Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zysk i S-ka. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 stycznia 2021

"Rekursja" - Blake Crouch

 

Mój syn został wymazany…

To ostatnie słowa, które słyszy detektyw Barry Sutton od kobiety, która chwilę później skacze z dachu wieżowca na Manhattanie. To nie był jednak odosobniony przypadek, w całym kraju ludzie budzą się rano do życia diametralnie innego niż to, w którym zasnęli wieczorem.

Czy cierpią na Zespół Nieprawdziwych Wspomnień – tajemniczą przypadłość, która doprowadza chorych do szaleństwa wspomnieniami z życia, którego nigdy naprawdę nie przeżyli? Czy może za fasadą z pozoru normalnej rzeczywistości kryje się złowieszczy spisek, który kieruje naszym życiem?

Doktor neuronauki Helena Smith wie, jaką potęgą jest pamięć: dlatego poświęciła życie na stworzenie technologii, która pozwoli ludziom zachować najważniejsze wspomnienia z przeszłości. Gdyby jej się to udało, każdy mógłby przeżyć na nowo pierwszy pocałunek czy narodziny dziecka. Jednak jej odkrycie będzie znacznie donioślejsze dla całej rzeczywistości niż się początkowo wydaje...

Szukając prawdy, Barry staje twarzą w twarz z przeciwnikiem bardziej przerażającym niż jakakolwiek choroba – siłą, która atakuje nie tylko ludzkie umysły, ale wszystko co ich otacza… Pamięć tworzy rzeczywistość - to słowa, które detektyw zapamięta na zawsze.

[Zysk i S-ka, 2019]

[Okładka i opis Wydawcy]


AGA:

Blake Crouch autor „Mrocznej materii”, dzięki „Rekursji” w 2019 r. otrzymał Goodreads Choice Award w kategorii SF. Pokonał między innymi Neala Stephensona, Timothy Zahna, czy duet Jamesa S. A  Corey w wyścigu po czytelnicze uznanie. Preferuję mocno zakręcone historie, które wymagają skupienia, dobrej wyobraźni i pochłaniają czytelnika bez reszty i to zapewnił mi Blake Crouch.

Akcja „Rekursji” rozpoczyna się na dwóch płaszczyznach czasowych, uwaga na czas, w tej książce jest go dużo i łatwo się pogubić. W 2007 roku Helena Smith rozpoczyna swoje badania nad mapowaniem wspomnień pod auspicjami tajemniczego Marcusa Slede'a. Walczy o wspomnienia swojej matki, chorej na Alzheimera. Widzi, jak utrata pamięci doprowadza do degrengolady osobowość bliskiej jej osoby. Gdy Marcus Slade oferuje jej finansowanie badań oraz zaplecze technologiczne, Helena czuje się, jakby złapała Pana Boga za pięty. Jednak wszystko ma swoją cenę, czasem jest ona wyższa, niż ta, którą chcemy zapłacić.

W 2018 roku Barry Sutton, zgorzkniały nowojorski policjant, ląduje na dachu wieżowca z samobójczynią obciążoną zespołem nieprawdziwych zdarzeń (ZNW). Po nieudanej próbie uratowania kobiety, dręczony niewyjaśnionymi pytaniami, rozpoczyna własne śledztwo. Na swojej drodze spotyka Marcusa Slade'a. Czy możliwość przeżycia swojego życia po raz drugi, będzie dla niego darem, czy może udręką?

Drogi Heleny i Barry'ego splotą się we wspólnej walce o przyszłość zarówno ich, ale co ważniejsze, całej ludzkości.

Rekursja, czy też rekurencja, jest pojęciem z dziedziny logiki i znaczy tyle, co odwoływanie się np. funkcji do samej siebie. Autor oparł akcję na zasadzie odwoływania się poprzez wspomnienia do samego siebie z przeszłości. Helena nie tylko odkrywa jak mapować wspomnienia, ale również jak odwoływać się do samych siebie z przeszłości. Historia robi się mocno zakręcona, gdy fabuła zaczyna przypominać trójkąt Sierpińskiego, we wspomnieniu są wspomnienia i kolejne wspomnienia. Ten w sumie fenomenalny zabieg powoduje, że czytelnik wpada w podobną matnię i poczucie odrealnienia, co osoby obciążone ZNW.

Drzwi, które otworzyła Helana swoimi badaniami nad ludzkim umysłem, doprowadza ludzkość na skraj istnienia. Swoista gra w chaos, wydaje się nie mieć końca, a świat chwieje się w posadach. Badania z dziedziny neuronautyki Steve'a Ramireza i Xu Liu, polegające na wszczepieniu do mózgu myszy nieprawdziwych wspomnień, stały się zarówno inspiracją, jak i przyczynkiem do podjęcia trudnych tematów. Blake Crouch poprzez pryzmat swej powieści ukazuje, jak ważne są w badaniach naukowych etyka, odpowiedzialność i niezależność. Przestrzega również przed nadmiernym pośpiechem, który może powodować katastrofalne skutki, nieprzemyślanych działań.

 „Rekursja” to przede wszystkim  apoteoza życia. Jest świetnie napisanym thrillerem sf, ukazującym odwieczną prawdę, że nie ma dobra bez zła.

Życie z kodem do oszukiwania to nie życie. Nasze istnienie nie jest czymś, czym można manipulować ani co należy optymalizować, aby uniknąć bólu.Być człowiekiem to właśnie to: piękno oraz ból – jedno nie ma znaczenia bez drugiego.

Ocena: 10/10

środa, 12 grudnia 2018

"Intrygi" - Mercedes Lackey

Trzynastoletni Mags od ponad roku szkoli się na Herolda. Podobnie jak wszyscy Heroldowie, Mags dowiaduje się, że posiada specjalny talent – Dar Telepatii. Jednakże życie na dworze niepozbawione jest problemów. Kiedy chłopiec zostaje rozpoznany przez tajnych cudzoziemskich wysłanników, których cel jest nieznany, sam staje się podejrzanym. Kim są jego rodzice – i kim jest on sam? Czy Mags zdoła rozwiązać zagadkę swego pochodzenia oraz związku z tajemniczymi szpiegami i jednocześnie udowodnić swą lojalność, nim król i dwór uznają go za zdrajcę? Jasnowidzący mają wizję Króla we krwi, a wszystkie znaki wskazują na to, iż w sprawę będzie zamieszany Mags! Chłopiec zdobywa wreszcie pewne informacje na temat swych rodziców. Jak się okazuje, jego przypuszczenia dotyczące ojca i matki nie pokrywają się z rzeczywistością. A starzy wrogowie nie mają zamiaru rezygnować…

[Zysk i S-ka, 2018]

[Opis i okładka: https://sklep.zysk.com.pl/intrygi.html]

Książka zrecenzowana dla Secretum.pl

PATI:

Faktem niezaprzeczalnym jest, że Mercedes Lackey, to jedna z tych autorek, dzięki której naprawdę pokochałam czytanie. Pokochałam miłością odwzajemnioną i jak twierdzi matka rodzicielka - jest to jedyne hobby, które mi się nigdy nie znudzi. To, że w odpowiednim wieku trafiłam na “Strzały Królowej” Mercedes Lackey sprawiło, że obecnie wyjeżdżając gdziekolwiek, dłużej wybieram książki, które chcę ze sobą zabrać, niż ciuchy, czy inne itemy. Jednak pomimo upływu lat i ton książek, które przeczytałam, ze zdziwieniem i zachwytem obserwuję, że nadal powieści tej autorki mnie wciągają, jak mało które i oczarowują od pierwszej kartki do ostatniej. To, że Wydawnictwo Zysk i S-ka zdecydowało się po takim czasie wrócić znów do wydawania kolejnych tomów z “Valdemaru”... cóż po prostu chylę czoła z wdzięczności i w ciszy, bo wzruszenie ściska gardło. Po prostu - dziękuję Wam - spełniacie moje marzenie, i w sumie jak czas pokazał, nie tylko z dzieciństwa.

Valdemar to magiczna kraina, gdzie niezwykłe białe konie - Towarzysze, wybierają sobie jeźdźców, ludzi obdarzonych nie tylko wyjątkowymi cechami charakteru, ale i magicznymi darami. Towarzysz i jego człowiek - później zwany Heroldem, po kilkuletnim szkoleniu, mają za zadanie służyć Koronie i Królestwu na wszelkie możliwe sposoby. Jak dotąd w dziejach Valdemaru zdarzyło się tylko raz, że Towarzysz wyparł się swojego Wybranego - opowiada o tym trylogia o Vanyelu “Ostatnim Magu Heroldów”. Historia Magsa, głównego bohatera “Intrygi” - drugiego tomu Kronik Heroldów, dzieje się w niedługim czasie po tych wydarzeniach i opowiada dalsze losy chłopaka, poznanego na kartach “Początku”.

Mags wyrósł na mądrego chłopca, który bardzo docenia to, jak zmieniło się jego życie dzięki swojemu Towarzyszowi, Dallenowi. Nie tylko ma ciepły dach nad głową, ale i nieograniczoną ilość jedzenia, dlatego nie za bardzo rozumie niezadowolenie innych Adeptów, ciągle uskarżających się na ich warunki bytowe. Sam nadal ma pewne problemy z dostosowaniem, ale nie ma się co dziwić chłopcu, który całe dotychczasowe życie spędził jako niewolnik w kopalni, traktowany bardziej jak zwierzę, niż jak istota ludzka. Natomiast podczas szkolenia na szpiega, Mags, radzi sobie coraz lepiej, zbierając informacje dla Osobistego Króla - drugiej najważniejszej osoby w kraju. W archiwum Gwardii odnajduje też wreszcie informację na temat swoich rodziców i odkrywa że nie pochodzili oni z Valdemaru. Niestety mówi o tym przyjacielowi w nieodpowiednim miejscu i momencie... I tak wokół Magsa zacieśnia się i koncentruje sieć tytułowych “Intryg”. Społeczny ostracyzm nie poprawia i tak niskiego poczucia własnej wartości chłopaka, który tak jak każdy nastolatek, i niestety przerażająco przeważająca liczba dorosłych, uderza w melodramatyczne nuty i podejmuje niewłaściwe decyzje. Jednak to “Mercedeska” - jej bohaterowie nie tylko uczą się na własnych błędach, ale do tego jeszcze chętnie biorą za nie odpowiedzialność i ponoszą konsekwencje.

Mercedes Lackey to autorka, która specjalizuje się w książkach o nastolatkach i częściowo dla nastolatków. Drobiazgowo przedstawia nam kolejne skrzywdzone przez życie dziecko, kładąc największy nacisk na jego przemianę i dorastanie. Osią powieści często jest zmaganie się bohaterów z kolejnymi przeciwnościami losu, a także problemami i to nie tylko tymi nastoletnimi, bowiem są oni często już w młodym wieku wykorzystywani przez dorosłych do bardzo poważnych misji i zadań, którym nie jeden dorosły, wyszkolony Herold miałby problem podołać. Książki Mercedes Lackey są wieloaspektowe. To co kiedyś mi całkowicie nie przeszkadzało, czyli stawianie przed głównymi bohaterami zadań arcytrudnych, ale kształtujących charakter, teraz uznałabym za zimną kalkulację dorosłych, by ponosić “mniejsze straty”, bowiem mniej dotkliwa jest utrata kolejnego Adepta, niż Herolda... Valdemar, trzeba jednak pamiętać, nigdy nie był miejscem sielankowym, a cały świat stworzony przez autorkę, nigdy nie był wyidealizowany... Tutaj dzieci wykorzystuje się do niewolniczej pracy, a Mercedes Lackey nigdy nie ukrywała, jak trudno jest, zwłaszcza najmłodszym, żyć w tej krainie.

Herdolowie z niepokojem obserwują zwiększającą się liczbę narodzin źrebaków oraz to, że coraz więcej Wybranych napływa do Kolegium. Historia nauczyła ich, że takie symptomy zwiastują dla królestwa zbliżające się kłopoty.... Dlatego też wymyślono i zorganizowano grę wojenno-szkoleniową Kirball, która ma rozwijać w Adeptach myśl współpracy między różnymi grupami, a także daje im motywację, by poważnie zacząć traktować ćwiczenia. Ten trochę jakby “Potterowy” pomysł na szczęście nie był strzałem w przysłowiowe kolano Lackey i czekam na jego rozwinięcie w dalszych częściach.

Jak pisałam na wstępie jestem wielka miłośniczką twórczości Mercedes Lackey i z radością przyklaskuję każdej kolejnej pozycji, która ukazuje się na rynku polskim. Dlatego też mam nadzieję, że dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka, będziemy mogli cieszyć się kolejnymi tomami nie tylko tej pentalogii, ale i jeszcze jednej trylogii o losach Magsa i Amily... i... bez spoilerów :)

“Intrygi” posiadają w sobie wszystko to, co tak uwielbiam w twórczości “Mercedeski” - studium dorastania, przemianę nastolatka w wartościowego człowieka, a nawet ba... w Herolda. Każda kolejna książka ma świetnie wykreowane postacie poboczne, otaczające głównego bohatera oraz ciekawą fabułę z zaskakującym, mniej lub bardziej, zakończeniem. Można zarzucić tej autorce, że posługuje się przy pisaniu pewnego rodzaju kalką, że ma skłonność do melodramatyzowania... ale na pewno zadania, jakie stawia przed swoimi bohaterami do łatwych nie należą. Niektórzy dzięki jej pisarstwu zżywają się z bohaterami tak, że od ponad 20 lat noszą w sercu żałobę po Krisie z trylogii “Strzał Królowej”. Innymi słowy, naprawdę można związać się z bohaterami Mercedes Lackey.

poniedziałek, 19 listopada 2018

"Wspólna orbita zamknięta" - Becky Chambers

Ekscytująca, pełna przygód i niebezpieczeństw podróż przez Galaktykę z barwną załogą „Wędrowca”

Lovelace była kiedyś zaledwie sztuczną inteligencją statku. Kiedy po całkowitym wyłączeniu i zresetowaniu systemu budzi się w nowym ciele, nie pamięta, co się działo wcześniej. Ucząc się poruszania po wszechświecie i odkrywając, kim jest, Lovelace zaprzyjaźnia się z Papryką, wybuchową inżynier, która bardzo chce jej pomóc w nauce i rozwoju. Papryka i Lovelace przekonają się, że bez względu na ogrom przestrzeni kosmicznej dwie osoby mogą razem wypełnić ją bez problemu...

[Zysk i S-ka Wydawnictwo, 2018]

[Opis i okładka: https://sklep.zysk.com.pl/wspolna-orbita-zamknieta.html]

Książka zrecenzowana dla Secretum.pl


AGA:

„Wspólna orbita zamknięta” ( ang. A Closed and Common Orbit) to tom drugi cyklu Wayfarers autorstwa Becky Chambers. Jeżeli czytaliście „Daleką drogę do małej, gniewnej planety”, to zapewne czekaliście na tę pozycję z niecierpliwością. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zetknąć się z prozą Becky Chambers, to po pierwsze należy to szybko nadrobić, po drugie możecie przeczytać recenzję tomu pierwszego - TUTAJ, a po trzecie możecie równie dobrze zacząć przygodę od tomu drugiego. Nie wiem, kto wpadł w Wydawnictwie Zysk i S-ka na pomysł wydawania powieści tej amerykańskiej pisarki, ale podwyżka się zdecydowanie należy za wyśmienity gust.

„Wspólna orbita zamknięta” naturalnie kontynuuje to, co zostało zapowiedziane w tomie pierwszym. Papryka, właścicielka „Wiadra Rdzy”, czyli warsztatu wymiany i naprawy urządzeń technicznych, mistrzyni w swoim fachu, postanowiła zaopiekować się Lovelace, SI Wędrowca, która znalazła się w specjalnie przygotowanym dla niej sztucznym ciele, zestawie. Papryka, uważając, że tak jest słusznie, zadba wraz ze swoim partnerem Niebieskim o to, aby Lovelace, która przyjęła bardziej organiczne imię Sidra, nauczyła się nie tylko właściwie korzystać z zestawu, czy poruszać się w społeczeństwie, ale przede wszystkim, aby zaakceptowała samą siebie. To głębokie poczucie zobowiązania wobec Sidry, wypływa bowiem z przeszłości Papryki, dziwnej, bolesnej i bardzo okrutnej.

Sięgając po tom drugi, wiedziałam, że jest on mocno odrębną częścią fabularnie względem „Dalekiej drogi do małej, gniewnej planety”. Nie byłam również zachwycona faktem, że bohaterką ma być sztuczna inteligencja, obawiałam się męczliwych i przede wszystkim nie pozwalających się identyfikować z bohaterami problemów. Moje obawy na szczęście okazały się bezpodstawne.

„Wspólna orbita zamknięta” wbrew temu, co wielu wypisuje nie jest space operą. Większa część akcji powieści odbywa się w jednym mieście, na jednej planecie – w Port Coriol. Fabuła toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, koncentrując się wokół dwóch bohaterek. Wątek dotyczący Sidry skupia się wobec problemów samoakceptacji i społecznych konsekwencji odmienności, drugi wątek, to retrospektywna historia o Papryce vel Jane 23 i jej trudnym dzieciństwie pod skrzydłami innej SI, Sowy. Ci, którzy szukają fajerwerków i akcji rodem z Gwiezdnych Wojen, nie odnajdą ich. Wydarzenia rytmicznie po sobie następują, nie ciągną się, ale zdecydowanie jest to powieść bardzo refleksyjna.

Powieść Becky Chambers jest historią niezwykłą i pomimo że różni się od „Dalekiej drogi do małej, gniewnej planety”, ma z nią wspólne to, co najważniejsze, to co jest kręgosłupem twórczości tej pisarki. Obie powieści są pogodne, przepełnione przyjaznymi relacjami bohaterów, tolerancją i pełną szacunku akceptacją innych. Można by rzec, że to tak bardzo nie współczesne, a w fantastyce (!) wręcz nie spotykane, pisać o dobroci. Tym większą sztuką jest pisać o trudnych tematach w sposób naturalnie zrozumiały i wręcz codzienny. A we „Wspólnej orbicie zamkniętej” od tych kontrowersyjnych, niewygodnych i trudnych społecznie i kulturowo kwestii aż się roi.

Czym jest bowiem dzieciństwo Jane 23, jak nie podjęciem dyskusji na temat wykorzystywania dzieci w krajach, gdzie nikt nikomu nie patrzy na ręce, a wszyscy udają, że nie ma takich fabryk. Sidra i jej zestaw, to cały wór różnorodnych problemów od akceptowania własnego ciała, po brak poczucia jedności z nim, przez podjęcie problematyki ukrywania własnych problemów z obawy przed reakcją społeczeństwa (transeksualność, homoseksualizm, itp.), aż po jawną krytykę głupiego prawa niekompatybilnego z prawem kulturowym, czy społecznym. Kolejnym punktem do dyskusji podjętym przez autorkę jest sprawa samostanowienia SI, w którym momencie można mówić o kodzie programu, a w którym już o świadomości.

Prawdę powiedziawszy można by kopać i kopać do trzewi, do osnowy powieści i ciągle znajdowałoby się dobry temat do rozmowy. Treściwość, bogactwo i różnorodność podejmowanych kwestii świadczy o wrażliwości Becky Chambers, a wykonanie o wyjątkowej delikatności.

„Wspólną orbitę zamkniętą” mogę szczerze polecić każdemu, kto nie boi się pogodnych, delikatnych, mądrych książek. Chętnie zarekomendowałabym ją jako lekturę szkolną, gdyby nie świadomość, że byłaby to raczej gwóźdź do trumny, więc rekomenduję ją każdemu dorastającemu nastolatkowi, by spojrzał na świat mądrzej i łagodniej, i każdemu dorosłemu, aby w swej dorosłej mądrości nie zacietrzewiał się z takim strasznym stuporem.

Bądźmy bardziej tolerancyjni.

Ocena: 10/10

środa, 3 stycznia 2018

"Daleka droga do małej, gniewnej planety" - Becky Chambers

Pełna przygód kosmiczna wyprawa, w trakcie której zuchwała młoda
podróżniczka wraz z barwną załogą stawiają czoło niezwykłym wydarzeniom w odległych zakątkach wszechświata.

Kiedy Rosemary Harper dołącza do załogi starzejącego się "Wędrowca", nie spodziewa się wiele. Połatany statek, który okres świetności ma już za sobą, daje jej wszystko, czego mogłaby zapragnąć: małe, spokojne miejsce, które przez jakiś czas może nazywać domem, przygodę w odległych zakątkach galaktyki oraz możliwość ucieczki od niespokojnej przeszłości. Szybko okazuje się, że Rosemary nie jest jedyną osobą na pokładzie statku, która ma coś do ukrycia, a załoga wkrótce się przekona, że przestrzeń kosmiczna może i jest ogromna, lecz statki kosmiczne są bardzo małe...
Załoga "Wędrowca" to mieszanina ras i osobowości, poczynając od Sissix, przyjaznej gadziej pilotki, a kończąc na Kizzy i Jenksie, wciąż kłócących się inżynierach, dzięki którym statek jest na chodzie. Życie na pokładzie statku jest chaotyczne, lecz mniej więcej spokojne - dokładnie takie, jakiego pragnie Rosemary.
Do czasu, kiedy załoga otrzymuje wymarzoną pracę: okazję zbudowania tunelu czasoprzestrzennego prowadzącego do odległej planety. Jej członkowie zarobią dość pieniędzy, by przez kilka lat wygodnie żyć... jeśli przetrwają długą podróż przez rozdzieraną wojną przestrzeń międzygwiezdną, nie zagrażając przy okazji kruchym sojuszom, dzięki którym w galaktyce panuje spokój. 

[Zysk i S-ka, 2017]
[Opis i okładka: http://www.sklep.zysk.com.pl/daleka-droga-do-malej-gniewnej-planety.html]

Książka udostępniona dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka i zrecenzowana dla Secretum.pl.

AGA:

Becky Chambers w „Podziękowaniach” napisała: „Miałam dwumiesięczną przerwę między płatnymi występami i zaczęło się wydawać, że skończenie książki i utrzymanie dachu nad głową wzajemnie się wykluczają. Miałam dwie możliwości: odłożyć książkę na bok i wykorzystać ten czas na szukanie pracy albo znaleźć sposób na utrzymanie książki (i siebie). Wybrałam możliwość B i zwróciłam się do Kickstartera.” Dzięki Bogu za plany B, za kreatywnych ludzi, którzy stworzyli Kickstartera, autorce, że się nie poddała i pięćdziesięciu trzem fundatorom, którzy ją wsparli. Gdyby „Daleko droga do małej, gniewnej planety” nie wypłynęła na szeroki przestwór oceanu na skrzydłach społecznego wsparcia, to wielkie rzesze fanów piekielnie zawadiackiej space opery utraciłoby kawałek rewelacyjnej, pełnej lekkiego humoru powieści.

A o czym jest ta piekielnie zawadiacka space opera? Jak tytuł dobitnie i jednoznacznie sugeruje... o dalekiej drodze do małej, gniewnej planety. Ale może zacznę od początku. Akcja powieści rozpoczyna się, gdy na statek zajmujący się budową korytarzy międzyprzestrzennych, przybywa nowy członek załogi, Rosmary Harper, która ma się zająć bardzo odpowiedzialną pracą, a mianowicie uporządkowaniem dokumentacji oraz wsparciem administracyjnym jednostki. Kapitan, Ashby, właściciel statku, w niedługim czasie uzyskuje lukratywne zadanie zbudowania tunelu łączącego Przestrzeń Centralną Wspólnoty Galaktycznej z Hedrą Ka, stołeczną planetą terytorium toremich Ka. Zadanie lukratywne, ponieważ tunel ma przypieczętować nowo nawiązaną współpracę z Toremi. Jak to jednak bywa z lukratywnymi zleceniami, mają one czasem haczyki, czasem nawet haki, a ten tutaj tkwi w tym, że Hedra Ka, jest właśnie tą małą, gniewną planetą. A podczas długiej drogi do celu załogę „Wędrowca”, spotka naprawdę wiele przygód.

Lektura powieści Becky Chambers jest po prostu czystą przyjemnością, z wielkim entuzjazmem towarzyszy się załodze „Wędrowca” w jej podróży, bo w tej książce nie cel, lecz podróż jest najważniejsza. I mogłabym takim pięknym zdaniem po prostu zakończyć swoją recenzję. Ale jak tu miałabym nie wspomnieć o krwi i duszy całej tej książce, czyli o załodze „Wędrowca”, która swoją różnorodnością i lekkością bytów po prostu uskrzydla czytelnika i wynosi na wyżyny lepszego humoru; o świrniętej Kizzy, mechtechu, która zawiesza zasłony w meduzy w kajutach i ma wystrzałowych tatków, Jenksie, drugim mechtechu, który nie grzeszy wzrostem, za to miłości ma w sobie tyle, że aż przelał ją na SI, Andrissce Sissix, napisałabym, że jaszczurkowatej członkini zespołu, gdyby nie było to gatunkistowskie, więc powiem, że najbardziej fizycznie otwartej na uczucia osobie na pokładzie, a fachowo zajmującej się pilotażem, oczywiście jest jeszcze doktor Kucharz, należący do wymierającego gatunku, algelolog Corbin, bardzo ciekawy typ, choć jeszcze bardziej zrzędliwy, a i jeszcze jest sianacki duet Ohan, nawigator, rozkosznie kudłaty,niestety nie do głaskania. Czym byłby jednak statek bez kapitana Ashby'ego, zakochany beznadziejnie w przedstawicielce najpiękniejszego gatunku galaktyki, Aeulonce Pei, i SI Lovey. Zespół marzeń na klekoczącym statku przebijającym się w kierunku najbardziej agresywnej cywilizacji, jaką znała galaktyka. Ale jazda.

Generalnie z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach, z TĄ chcielibyście zamieszkać!

Ocena: 9/10

niedziela, 16 sierpnia 2015

„Lot sowy” - Mercedes Lackey & Larry Dickson



Rodzice Dariana byli myśliwymi, którzy w Lesie Pelagirskim łapali w pułapki istoty zmienione przez magiczne burze, a potem sprzedawali ich fantastyczne skóry. Darian jednak nie towarzyszył im w ich ostatniej wyprawie do Pelagiru – polowania, z którego nigdy nie wrócili.


Obecnie Darian jest uczniem czarodzieja Justyna, życzliwego starca, który uparcie twierdzi, że Darian ma „talent”. Jednak pogrążony w rozpaczy po stracie rodziców chłopiec nie jest zainteresowany magią i zamiast się uczyć, szuka pociechy w lesie, gdzie ukryty wśród olbrzymich drzew samotnie przeżywa żałobę. I to właśnie ze swojej kryjówki na skraju Lasu Pelagirskiego Darian widzi atak północnych barbarzyńców na swoją wieś. Samotny i bezsilny ucieka w głąb lasu. Nie wie jednak, że w odwiecznych ostępach zamieszkują Jastrzębi Bracia, lud starożytny i magiczny, a ucieczka doprowadzi go do odkrycia, którego ani Justyn, ani rodzice nie mogli przewidzieć…

[Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2015]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/232169/lot-sowy]

PATI:

Pierwszą książkę Mercedes Lackey przeczytałam jeszcze w szkole podstawowej i przyznam się szczerze, że głównie to okładka „Strzały Królowej” skusiła mnie do jej zakupu. Jak się okazało - nockę miałam z głowy. Następnego dnia pognałam jak szalona po „Lot strzały”, a na zbliżającą się gwiazdkę rodzice sprezentowali mi „Upadek Strzały”. Jeden jedyny raz w życiu zdarzyło mi się, że zaraz po skończeniu trzeciej części trylogii chwyciłam od razu za tom pierwszy i przeczytałam ją w całości raz jeszcze. Cała "Trylogia Strzał Królowej" to najczęściej polecana i pożyczana przeze mnie książka i teraz myślę, że to wręcz cud, że zawsze do mnie wracała. Może pożyczający wiedzieli, że zabiłabym i trupowi wyrwała moje najukochańsze książki? Dzisiaj okładka trzyma się już tylko na taśmie klejącej, ale te wspomnienia... te wylane łzy...

Jakieś 2-3 lata temu powtórzyłam cały Cykl o Valdemarze - poza dwoma tomami „Przysięgi i honoru” - w ramach niemego protestu, że nie wydano całości, a jedynie 2 tomy z 3. Chwyciłam za Valdemar nie tylko chcąc przypomnieć sobie losy bohaterów, z którymi dorastałam, ale też trochę z ciekawości, jak bardzo zmieni się mój odbiór tych pozycji. I muszę przyznać, że choć miejscami niektóre książki są dość naiwne, to nadal czyta się je wyśmienicie, a kreacja świata: fauny, flory i pomysły autorki na akcje są naprawdę rewelacyjne. Z resztą naiwne wydawały mi się tylko poszczególne tomy, w których głównymi bohaterami byli ci nieletni. Te dorosłe wcale, a wcale nie odbiegały poziomem od najlepszych pozycji z gatunku fantasy. Mam nadzieję, że tym wstępem wyjaśniłam wam jak bardzo uwielbiam tę autorkę i jak mocno czekałam przez ten cały czas na to, żeby zostały wydane kolejne, niepublikowane dotąd części z jednego z moich ulubionych światów fantasy. Czy te dwadzieścia lat czekania opłaciło się?

„Lot Sowy” to, na szczęście tylko powierzchownie, naiwna opowieść o kolejnym biednym osieroconym nastolatku. Darian stracił oboje rodziców i wioska postanowiła, że skoro posiada jakiś talent magiczny, to będzie uczył się na czarodzieja. Nie ukrywajmy, że rozpieszczonemu przez rodziców chłopcu, nie w smak jest jednak nauka, on kocha las i tam czuje się najlepiej. Jego arogancja i lenistwo jest oczywiście źle przyjmowana przez resztę zamkniętej i odizolowanej społeczności. Jego rodzice także nie byli wcześniej akceptowani - jako ci, którzy nie dość, że przybyli z zewnątrz to jeszcze zajmowali się nie rolą, ale polowaniami na tajemnicze i groźnie stworzenia z Lasu Pelagirskiego. Darian znosi więc przytyki z powodu swojego pochodzenia z mniejszą lub większą godnością, ale nie zapominajmy, że jest on nadal tylko dzieckiem. W dniu, kiedy jego wioska zostaje zaatakowana przez barbarzyńców ucieka w głąb puszczy i jego życie się zmienia - spotyka na swojej drodze Legendarnych Sokolich Braci, ale jakże odmiennie ukazanych, niż w trylogii „Magicznych Wiatrów”.

Faktem jest, że sama historia jest prawdopodobnie całkiem fascynująca dla młodych czytelników, ale dość banalna dla dorosłych. Tam gdzie młodzież znajdzie przygodę i akcję, a może i wzór do naśladowania oraz podwaliny pod wiarę we własne siły; tam niestety pełnoletni czytelnik ziewa, a główny bohater będzie go na zmianę: irytować, drażnić, mocno wkurzać i śmieszyć. Dość antypatyczny, wiecznie narzekający chłopiec, do tego ciągle we łzach, nie zdobył mojego serca mimo swojej niewątpliwej inteligencji i odwagi (choć czasem można ją i nazwać głupotą wieku szczenięcego). Miejscami wydawał mi się aż tak nieprawdziwy w swojej dobroci i poczuciu obowiązku, że aż nie chciało mi się wierzyć, że dziecko zwłaszcza w wieku 13 lat postępowałoby właśnie w taki sposób. To dziwne, bo znam młodocianych bohaterów od "Mercedeski" i aż mi się nie chciało wierzyć, że mogła stworzyć aż taką karykaturalną postać. Chociaż trzeba przyznać, że Vanyel też w książce "Sługa Magii" był raczej irytującym gnojkiem, ale za to na jakiego mężczyznę wyrósł :) Jest więc może i nadzieja dla naszego Dariana.

Ale tak naprawdę, to nie na Dariana zwracałam uwagę, a głównie na postacie dorosłych, i na to jak one są opisane. Szczególnie na to w jaki sposób postępują ze zbyt inteligentnym na swój wiek chłopcem. Każdy miał na to własny sposób: jedni bardzo głupi, a inni trochę mądrzejszy, ale za to bardziej podstępny. Postępowanie Justusa spostrzegłam jako dość egoistyczne, jeśli chodzi o podejście do szkolenia chłopca. Aż się chciało mi krzyczeć, że bycie dobrym nauczycielem, to też jest wielka sztuka i naprawdę nieliczni ja opanowali. Gawiedzi wioskowej nie trudno przyznać trochę racji co do sposobu postrzegania chłopca - nie dość, że „psuł” im własne dzieci, to jeszcze w żaden sposób nie przykładał się do powierzonych mu zadań. Choć wypominanie mu rodziców i złej krwi jest absolutnie naganne, to nie powiem, ale mnie też by w końcu zirytowało, że chłopak ma wszystko za przeproszeniem w nosie i nawet nie zarabia na własne utrzymanie. Fakt, że oczekiwali wdzięczności w dość nachalny sposób, nie zmienia wcale faktu, że ta wdzięczność im się należała. No i Sokoli Bracia - to już szczyt obłudy. Niby tacy dobrzy, a tak naprawdę jakby się zastanowić to bardzo wygodni i bezwzględni. Śnieżny Ogień wprost mówi, że bez zmrużenia okiem poświęci życie chłopca, a z drugiej nazywa go braciszkiem i pozwala mu się wypłakiwać na ramieniu. Oczywiście widziani oczami dziecka wydają się jednak społeczeństwem idealnym, wyrozumiałym, rodzinnym i wojowniczym (choć dość zapobiegawczym i roztropnym). Darian nie wie jednak, że nauczenie go języka Tayledrasów było tylko przykrywką do zrobienia pętli w jego umyśle, by powstrzymać go przed napadami histerii, na które dorośli nie mieli czasu. Ale czy naprawdę, czy po prostu było im tak wygodnie? Spoglądając na "Lot Sowy" z tej perspektywy zupełnie już inaczej zaczęłam odbierać tę książkę - przestała być dla mnie infantylna i banalna. Raczej ukazywała, jak inteligentne dziecko może zburzyć spokój w każdej społeczności i jak można sobie z nim poradzić. Albo i nie radzić zupełnie.

Do tego, z resztą jak zwykle w swoich książkach, Lackey ukazuje nam Valdemar jako miejsce dość bezwzględne, że życie w nim to wcale nie jest słodka bajka. Autorka nie stroni od brutalnych scen oraz otwarcie opowiada o okrucieństwach świata. Dużo wydarzeń jest tylko zasygnalizowanych, ale nie trzeba się bardzo wysilać, by zrozumieć, że chodzi o homoseksualizm, prostytucję, czy pedofilię. I choć książka jest miejscami zbyt przegadana, zbyt dosłowna, to jednak nie sposób się od niej oderwać. Trochę za krótka, trochę zbyt mało akcji, zbyt dużo analizy psychologicznej, a jednak jest tak wyśmienicie napisana - ubrana w proste słowa i niezwykle płynna. Dużym plusem także były nawiązania do postaci znanych z poprzednich książek, na które uśmiechałam się z rozczuleniem i znów nabrałam ochoty by do nich powrócić. Nie zapomniałam także, że ęą książkę Lackey napisała ze swoim mężem Larrym Dixonem, ale tak jak "Trylogia Magicznych Wojen" także napisana w tandemie z małżonkiem, odbiegała od reszty książek, tak "Trylogia Sowiego Maga" jak najbardziej wpisuje się w jakże mi dobrze znany styl "Mercedeski".

Mogłabym się czepiać Zysku i S-ka za stronę 108 gdzie pomylone są imiona postaci, mogłabym także podyskutować na temat opisu z tyłu książki - Jastrzębi Bracia oraz hasła "Chłopiec, który nie ma nic, sięga po moc (!!!???), żeby zmienić świat". Ale nie będę. I to z bardzo egoistycznych pobudek - chcę wreszcie poznać dalsze losy Valdemarczyków i ich sprzymierzeńców. Marzę o wydaniu wreszcie pełnych trylogii i dokończenia Cyklu. A po cichu liczę także na reedycję.

W kolejce na mnie czekają „Oczy sowy”. I wiecie co? Już nie mogę się doczekać. Naprawdę. Zwłaszcza, że Darian już trochę dorósł i mam nadzieję na więcej akcji i ogólnie bardziej dorosłą pozycję. Polecam głównie fanom autorki w celu uzupełnienia cyklu oraz młodym (męskim) czytelnikom, w których może "Lot Sowy" zaszczepi miłość do tego świata, jak u mnie to zrobiła Talia i jej historia. Mercedes Lackey warto poznać w wieku nastoletnim - to miłość i sympatia, która pozostaje do końca życia.

  • A book published in this year
  • A book with non human characters
  • A book by a female author
  • A book set in a different country
  • A book from an author you love tha you haven't read yet
  • A book at the bottom of your to-read list
  • A book with magic
  • A book that was originally written in a different language


Ocena książki: 7 / 10
Przesłanie: "O tym jak chłopiec wpada z deszczu pod rynnę."