Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy Rebis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dom Wydawniczy Rebis. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 stycznia 2019

"Smocze kły" - Michael Crichton

Rok 1876, Dziki Zachód. Wojsko amerykańskie prowadzi zaciętą walkę z indiańskimi plemionami, a na fali gorączki złota wszędzie zaczynają wyrastać miasteczka bezprawia. W tej scenerii toczy się również słynna wojna o kości. Dwóch rywalizujących ze sobą profesorów paleontologii poszukuje skamieniałych szczątków dinozaurów, uciekając się do wszelkich możliwych chwytów. 

Do tego bezwzględnego świata trafia William Johnson, który ma więcej pieniędzy niż rozsądku. Zdecydowany wygrać nierozważnie zawarty zakład, dołącza jako fotograf do ekspedycji światowej sławy paleontologa, profesora Marsha. Ten jednak nabiera przekonania, że Johnson jest szpiegiem jego wroga, profesora Cope’a, i porzuca go w Cheyenne, mieście zbrodni i występku. Johnson, chcąc nie chcąc, łączy więc siły z Cope’em i dokonuje odkrycia o historycznym znaczeniu. Ochrona tego nadzwyczajnego skarbu zmusi go do stawienia czoła kilku najniebezpieczniejszym i najbardziej znanym postaciom Dzikiego Zachodu...

[Dom Wydawniczy Rebis, 2018]
[Opis i okładka: https://www.rebis.com.pl/pl/book-smocze-kly-michael-crichton,b44190.html]

Książka zrecenzowana dla Secretum.pl

AGA:

Michael Crichton to jeden z niewielu pisarzy, których twórczość oparła się próbie czasu. W 1993 roku na ekrany kin wszedł film Stevena Spielberga, który był, jak zresztą sporo innych jego filmów, obrazem przełomowym dla kinematografii. Historia wskrzeszonych dinozaurów doczekała się jeszcze czterech kontynuacji, a polscy czytelnicy sięgnęli po powieści Michaela Crichtona. Przez te prawie dwadzieścia sześć lat od pierwszej książki przeczytanej z zapartym tchem, zapoznałam się z wieloma tytułami, tego nadzwyczajnego pisarza, który świetnie czuł się snując zarówno opowieści sięgające daleko w przeszłość, jak i w niedaleką przyszłość. Czytając powieści Michaela Crichtona zawsze można spodziewać się pełnej napięcia przygody.

William Jason Tertullius Johnson, syn filadelfijskiego armatora, typowy przedstawiciel swojej zamożnej klasy, student w Yale College określany był jako „zdolny, przystojny, wysportowany, bystry”, ale także jako „uparty, leniwy i strasznie rozpuszczony, a także najwyraźniej zainteresowany jedynie zaspokajaniem własnych zachcianek” młody człowiek. W 1975 roku on, i jemu podobni młodzieńcy bez celu w życiu, synowie apodyktycznych rodziców, staczało się w otchłań lenistwa i występku. Ta niemiłosierna nuda i brak realnego podejścia do dnia codziennego, pchnęła osiemnastoletniego Johnsona w objęcia studenckiego zakładu. Wyzwanie, którego się podjął, wymagało wyjazdu na Zachód z ekipą badawczą Othniela Charlesa Marsha. Pierwszy raz pan Johnson podejmuje się czegoś, co wyrywa go z marazmu i konformizmu. Młody William rozpoczyna nawet naukę fotografii, aby móc przyłączyć się do wyprawy paleontologicznej w poszukiwaniu skamieniałych kości wielkich gadów. Podejrzewany przez profesora Marsha o szpiegowanie na rzecz jego konkurenta Edwarda Drinknera Cope'a, zostaje Johnson porzucony w Cheyenne. Zrządzeniem losu trafia on pod skrzydła Cope'a i kontynuuje swoją podróż na dzikie tereny, gdzie rządzą Indianie, rewolwerowcy i bezprawie. Czy Cope i Johnson znajdą tytułowe smocze kły? Czy młodzieniec wygra zakład z Haroldem Hannibalem Marlinem? Proponuję sięgnąć po książkę i się przekonać.

„Smocze kły” nawiązują do wycinka z historii Stanów Zjednoczonych, dotyczącego rywalizacji profesora Edwarda D. Cope'a z profesorem Othnielem C. Marshalem, a nazywanej „wojną o kości”. Ten wyścig po skamieliny trwał aż dwadzieścia lat od 1877 do 1897. Michael Crichton, jak sam pisze w słowie „Od autora” przedstawił złagodzony obraz tej niezdrowej, aczkolwiek pożytecznej dla nauki, rywalizacji. W posłowiu napisanym przez żonę, Sherri Crichton, można przeczytać jedno zdanie, idealnie oddające ducha i podsumowujące twórczość autora: „Uwielbiał snuć opowieści zacierające granicę między faktami a przypuszczeniami”. Dlatego w „Od autora” dokładnie tłumaczy on co jest fikcją, a co faktem w opowieści o „wojnie o kości”, a ci, co zaciekawią się tematem, mogą uzupełnić swoją wiedzę korzystając z bibliografii załączonej do książki.

„Smocze kły” zostały napisane prawdopodobnie ok. 1974 roku, czyli po „Andromeda” znaczy śmierć”, ale przed swoimi najwybitniejszymi dziełami. Historia fikcyjnego studenta z Yale, relacjonującego walkę o miejsce w panteonie paleontologów, która toczyła się między dwoma profesorami, napisana została tak, by wciągnąć czytelnika w wydarzenia od samego początku. Nie ma w powieści zbędnych fragmentów, akcja prze do przodu, a prosty język, tylko pomaga utrzymać dynamizm wydarzeń. Prawdę powiedziawszy jest to świetny materiał na kolejny scenariusz filmowy.

„Smocze kły”nie są oczywiście najlepszą książką Michaela Crichtona, ale pozwalają raz jeszcze przeżyć przygodę stworzoną przez człowieka, który wskrzesił dla wielu pokoleń dinozaury. W „Smoczych kłach” została pokazana „euforia i niebezpieczeństwa początków paleontologii”, czyli ten wycinek historii, który potem przerodził się w klasyczny już technothriller o manipulacjach genetycznych.

Rewolwerowcy, poszukiwacze skamielin, Indianie, piękne kobiety, hazard i niebezpieczeństwa Dzikiego Zachodu -czy może być lepsza rozrywka?

Ocena: 8/10


piątek, 13 lipca 2018

"Bańka" - Siri Pettersen


Sięgnij po magiczną kulę – przygoda jest na wyciągnięcie ręki!

Brawurowa i cudowna książka! Wyjątkowe połączenie magii i rzeczywistości.

12-letnia Kine musi wstawać rano, musi chodzić do szkoły i na pływalnię, musi żyć z przezwiskiem Bańka, a na dodatek musi śpiewać w beznadziejnym chórze gwiazdkowym. Musi żyć według durnych reguł, w durnym miasteczku, w durnym świecie. 
Ale pewnego dnia zdarza się cud! Znajduje szklaną kulę, która daje jej schronienie przed światem. Bańka zamieszkuje w bańce, która potrafi latać i spełnia życzenia! 
Co z tego wyniknie i jak potoczy się historia Kine? O tym właśnie opowiada ta cudownie kąśliwa, dowcipna, ale i bardzo pouczająca książka.

[Dom Wydawniczy Rebis, 2018]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4848788/banka]

Książka zrecenzowana dla Secretum.pl

PATI:


“Bańka” jest kolejną książką Siri Pettersen, która ukazuje się u nas dzięki wspaniałości Wydawnictwa REBIS i piszę to wspaniałości jak najbardziej szczerze, bo rzeczywiście Siri to autorka, którą znać co najmniej wypada, a do tego jeszcze naprawdę warto. Ta niestety krótka powieść, skierowana jest z założenia do dość młodego czytelnika, bardzo szybko się okazuje, że to przecież jest jednak Siri... po niej należy spodziewać się, że nawet książka dla nastolatek, będzie ponadprzeciętna i na pewno niegłupia. Ta norweska pisarka oczarowała mnie już w trylogii “Kruczych Pierścieni”, do której na pewno nie raz będę jeszcze wracać, a podczas autografów na Pyrkonie 2017 sama autorka okazała się przesympatyczna i entuzjastycznie nastawiona do każdego fana, który podchodził z książką w drżących łapkach. Dlatego też z niecierpliwością czekałam na “Bańkę” i na to, że będę mogła zapoznać się z kolejną “Siri”.

Główna bohaterka, dwunastoletnia Kine nienawidzi wszystkich i wszystkiego, bo wszystko i wszyscy są bardzo głupi, a najbardziej pływalnia i Jarle. Na krzywej ławce na cmentarzu Kine myśli o śmierci i beznadziei życia swojego, użalając się nad sobą po kolejnym fiasku na tej przeklętej pływalni. I wydawałoby się, że tak naprawdę nic jej już nie jest wstanie pomóc, kiedy znajduje szklaną kulę, która okazuje się takim swoistym safe zone - bezpieczną przystanią, do której nic żywego nie ma dostępu, a PRAWIE wszelkie jej zachcianki są spełniane od razu. I tak naprawdę to to PRAWIE zaczyna po jakimś czasie robić różnice. Sama kula, gdyby tego było mało, jest jeszcze zamieszkała przez najbrzydszą na świecie hybrydę “lalko-mumii z misiem”, która zamiast głowy ma czaszkę z jednym oczkiem bardziej. Niby się nie porusza, ale Kine czuje, że nie jest ona całkowicie martwa, a na pewno w niepojęty sposób lalka zwiększa swoją objętość, co sprawia, że dziewczyna zaczyna czuć się nieswojo...

Kine, wychowywana w swojej opinii przez “włochatego orangutana” i “marudną mewę”, ma żal do rodziców, którzy “nie rozumieją jak wielkie potrafi być coś, co jest drobne”. Że jej niechęć do pływalni naprawdę ma swoje podstawy i nie jest tylko nastoletnią fanaberią, a sama Kine jest już na skraju nerwicy i załamania. Kine, to jednak kolejna nastolatka, która potrafi myśleć - oczywiście z opóźnieniem, i nie zawsze wyciąga właściwe wnioski. Trzeba przyznać Siri Pettersen, że naprawdę potrafi konstruować postacie wyjątkowych nastolatek i to takich, które da się lubić. Poza tym Kine wykazuje się wyjątkowo kąśliwym i dosadnym poczuciem humoru, więc na pewno nie da się przy tej książce nudzić.

Uważni czytelnicy i fani Sagi o Ludziach Lodu na pewno zauważą, jak na drugie imię ma Kine, a część z nich będzie nawet pamiętała, że Villemo oznacza “dziki pyłek”. I generalnie bardzo pasuje ono do Kine, która nie tylko przejawia niespotykany poziom niedopasowania w swojej szkole i w całym tym nudnym miasteczku, ale także potrafi na przekór wszystkim podejmować naprawdę odważne i dorosłe decyzje oraz ponosić ich konsekwencje, ucząc się jednocześnie na własnych błędach.

“Bańka” skłania do niejednej refleksji. Zastanawiam się na ile na tę historię składają się własne doświadczenia autorki, a na ile jest to po prostu fikcja literacka. Bo wbrew pozorom Kine nie ma złego dzieciństwa i paskudnych rodziców. Wszyscy muszą po prostu dojrzeć i zrozumieć pewne sprawy. “Bańka” to dla mnie połączenie Burtona z Gaimanem na najwyższym poziomie. To książka przesycona nastoletnim żalem i bólem (czasami także i bólem pupy), która wprowadza jednak światło i nić nadziei, dzięki spodziewanemu happy endowi, choć nie tak bardzo oczywistemu. To na pewno nie jest prosta opowieść, choć porusza wiele elementarnych tematów. I to tematów ważnych, nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych, co sprawia, że książkę z przyjemnością przeczyta każdy i znajdzie w niej coś, co go w niej zachwyci.

Ocena:7/10

poniedziałek, 30 listopada 2015

"Wybrana" - Naomi Novik


Naomi Novik, wychowywana na polskich bajkach i baśniach, wplata poznanych w nich bohaterów do swojej najnowszej powieści.



Agnieszka kocha swój dom w dolinie, swoją cichą wioskę położoną na peryferiach królestwa Polnii, niedaleko granicy z sąsiednią Rusją. Uwielbia okoliczne lasy i lśniącą błękitną rzekę. Niestety, w pobliżu rozpościera się także złowrogi i tajemniczy Bór, pełen złych mocy i drapieżnych stworów. Mieszkańcy doliny mogą liczyć tylko na to, że żyjący w odosobnieniu czarodziej zwany Smokiem nie dopuści do rozprzestrzeniania się zła. Jego pomoc oparta jest jednak na okropnym warunku - co dziesięć lat zabiera on z doliny jedną siedemnastolatkę, która będzie mu usługiwać w jego wieży.

Zbliża się dzień kolejnego wyboru. Agnieszka jest w grupie kandydatek i martwi się tym, że - zgodnie z przypuszczeniami mieszkańców - Smok zabierze jej przyjaciółkę Kasię, najpiękniejszą i najzdolniejszą z dziewczyn. Czarodziej jednak podejmuje inną decyzję...

[Rebis, 2015]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259888/wybrana]

AGA:

„Wybraną” Naomi Novik otrzymałam od Pati na urodziny, pomimo tego, że jest to powieść młodzieżowa, od którego to gatunku raczej trzymam się z daleka. Sami jednak przyznajcie, ile książek przeczytaliście, w których bohater ma tak samo na imię jak wy? A „Wybrana” to powieść fantasy zagranicznej autorki.

Na zapowiedź „Wybranej” Naomi Novik zwróciłam uwagę dzięki pięknej okładce Scotta McKowana, przykuła moją uwagę, marketing zadziałał, wysiłki ilustratora nie poszły na marne. Normalnie książki Nami Novik z cyklu Tremeraire nie wzbudzały mojego zainteresowania, tą też bym się nie zaciekawiła, nawet pomimo pięknej ilustracji, gdyby nie fakt, że bohaterką jest moja imienniczka i że reklamowana była jako powieść nawiązująca tematyką do baśni polskich.

„Wybrana” opowiada historię pewnego Boru, Smoka i rzeszy niewinnych dziewcząt poświęcanych na rzecz okiełznania złych mocy. Zabrzmiało, jak wstęp do książki o nekromancji lub co najmniej czarnej magii. Żartuję, nie jest tak ciekawie, tzn. okropnie, w końcu to powieść dla młodzieży. Opowieść rozpoczyna się, gdy zgodnie z tradycją Smok, choć niezgodnie z tradycją nie jest łuskowatym gadem ziejącym ogniem, tylko czarodziejem zamieszkującym wieżę na skraju Boru, wybiera z Dwiernika, pobliskiej wioski, młodą dziewczynę na swoją towarzyszkę. Nadal należy pamiętać, że to powieść dla młodzieży. Wszyscy przekonani są, że wybranką zostanie piękna i powabna, przygotowywana do tej roli od urodzenia, Kasia. Jednak Smok wszystkich zaskakuje i wybiera ciapowatą i nierozgarniętą Agnieszkę. Początki współpracy czarodzieja z wybranką, nie mylić z oblubienicą, są dość ciężkie, Smok, pomimo że jest człowiekiem, zachowuje się, jak gruboskórny, łuskowaty gad ziejący ogniem, wydając polecenia, ale niczego nie tłumacząc, a Agnieszka z braku jakichkolwiek wyjaśnień, miota się w roli, w której nigdy nie chciała być obsadzona. W trakcie, gdy bohaterowie próbują się pozabijać, pojawiają się w wieży nowe dramatis personae; Książe Marek oraz matka Kasi. Do akcji wkracza Bór, który stara się zagarnąć dla siebie coraz większy teren. Agnieszka i Smok muszą stawić czoła zamachowi stanu, bezkrólewiu, inwazji Boru, roszczeń Księcia Marka, a nawet uratować Polnię przed zakusami Rusji.

Autorka w wywiadzie (http://www.naominovik.com/2015/07/ask-naomi-tell-us-more-about-the-uprooted-polish-fairy-tale/) i w podziękowaniach wspomniała, że inspiracją do napisania książki były jej wspomnienia z dzieciństwa, związane z matką, która czytała jej baśnie Natalii Gałczyńskiej „O wróżkach i czarodziejach”. Jedna z baśni pt. „Agnieszka – Skrawek nieba” zainspirowała Naomi Novik do napisania właśnie „Wybranej”. Polski odbiorca jednak nie odnajdzie poza nazewnictwem żadnych powiązań z Polską, bowiem baśnie, którymi inspirowała się autorka, są tak naprawdę francuskimi baśniami ludowymi. Czytelnicy, którzy spodziewaliby się nawiązań do kwiatu paproci, siedmiu śpiących rycerzy, czy smoka wawelskiego, mocno się rozczarują. Nie będę jednak zbytnim malkontentem, bo nawet tak luźne nawiązania do polskości u autorów zagranicznych, cieszą. Sama powieść przypomina po trosze książki wschodnich autorek, takich jak Gromyko, Izmajłowa, czy Ruda, jednak nie zawiera tego najważniejszego, swobodnego, niewymuszonego humoru. Historia Agnieszki i Smoka porywa, jest lekka w odbiorze, fabuła rozwija się dynamicznie, a czasem nawet zaskakuje. Agnieszka jest bardzo podobna do bohaterek zza wschodniej granicy; impulsywna, przekonana o tym, że świat jest biało-czarny, pełna idei i ukrytych, nierozwiniętych jeszcze talentów oraz wiary w słuszność wyłącznie swoich przekonań. W „Wybranej”, gdyby nie traktować jej jedynie jako lekkiej i przyjemnej powieści, można by odnaleźć wiele problemów, z którymi młodzież się spotyka w czasie dorastania. Agnieszka, jako młoda dziewczyna, zostaje rzucona na głęboką wodę i oddana pod opiekę Smokowi, musi nauczyć się żyć w nowym dla niej otoczeniu, sprostać dorosłym obowiązkom, rozpocząć trudną naukę czarowania, jednocześnie dręczy ją tęsknota za rodzinnym domem, często musi podejmować decyzje kierując się rozumem, a nie impulsywnym uczuciom (nie to, żeby jej to wychodziło), a przez cały czas buntuje się przeciwko autorytetom. „Wybrana” wydaje się być dobrze skonstruowaną, ciekawą powieścią. Pomimo, że fabuła rozwija się we względnie standardowy sposób w mniej więcej znanym kierunku, to koncepcja Boru, tym czym okazuje się on być, jest zaskakująca, oryginalna i okrutna, wzorująca na mrocznych i okrutnych baśniach.

Na koniec podsumowując; „Wybrana” Naomi Novik to po prostu dobrze napisana powieść fantasy dla młodzieży doprawiona szczyptą polskości. Dorosły czytelnik zadowoli się po prostu jej lekką formą i zwięzłą fabułą.


  • A book that was originally written in a different language
  • A book by an author you have never read before
  • A book with magic
  • A book with one word title
  • A book by female author
  • A book with nonhuman character
  • A book published this year
  • A book with more than 500 pages



Ocena: 8/10
Przesłanie: "Dobry marketing nie jest zły." :)




środa, 28 października 2015

"Diuna" - Frank Herbert

Specjalna edycja z opracowaniem graficznym autorstwa Wojciecha Siudmaka. Arrakis, zwana Diuną, to jedyne we wszechświecie źródło melanżu - substancji przedłużającej życie, umożliwiającej odbywanie podróży kosmicznych i przewidywanie przyszłości. Z rozkazu Padyszacha Imperatora Szaddama IV rządzący Diuną Harkonnenowie opuszczają swe największe źródło dochodów. Planetę otrzymują w lenno Atrydzi, ich zaciekli wrogowie. Zwycięstwo księcia Leto Atrydy jest jednak pozorne. Przejęcie planety ukartowano. W odpowiedzi na atak połączonych sił Imperium i Harkonnenów dziedzic rodu Atrydów, Paul - końcowe niemal ogniwo planu eugenicznego Bene Gesserit - staje na czele rdzennych mieszkańców Diuny i wyciąga rękę po imperialny tron.

[Dom Wydawniczy Rebis, 2011]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/37752/diuna]


AGA:

Najtrudniej mierzyć się z legendą, zawsze jest niebezpieczeństwo, że albo czytający poniesie klęskę, gdy książka jest zbyt trudna, albo książka poniesie klęskę, nie sprostawszy własnemu mitowi. „Diuna” Franka Herberta należy już od kilku dziesięcioleci do klasyki literatury fantastycznej, doczekała się kilku adaptacji filmowych i rzeszy fanów. W moim domu „Diuna” stała na półce odkąd pamiętam, a na filmie Davida Lyncha zostałam wychowana. Nigdy jednak nie podeszłam do tej pozycji, uważając, że muszę do niej dorosnąć, mając w pamięci zakręconą i psychodeliczną adaptację filmową, uważałam, że nie będzie to łatwa lektura. Najgorzej jest zostać negatywnie zaskoczonym.

„Diuna” Franka Herberta początkowo drukowana była w czasopiśmie „Analog Science Fact and Fiction” w latach 1963-65, po czym doczekała się edycji książkowej, podbijając serca czytelników i zdobywając w 1965 roku Nagrodę Nebula i rok później Hugo. W 1984 roku na ekrany kin wszedł film Lyncha, który również stał się kultowy. Zarówno książka, jak i film są obowiązkową pozycją dla miłośników fantastyki.

Sięgając po „Diunę” pokładałam w tej powieści wielkie nadzieje na świetną lekturę, byłam przekonana, że będzie ona podobna do książek Dana Simmonsa, że będzie wymagającą lekturą. O zgrozo, porażka jest tak wielka, jak wielka jest legenda pustynnej epopei. Nie ma potrzeby szczegółowo omawiać fabuły, którą każdy szanujący się fan fantastyki w jakimś stopniu zna. W powieści autor ukazuje przełomową chwilę jednego domu z Wysokich Rodów – Atrydów, który uwikłany w polityczno-ekonomiczną rozrywkę pomiędzy Impreatorem, Harkonennami i Gildią Kosmiczną, przejmuje nowe lenno – Arrakis, i stara się ugruntować swoją władzę. Na pustynną planetę przybywa książę Leto I, jego konkubina lady Jessika i ich syn Paul. A Arrakis okazuję się dość kłopotliwym lennem, na którym każdy chciałby położyć swoją rękę ze względu na endemiczny surowiec zwany przyprawą. Jednak pustynna planeta dba zazdrośnie o swoje skrzętnie skrywane tajemnice, które dopiero uciekający przed krwawą eksterminacją swojej rodziny, Paul Atryda, zacznie je odkrywać; zawiąże sojusz z autochtoniczną ludnością - Fremenami, a także wykorzysta swoje nieprzeciętne zdolności, by odebrać Harkonennom protektorat nad Arrakis.

Przed przeczytaniem powieści znałam film Davida Lyncha, co wpłynęło zdecydowanie na odbiór lektury. Niebagatelny jest też fakt, że Frank Herbert nie zaskoczył mnie niczym, a przecież zazwyczaj film okazuje się skrótem powieści. Dlatego też po raz pierwszy, z przykrością muszę stwierdzić, że film okazał się lepszy od książki. David Lynch, jako scenarzysta i reżyser wykonał kawał dobrej roboty, ująwszy wszystko, co najważniejsze w „Diunie”, omijając umiejętnie wszystkie przydługie fragmenty. A wodolejstwa się trochę u Herberta znajdzie; nieustanne majaczenia i rozterki Paula, czy analizy i wewnętrzne monologi Jessiki. Co więcej reżyser nadał głębszego znaczenia całemu obrazowi, przedstawiając osobę Paula-Mesjasza w sposób oszczędny, ale treściwy, co w książce okazało się po prostu słowotokiem bez znaczenia. „Diuna” owszem urzekła mnie swoim bezwodnym ekosystemem, wielkimi ergami, podziemnymi wodnymi zbiornikami i wielkim marzeniem Fremenów w przeistoczenie planety w bardziej zdatny do życia świat. Powieść napisana jest bardzo lekkim piórem, a intrygi i polityczne machinacje wciągają. Ale... tak, zawsze musi być ale... Frank Herbert nie miał zdecydowanie talentu do pisania dialogów, które są bezsensowne i często sztywne jak koci ogon. Postać księcia Leto I mogłaby być wzorcem dla Neda Starka George'a R. R. Martina, jakby szlachetność, honor i prawość miały zawsze być gwoździem do trumny polityka. Najbardziej jednak irytujące okazały się wewnętrzne monologi lady Jessiki i Paula Atrydy, który trąciły mierną autoanalizą. Niekonsekwentnie też został ukazany dar widzenia przyszłości Paula, który ze względu na wygodę pisarską, raz widział wszystko, raz nie widział niczego, raz zachowywał się jak apodyktyczny jasnowidzący przywódca, a raz jak zasmarkany nastolatek. Niestety cała prezentacja mistycyzmu Kwisatz Haderach okazała się niespójnym tworem, a mam niestety obsesyjną alergię na wykorzystywanie przez pisarzy religii, mesjanizmu, magii i nadprzyrodzonych talentów, do zapychania niespójności i braku pomysłu. Nie znoszę paladynów takich jak Paul Atryda, gdzie ze względu na manierę, wszystko się im udaje, zawsze są postrzegani jako nadludzie, a trupy się ścielą wokół nich, a oni jakby nic idą do przodu, bo przecież działa na nich wyższa konieczność.

„Diuna” Franka Herberta rozbiła się o własny mit, a raczej o świetny film Lyncha. Powieść napisana jest lekko, fabuła jest interesująca, ale jednak jest to wyłącznie lekka space operka. Zapewne moja mocno subiektywna opinia nie byłaby tak krytyczna, gdyby nie przewartościowanie tej książki. Spodziewałam się poziomu literackiego Dana Simmonsa, a dostałam w zamian lekką space operkę. A powinnam wyczuć pismo nosem w momencie, gdy Pati wyraziła swoją pozytywną opinię na jej temat. Tak, Pati jest swoistego rodzaju miernikiem-wyznacznikiem dla mojego doboru lektury; zawsze sięgać po książki, które ona nie trawi.

  • A book that was originally written in a different language.
  • A book you own but have never read.
  • A book at the bootom of your to-read list.
  • A book with one word title.
  • A book that become a movie.
  • A book with more than 500 pages.


Ocena: 6/10

Przesłanie: Za Sztaudyngerem: 
"Czasem, gdy runie piedestał, 
Widać, że nikt na nim nie stał.”