Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą smok. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 kwietnia 2017

"Historia naturalna smoków. Pamiętniki Lady Trent" - Marie Brennan

Cały świat, od Scirlandii do najdalszych krańców Erigi, zna lady Izabelę Trent jako najwybitniejszą na świecie specjalistkę od smoków. Ta niezwykła kobieta wyprowadziła naukę o smokach z mglistych cieni mitów i nieporozumień w krąg światła współczesnej nauki. Zanim jednak lady Trent stała się sławną osobą, jaką dziś znamy, była pogrążoną w książkach młodą kobietą, dzięki swemu zamiłowaniu do nauki, historii naturalnej i tak, smoków, czym przeciwstawiła się sztywnym konwencjom swoich czasów.

Oto wreszcie, spisana jej własnymi słowami, prawdziwa historia kobiety o duszy pioniera, która zaryzykowała swoją reputację, życiowe perspektywy i wątłe ciało, aby zaspokoić naukową ciekawość. Jest to opowieść o tym, jak pomimo swych godnych pożałowania dziwactw poszukiwała prawdziwej miłości i szczęścia, oraz o jej ekscytującej wyprawie w niebezpieczne góry Wystrany, gdzie dokonała pierwszego z wielu historycznych odkryć, które mogły zmienić świat na zawsze.

[Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2017]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4252645/historia-naturalna-smokow]

Recenzja dla Secretum.pl.
Książka udostępniona dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zysk i S-ka

AGA:

Jeżeli mieliście kiedyś okazję czytać Wolfa Kielicha książkę pt. „Podróżniczki. W gorsecie i krynolinie przez dzikie ostępy” i ta lektura Wam się podobała, to Marie Brennan proponuje czytelnikowi podobną, choć sfabularyzowaną biografię z domieszką fantasy.

Marie Brennan to nom de plum amerykańskiej pisarki Bryn Neuenschwander, której pierwsza na polskim rynku książka niedawno ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka. „Historia naturalna smoków. Pamiętnik Lady Trent” to powieść oryginalnie wydana w 2013 roku. Była ona nominowana do Goodreads Choice Award 2013 w kategorii fantasy i do World Fantasy Award 2014 w kategorii najlepsza powieść, ale zdobyła jedynie nagrodę Chesley Award za najlepszą ilustrację do książki w twardej oprawie, autorstwa Todda Lockwooda. Trzeba przyznać, że okładka jest wyśmienita i bardzo się cieszę, że Wydawnictwo Zysk i S-ka ją zachowało, to w pierwszej kolejności właśnie ona przyciągnęła moją uwagę.

„Historia naturalna smoków” to pamiętnik, dlatego też historię życia Izabeli, lady Trent, poznajemy z pewnego dystansu czasowego, relacjonuje ona zdarzenia ze swojej młodości, będąc już znaną i poważaną damą nauki, znawczynią smoków. Narracja w związku z podjętą konwencją jest dwupłaszczyznowa, autorka pamiętnika opowiada nie tylko o tym, jak zdarzenia przebiegały, ale również ujawnia wielokrotnie swoje stanowisko, przemyślenia wobec nich w chwili pisania. Izabelę poznajemy jako siedmiolatkę, autorka pamiętnika cofa się tak daleko wstecz, aby pokazać, że od najmłodszych lat miała zacięcie naukowe, że zawsze dążyła do poznania istoty rzeczy. W miarę dorastania jednak zostaje zmuszona do dostosowania się do wymagań społecznych, a te rzadko są przychylne względem kobiet afiszujących się z zainteresowaniami nie przeznaczonymi dla młodych dam. Marie Brennan stworzyła nowy świat, w którym mogła ustalać granice i zasady społeczne, choć niewątpliwie wzorowała się na wiktoriańskiej Anglii. Miłośnicy powieści wiktoriańskich odnajdą w „Historii naturalnej smoków” o wiele więcej przyjemności, niż czytelnicy fantasy. Większą część książki zajmują kwestie relacji rodzinnych i społecznych, miejsca kobiet w społeczeństwie i ich zależności od mężczyzn, a także kwestie związane z zajmowaniem określonych pozycji społecznych. Nie jest to jednak powieść, która rozpatruje na poważnie te kwestie, nie przysłaniają one najważniejszego wątku, a mianowicie dochodzenia Izabeli do pozycji, którą w końcu osiągnęła. Towarzyszymy więc bohaterce w drodze do dorosłości, jej pierwszym krokom na salonach, zamążpójściu i wyprawie do dalekiej Wystrany. Marie Brennan stworzyła tak naprawdę świat analogiczny do Europy czasu kolonializmu z elementem fantasy, którym są właśnie smoki. Stworzenia te w świecie Izabeli nadal nie zostały dokładnie zbadane, a właśnie tajemniczość ich zachowania, pociąga młodą badaczkę najbardziej. Wraz z mężem, bogatym sponsorem i towarzyszami wyprawy naukowej, udaje się w podróż do Wystrany, podczas której ma być sekretarzem, który równocześnie będzie rejestrował graficznie przebieg badań. Jak sama Marie Brennan w wywiadzie wspomina, czerpała garściami z antropologii i nauki o kulturze, by wzbogacić swój świat. Dlatego na przykład odległa Wystrana przypomina w swej surowości i obyczajowości Rumunię. Przygody Lady Trent, jej męża Jacoba, lorda Hilforda i pana Wilkera przebiegają nie do końca tak, jakby chcieli, a do spraw nauki, wpleciona zostaje lokalna polityka.

Powieść Marie Brennan czyta się z zainteresowaniem i zaciekawieniem. Zaletami książki jest udany mariaż pomiędzy powieścią wiktoriańską i fantasy oraz fakt, że smoki stanowią przedmiot badań naukowych, jak każdy inny gatunek zwierząt. Niewątpliwym walorem opowieści jest bogato wykreowany świat, różnorodność społeczeństw oraz atmosfera XIX wiecznej epoki kolonialnej. Wadami są powolne tempo akcji, które przyśpiesza dopiero na pięćdziesiąt stron przed końcem, a także słabo zarysowana postać głównej bohaterki. Książka najbardziej rozczarowała mnie Izabelą, która jest bez życia, oraz tym, jak dochodzi do wszystkiego. Tak naprawdę Marie Brennan nie poszła o krok dalej przedstawiając pozycję kobiety w społeczeństwie, tak jak to zrobiła N. K. Jemisin w „Piątej porze roku”, i ułatwiła wszystko głównej bohaterce, która na srebrnej tacy dostała cudownego męża pantoflarza oraz bez przeszkód zdobyła patronat lorda Hilforda. Powieść przed fabularną klęską ratuje zakończenie, które daje nadzieję, że jednak może uda się coś z tego cyklu wykrzesać. Lektura ciekawa i przyjemna, ale zdecydowanie autorka mogła do tematu podejść bardziej ambitnie.

Ocena: 6,5/10




poniedziałek, 30 listopada 2015

"Wybrana" - Naomi Novik


Naomi Novik, wychowywana na polskich bajkach i baśniach, wplata poznanych w nich bohaterów do swojej najnowszej powieści.



Agnieszka kocha swój dom w dolinie, swoją cichą wioskę położoną na peryferiach królestwa Polnii, niedaleko granicy z sąsiednią Rusją. Uwielbia okoliczne lasy i lśniącą błękitną rzekę. Niestety, w pobliżu rozpościera się także złowrogi i tajemniczy Bór, pełen złych mocy i drapieżnych stworów. Mieszkańcy doliny mogą liczyć tylko na to, że żyjący w odosobnieniu czarodziej zwany Smokiem nie dopuści do rozprzestrzeniania się zła. Jego pomoc oparta jest jednak na okropnym warunku - co dziesięć lat zabiera on z doliny jedną siedemnastolatkę, która będzie mu usługiwać w jego wieży.

Zbliża się dzień kolejnego wyboru. Agnieszka jest w grupie kandydatek i martwi się tym, że - zgodnie z przypuszczeniami mieszkańców - Smok zabierze jej przyjaciółkę Kasię, najpiękniejszą i najzdolniejszą z dziewczyn. Czarodziej jednak podejmuje inną decyzję...

[Rebis, 2015]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259888/wybrana]

AGA:

„Wybraną” Naomi Novik otrzymałam od Pati na urodziny, pomimo tego, że jest to powieść młodzieżowa, od którego to gatunku raczej trzymam się z daleka. Sami jednak przyznajcie, ile książek przeczytaliście, w których bohater ma tak samo na imię jak wy? A „Wybrana” to powieść fantasy zagranicznej autorki.

Na zapowiedź „Wybranej” Naomi Novik zwróciłam uwagę dzięki pięknej okładce Scotta McKowana, przykuła moją uwagę, marketing zadziałał, wysiłki ilustratora nie poszły na marne. Normalnie książki Nami Novik z cyklu Tremeraire nie wzbudzały mojego zainteresowania, tą też bym się nie zaciekawiła, nawet pomimo pięknej ilustracji, gdyby nie fakt, że bohaterką jest moja imienniczka i że reklamowana była jako powieść nawiązująca tematyką do baśni polskich.

„Wybrana” opowiada historię pewnego Boru, Smoka i rzeszy niewinnych dziewcząt poświęcanych na rzecz okiełznania złych mocy. Zabrzmiało, jak wstęp do książki o nekromancji lub co najmniej czarnej magii. Żartuję, nie jest tak ciekawie, tzn. okropnie, w końcu to powieść dla młodzieży. Opowieść rozpoczyna się, gdy zgodnie z tradycją Smok, choć niezgodnie z tradycją nie jest łuskowatym gadem ziejącym ogniem, tylko czarodziejem zamieszkującym wieżę na skraju Boru, wybiera z Dwiernika, pobliskiej wioski, młodą dziewczynę na swoją towarzyszkę. Nadal należy pamiętać, że to powieść dla młodzieży. Wszyscy przekonani są, że wybranką zostanie piękna i powabna, przygotowywana do tej roli od urodzenia, Kasia. Jednak Smok wszystkich zaskakuje i wybiera ciapowatą i nierozgarniętą Agnieszkę. Początki współpracy czarodzieja z wybranką, nie mylić z oblubienicą, są dość ciężkie, Smok, pomimo że jest człowiekiem, zachowuje się, jak gruboskórny, łuskowaty gad ziejący ogniem, wydając polecenia, ale niczego nie tłumacząc, a Agnieszka z braku jakichkolwiek wyjaśnień, miota się w roli, w której nigdy nie chciała być obsadzona. W trakcie, gdy bohaterowie próbują się pozabijać, pojawiają się w wieży nowe dramatis personae; Książe Marek oraz matka Kasi. Do akcji wkracza Bór, który stara się zagarnąć dla siebie coraz większy teren. Agnieszka i Smok muszą stawić czoła zamachowi stanu, bezkrólewiu, inwazji Boru, roszczeń Księcia Marka, a nawet uratować Polnię przed zakusami Rusji.

Autorka w wywiadzie (http://www.naominovik.com/2015/07/ask-naomi-tell-us-more-about-the-uprooted-polish-fairy-tale/) i w podziękowaniach wspomniała, że inspiracją do napisania książki były jej wspomnienia z dzieciństwa, związane z matką, która czytała jej baśnie Natalii Gałczyńskiej „O wróżkach i czarodziejach”. Jedna z baśni pt. „Agnieszka – Skrawek nieba” zainspirowała Naomi Novik do napisania właśnie „Wybranej”. Polski odbiorca jednak nie odnajdzie poza nazewnictwem żadnych powiązań z Polską, bowiem baśnie, którymi inspirowała się autorka, są tak naprawdę francuskimi baśniami ludowymi. Czytelnicy, którzy spodziewaliby się nawiązań do kwiatu paproci, siedmiu śpiących rycerzy, czy smoka wawelskiego, mocno się rozczarują. Nie będę jednak zbytnim malkontentem, bo nawet tak luźne nawiązania do polskości u autorów zagranicznych, cieszą. Sama powieść przypomina po trosze książki wschodnich autorek, takich jak Gromyko, Izmajłowa, czy Ruda, jednak nie zawiera tego najważniejszego, swobodnego, niewymuszonego humoru. Historia Agnieszki i Smoka porywa, jest lekka w odbiorze, fabuła rozwija się dynamicznie, a czasem nawet zaskakuje. Agnieszka jest bardzo podobna do bohaterek zza wschodniej granicy; impulsywna, przekonana o tym, że świat jest biało-czarny, pełna idei i ukrytych, nierozwiniętych jeszcze talentów oraz wiary w słuszność wyłącznie swoich przekonań. W „Wybranej”, gdyby nie traktować jej jedynie jako lekkiej i przyjemnej powieści, można by odnaleźć wiele problemów, z którymi młodzież się spotyka w czasie dorastania. Agnieszka, jako młoda dziewczyna, zostaje rzucona na głęboką wodę i oddana pod opiekę Smokowi, musi nauczyć się żyć w nowym dla niej otoczeniu, sprostać dorosłym obowiązkom, rozpocząć trudną naukę czarowania, jednocześnie dręczy ją tęsknota za rodzinnym domem, często musi podejmować decyzje kierując się rozumem, a nie impulsywnym uczuciom (nie to, żeby jej to wychodziło), a przez cały czas buntuje się przeciwko autorytetom. „Wybrana” wydaje się być dobrze skonstruowaną, ciekawą powieścią. Pomimo, że fabuła rozwija się we względnie standardowy sposób w mniej więcej znanym kierunku, to koncepcja Boru, tym czym okazuje się on być, jest zaskakująca, oryginalna i okrutna, wzorująca na mrocznych i okrutnych baśniach.

Na koniec podsumowując; „Wybrana” Naomi Novik to po prostu dobrze napisana powieść fantasy dla młodzieży doprawiona szczyptą polskości. Dorosły czytelnik zadowoli się po prostu jej lekką formą i zwięzłą fabułą.


  • A book that was originally written in a different language
  • A book by an author you have never read before
  • A book with magic
  • A book with one word title
  • A book by female author
  • A book with nonhuman character
  • A book published this year
  • A book with more than 500 pages



Ocena: 8/10
Przesłanie: "Dobry marketing nie jest zły." :)




poniedziałek, 17 sierpnia 2015

„Smok Griaule” - Lucius Shepard


Minęło z górą ćwierć wieku, odkąd Lucius Shepard wprowadził nas w niezwykły fikcyjny świat, oddzielony od naszego tylko „najcieńszym z możliwych marginesem możliwości”. W tym właśnie świecie, w mitycznej dolinie Carbonales, umieścił akcję Człowieka, który pomalował smoka Griaule’a, opowieści o Mericu Cattanayu, artyście, który podjął trwającą wiele dziesięcioleci próbę pomalowania – i przy okazji zabicia – uśpionego, lecz nie całkiem martwego smoka, mierzącego sześć tysięcy stóp długości i władającego umysłami ludzi. Opowiadanie zostało nominowane do licznych nagród i jest dziś uważane za jedno klasycznych dzieł autora.

Na przestrzeni lat Shepard wracał do swojego zmyślonego świata w kolejnych błyskotliwych opowiadaniach naświetlających historię Graiule’a z różnej perspektywy. Zaskakująca Łuska Taborina stanowiła dramatyczne i widowiskowe ukoronowanie cyklu luźno powiązanych nowelek, które – trudne dziś do odszukania – zostały zebrane w niniejszym tomie. Zwieńczeniem ich zbiorowego wydania (i prawdziwą gratką dla wielbicieli talentu Sheparda) jest Czaszka, zupełnie nowe opowiadanie stanowiące nieoczekiwaną kontynuację znanych wątków, w którym Shepard wplata sagę o prastarym baśniowym potworze w polityczne realia współczesnej Ameryki Środkowej. Smok Griaule to książka absolutnie wyjątkowa, dzieło znakomitego stylisty, obdarzonego ogromną – i zawsze nieprzewidywalną – wyobraźnią.

[Wydawnictwo MAG, 2012]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/124827/smok-griaule]

PATI:

„Uczta Wyobraźni” to nie jest seria, którą czytam z przyjemnością. Ba, to nie jest nawet seria, za którą chwytam dobrowolnie! Jak zapewne wiecie, mamy dość hermetyczny Klub Książki, gdzie po kolei każdy podaje spis książek, a potem metodą demokratycznych wyborów każdy z nas oddaje dwa głosy. Dwie pozycje, które zdobędą najwięcej głosów, czytamy grzecznie wszyscy i na kolejnym spotkaniu omawiamy dzielnie – najczęściej dzieląc się na grupy od zachwytu do cierpienia wielkiego. Do tego czasu zmuszono mnie do przeczytania z „Uczty Wyobraźni” między innymi: „Wieków Światła” i „Shriek: Posłowie” - obydwie lektury nie przypadły mi do gustu. To tylko sprawiło, że tą serię zaczęłam omijać wielkim łukiem jak zarazy...

Co ciekawe, kiedy zapadł wyrok na „Smoka Griaule”, Aga, która już wcześniej go przeczytała (jako fanka tej serii wydawniczej), powiedziała mi, że jej zdaniem jest to najsłabsza pozycja z „Uczty” (z tych, które przeczytałam – dopisek Agi) i powinna mi przypaść do gustu. Nie powiem, zainteresowała mnie ta jakże szczera rekomendacja – mamy tak odmienne gusta z Agnieszką, że zazwyczaj celujemy idealnie co się komu spodoba, a co nie :) Otworzyłam więc owego „Smoka” z ciekawością i oto co ukazało się moim zdumionym i przerażonym oczkom dwóm:

"Niedługo po tym, jak zgasło światło pierwszego poranka świata, kiedy ptaki wciąż fruwały do nieba i z powrotem, a najpodlejsze istoty lśniły własnym blaskiem niczym święci, bo tak czysty był drzemiący w nich okruch zła, wioska Hangtown uczepiła się grzbietu smoka Griaule’a, długiego na milę potwora, który - unieruchomiony zaklęciem czarownika, lecz wciąż żywy - władał doliną Carbonales i rządził każdym szczegółem życia jej mieszkańców, przekazując im swą wolę za pośrednictwem niemożliwych do opisania emanacji swojego lodowatego, ważącego wiele ton mózgu." 

Pierwsze zdanie ze "Smoka", które mnie absolutnie zabiło. Pomyślałam rly? No chyba żartujecie! Ratunku!!!

Tu pozwolę sobie na małe zboczenie z tematu. Lubię książki, które są: grube, zabawne i/lub okrutne, które dobrze i gładko się czytają; uwielbiam gdy mnie zaskakują; a żyję po to, by odnaleźć te, które zmienią mnie i moje życie. Kocham więc też książki mądre i niebanalne, nieszablonowe, bezkompromisowe... Czasami podążam też za trendami – głównie w celu posiadania własnego zdania i możliwości późniejszego wytykania np. scenarzystom uproszczeń fabuły filmów w stosunku do książkowych pierwowzorów oraz różnych idiotycznych zmian – ale to powiedzmy, że jest moja działalność marginalna.
To czego absolutnie nie cierpię, a wręcz nienawidzę to książki utopione w mnogości „trudnych słów”, które maskują najczęściej bardzo płytką historię lub totalny brak przesłania. To tylko takie „pięknie” napisane książki o niczym. Jakoś całkowicie nie rajcuje mnie przeżywanie mózgowo-ocznej ekstazy z powodu konstrukcji zdań czy użytych przymiotników - jeśli nadal jest to tekst o niczym. Już wolę przeczytać coś naprawdę kiepskiego z czego można się ponabijać na całej linii :)

Ale wracając do „Smoka” - jak już pisałam po pierwszym zdaniu wpadłam w rozpacz... ale im dalej tym lepiej! Przemoc i seks - wszystko to opisane bez zbędnego piękno-przymiotnikowania, usprawiedliwiania i niedomówień, sprawiły, że książka mnie nawet wciągnęła i zainteresowała. Jak na Ucztę Wyobraźni – rewelacja!

Podejście zaś do gadziny – wyjątkowe. Leży on sobie, prawie nie dycha, ludzkie domy przytuliły się do niego, do tego drzewkami porósł... A jednak nie stracił najważniejszego – mocy wpływania na ludzi. A ludzie jak to ludzie, godzą się z takim życiem, nazywają go Bogiem i oddają mu się we władanie. Bo przecież o ile łatwiejsze jest życie wiedząc, że nasze decyzje (głównie te złe) tak naprawdę są niezależne od nas samych. I w takim właśnie fatalistycznym świecie spotykamy się z głównymi bohaterami poszczególnych opowiadań. Bohaterowie zaś nie są ani dobrzy ani źli – żaden z nich nie jest ideałem (którego można od razu znienawidzić). Kierują nimi ludzkie popędy i w tej książce spotkamy się z czołowymi grzechami i wadami ludzkimi: od chciwości, pożądania, egoizmu i próżności, po kolosy typu narkomania, pedofilia, morderstwa i samosądy, czy kazirodztwo. Odniosłam wrażenie, że autor chce nam powiedzieć, że w brudnym świecie - nie ma czystych ludzi, a sami ludzie są bestiami. Ale czy jest to ich wina? Czy wszystko to zostało już zaplanowane, a oni tylko potulnie odgrywają swoje role? Bohaterów trudno więc polubić co uważam za jeden z największych plusów tej książki. Drugim równie ważnym, to udowodnienie wszystkim pisarzom fantasy oraz czytelnikom, że można coś jeszcze całkowicie nowego wymyślić względem smoków i że nie jest to temat przegadany. We wszystkich opowiadaniach panuje niesamowity klimat grozy, taki troszkę pierwotny narastający z każdą przerzucaną kartką, co sprawia, że czyta się je może nie z wypiekami na twarzy, za to z jakąś dziwną, trochę chorą fascynacją. Jest niepokojąco i jakoś nie można przejść obojętnie koło tej pozycji.

Warto zwrócić uwagę na ostatnie opowiadanie – nowe (wszystkie pozostałe już wcześniej były publikowane) i zarazem najbardziej współczesne, dziejące się, o dziwo, w Ameryce Południowej. Przyznam się szczerze, że trochę nie pasowało mi klimatycznie do reszty, ale w trakcie czytania pomyślałam sobie, że byłby z niego całkiem niezły film. Tylko oczywiście scenarzyści musieliby troszkę poprzeinaczać książkowe fakty i podnieść wiek niektórych bohaterów - jak to ma miejsce np. w „Grze o Tron” - ponieważ opinia publiczna byłaby bardzo oburzona.

Jedyna rzecz, która mi się nie spodobała to wstawianie współczesnego słownictwa do dziejącego się w quasi średniowiecznych czasach fantasy – np. czytamy opis charakteru jednej z bohaterek i natrafiamy na zdanie: „nie była też żadną Pollyanną”. No bo albo piszemy fantasy, albo urban fantasy. To był niemiły zgrzyt, a natknęłam się jeszcze na kilka takich kolejnych kiksów, które ostatecznie zaniżyły końcową ocenę – za bardzo psuło to klimat tej książki.

Ogólnie książka dość odmienna od pozycji, które czytam na co dzień, więc być może właśnie dlatego zrobiła na mnie takie ogromne wrażenie. A może po prostu to całkiem dobra książka? Mam wrażenie, że z chęcią jeszcze raz do niej wrócę za jakiś czas, a to najlepsza rekomendacja, którą mogę dać.

  • A book with nonhuman characters
  • A book of short stories
  • A book with magic
  • A book by an author you've never read before
  • A book that was originally written in a diffrent language



Ocena: 7 / 10
Przesłanie: „Więc chodź, pomalujmy smoka na żółto i na niebiesko”



środa, 12 listopada 2014

"Paskuda & Co." - Magdalena Kozak

Za górami, za lasami, w niedostępnej krainie król srogi córę swą nadobną w brylantowej wieży z kości słoniowej uwięzić kazał. Niezwyciężonego rycerza, o czarnym sercu, dla ochrony przed chmarą zalotników jej przydał i smoka srogiego przy wieży ulokował. Jednak piękny i mężny królewicz niczego się nie uląkł...

Tyle można przeczytać w oficjalnych kronikach, ale wiemy przecież kto płaci kronikarzom.
Naprawdę było tak:

Król, owszem srogi, córa... o całkiem miłej aparycji, wieża – średni standard niedofinansowanego dewelopera, niezbyt kwalifikowany strażnik, a smok... A smok był faktycznie srogi. I paskudny…

Dowcipne i pełne ciepła opowieści o Księżniczce, Strażniku i smoku, którzy – skazani na swoje towarzystwo – muszą odkryć siebie i innych na nowo.       O rodzącej się solidarności, przyjaźni i, oczywiście, miłości.


[Fabryka słów, 2012]
[Opis z okładki z: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/146232/paskuda-co]

AGA:


Na „Paskudę & Co.” sadziłam się już od dawna, tylko jakoś tak nie było po drodze; albo nie było kasy, albo jak już kasa była, to nie było książki w księgarniach. W końcu wszystko w czasie się zgrało i Paskuda w ręce moje, i przed moje oblicze trafiła. Książeczka niepozorna, krótka, zaledwie trzysta stron, z zabawną okładką, przypominającą tuwimowskiego Rycerza Krzykalskiego, spod kredki Olgi Siemaszko. Wiele opinii zarzuca książce, że jest aż tak lekka w odbiorze, że zaraz po przeczytaniu wypada z pamięci, że najwięcej emocji dostarcza życiorys autorki, niż sama książka, a przede wszystkim, że czytelnik spodziewa się Shreka w wersji dla dorosłych, a dostaje w sumie prostą w odbiorze historyjkę bez dwuznaczności i insynuacji. Najgorsze jest to, że z większością tych opinii muszę się zgodzić, choć nie są to zarzuty dyskredytujące tę pozycję.

Paskuda & Co to zbiór trzynastu mniej bądź bardziej powiązanych ze sobą opowiadań o Księżniczce zamkniętej w wieży, czekającej na cnego rycerza, który pokona Strażnika i smoka, aby potem mogli żyć długo i szczęśliwie. Powiedzmy, że to założenie ogólne i jak to bywa z teorią, w praktyce sprawy mają się troszeczkę inaczej. Rzeczywiście Księżniczka zamknięta została przez swojego tatuśka, Książę Pana, w Wieży tylko dlatego, że nikt jej nie chciał, ni to z powodu urody, ni to z powodu ojczulka, srogiego i potężnego, jest też Strażnik pilnujący uwięzionej, który marzy o stanie rycerskim, ale niestety pochodzi z gminu. Jest oczywiście straszliwa bestyja w postaci... Pasi, czyli Paskudy, najgłupszego smoka z miotu, która nie umie sensownie umrzeć. A nie zapomnijmy o Strażniku, któremu śni się na jawie kariera w elitarnej jednostce Czarnych Mścicieli. Trójka całkowicie lojalnych względem siebie przyjaciół mierzy się z wieloma trudnościami dnia codziennego; a to przyjedzie rycerz, który chce spełnić swój zacny obowiązek i uwolnić Księżniczkę, a to przybędzie niepokonany rycerz Czarna Chmura, z którym już nikt nie chce walczyć, dlatego skończyć chce ze sobą w paszczy smoka, a to elitarna jednostka Czarnych Mścicieli wpadnie na popas, albo Zielone Demony, szpiedzy Pana Księcia zrobią sobie szkolenie z podchodów w okolicy, albo jakiś smok lub wiedźma wpadną z wizytą, albo albo albo....

„Paskuda & Co.” jest lekką i przyjemną lekturą, której potencjał wydaje się być nie do końca wykorzystany, pomimo tego opowiadania zawierają w sobie humor i dostarczają sporo lekkiej rozrywki, trzeba tylko przymknąć oko na pogodny, ale słodkawy finał. Historie o trójce przyjaciół są jakby prześmiewczymi didaskaliami do wszystkich bajek i baśni o uwięzionych księżniczkach, są przeciwwagą dla słodkawych i mdłych opowieści o pięknych i nadobnych panienkach czekających na księcia z dalekich rubieży, są dokładnie tym, co myśli sobie tysiące rodziców podczas czytania ckliwych bajeczek. Pomimo może niezbyt głębokiego dowcipu i jednak mdłego zakończenia, w „Paskudzie & Co.” można odnaleźć sporo prawd, którymi rządzi się świat, że pieniądz i władza są ponad honor i umiejętności, że szukamy zawsze tego co dla nas najważniejsze gdzieś daleko, nie rozglądając się dookoła, że miłość chadza własnymi ścieżkami, itp.

„Paskudę & Co.” przeczytałam w trasie jadąc znad morza w góry i to jest właśnie taka lektura, która gładko wchodzi, gdy nie ma idealnych warunków do czytania, którą przeczyta się za jednym posiedzeniem i pozostawi miłe wspomnienie, choć szczegóły od razu się zacierają. Miły, lekki przerywnik pomiędzy ambitniejszymi pozycjami.

Moja ocena: 6/10
Przesłanie: „Kto przeczyta ten zrozumie – Mniaaam.”