. Opisywanie wrażeń, odczuć, a także spostrzeżenia pozostają na poziomie jedenasto/dwunastoletniego chłopca. Jest to o tyle ważne, że młody czytelnik, a muszę nadmienić, że była to pierwsza zaleta, którą spostrzegła moja córka, identyfikuje się z bohaterem, tym bardziej, że używa on słownictwa, a także otacza się przedmiotami znanymi dla współczesnego młodego człowieka; nie są to inkausty, stalówki i kałamarze, ale play station, iPhone'y, mentosy, sprite'y, i inne elementy życia codziennego. Sytuacje przedstawiane w powieści też są bliskie relacjom między dziećmi, a dorosłymi. Gniew, którym pała Łukasz, jego bezsilność i brak wpływu na to, co dzieje się wokół niego, przerasta go, dlatego wyładowuje te wszystkie negatywne uczucia na Bogu ducha winnej ciotce, która wykazuje się może brakiem psychologicznego podejścia do trudnej dla chłopca sytuacji, ale z pewnością ma świętą cierpliwością w obliczu inwektyw, którymi obrzuca ją siostrzeniec. Relacje Łukasza z rówieśnikami, również bardzo przypomina codzienność młodych, które czasem bywają trudne, zabarwione są często obopólnym okrucieństwem, choć w obliczu wspólnego celu, antypatie schodzą na dalszy plan. A co z fantastyką? Przecież adaptacja filmowa reklamowała się jako najlepszy polski film fantasy dla dzieci? Jest oczywiście i element fantastyczny, czyli przenoszenie się Łukasza do innych światów poprzez drzwi od pokoi w pensjonacie. Nie chcę za dużo zdradzać, ale jak w wielu powieściach dla młodszego czytelnika, elementy magiczne są jakby metaforą problemów dziecięcych, a także środkiem do ich rozwikłania.
Czy powieść ma wady? Pod koniec powieści autor tłumaczy skąd się wziął świat za niebieskimi drzwiami, abstrahując od absurdalności jego proweniencji, to forma tego wyjaśnienia nosi znamiona dyletanctwa. Cała historia świata podana jest w sposób, jak to określiła moja córka – wykładu. Wszystko podane jest od razu w całości. Niestety odniosłam wrażenie, że autor nie miał po prostu wcześniej przygotowanej koncepcji i wymyślił coś naprędce.

Na zakończenie wspomnę, że powieść „Za niebieskimi drzwiami” w 2011 roku zdobyła w konkursie Donga, organizowanym przez Polską Sekcję IBBY (Międzynarodowa Izba ds. Książek dla Młodych), Dużego Donga, czyli I Nagrodę Jury Profesjonalnego oraz Wyróżnienie Jury Dziecięcego, a także w tym samym roku uzyskała II Nagrodę w III Konkursie Literatury Dziecięcej im. Haliny Skrobiszewskiej i wpisanie jej na Listę Skarbów Muzeum Książki Dziecięcej. Ważne jest również, że od sprzedaży książek i biletów na film, odprowadzana jest część funduszy na fundację Akogo Ewy Błaszczyk, która w ekranizacji powieści zagrała ciotkę Agatę.

Serdecznie z córką polecamy tę książkę, nie tylko dlatego, że opowiada o nas samych, gdy czujemy się bezsilni, a także nie dlatego, że porusza delikatny temat śpiączki i wszystkich związanych z tym konsekwencjami, nie tylko medycznymi, ale również społecznymi, ale dlatego, że czyta się ją z przyjemnością, że wciąga swoją intrygującą fabułą, a czasami może nawet lekko przeraża.

Ocena: 9/10
Przekaz: "Nie należy poddawać się bezsilności."