Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obcy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 kwietnia 2018

"Drugi okręt" - Richard Phillips

W 1948 okręt kosmiczny obcych spadł z nieba nad Nowym Meksykiem i natychmiast zniknął za murami laboratorium Los Alamos. Od tego czasu wojsko USA prowadziło ściśle tajne badania znane jako Projekt Rho, starając się rozpracować technologię pojazdu. Teraz, kilka dziesięcioleci od katastrofy, rząd szykuje się, by o wszystkim opowiedzieć.
A przynajmniej tak twierdzi...
Istnieje bowiem drugi okręt, przez wszystkie te lata ukryty przed wojskowymi. Trójka studentów odnajduje go zagrzebanego w odległym kanionie i w tym momencie ich życie zmienia się już na zawsze. Wystarcza jeden dotyk, aby technologia, na której rozszyfrowanie rząd wydał miliardy dolarów, załadowała się do umysłów nastolatków, którzy znają teraz przerażającą prawdę o Projekcie Rho. Gdy odnajduje ich ekipa NSA do tajnych zadań, złożona z Jacka „Rozpruwacza” Gregory’ego oraz Janet Price, zostają wtrąceni w brutalny świat sekretów i korupcji, mimo woli biorąc udział w wojnie, której celem jest przedefiniowanie pojęcia człowieka.
[Fabryka Słów, 2017]
[Opis i okładka: https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/richard-phillips/drugi-okret-richard-phillips/]

AGA:

W 1948 okręt kosmiczny obcych spadł z nieba nad Nowym Meksykiem i natychmiast zniknął za murami laboratorium Los Alamos. Od tego czasu wojsko USA prowadziło ściśle tajne badania znane jako Projekt Rho, starając się rozpracować technologię pojazdu. Teraz, kilka dziesięcioleci od katastrofy, rząd szykuje się, by o wszystkim opowiedzieć…

Niedługo po ujawnieniu przez rząd USA wiekopomnego odkrycia, trójka nastolatków przypadkowo odkrywa drugi okręt obcych. Statek ukryty w kanionie, staje się azylem i źródłem niewyczerpanej wiedzy dla trójki bohaterów, którzy poszerzając coraz bardziej swoje zdolności, jednocześnie zdają sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nich spoczywa. Okazuje się bowiem, że Projekt Rho może zagrażać ludzkości, a kierujący badaniami Donald R. Stephenson ukrywa przed władzami znacznie więcej niż chciałby przyznać. Heather, Jennifer i jej brat Mark będą musieli odnaleźć najbezpieczniejszy sposób na powiadomienie o tym, co dzieje się w laboratoriach projektu Rho, jednocześnie ukrywając rosnące zdolności fizyczne i intelektualne. A czasu jest coraz mniej, genialny naukowiec ma swój plan, który w każdym momencie może zostać wdrożony do życia.
Przy pierwszym kontakcie z tą książką pomyślałam o niej jak o skrzyżowaniu „Archiwum X” z „Dniem Niepodległości” w wydaniu soft dla młodego czytelnika. Dreszcze przeszły przeze mnie, a w oddali słyszałam „E. T. go home”. Jednak nie ma to jak obowiązki, a lekki przymus czytelniczy człowiekowi czasem na złe nie wychodzi, czego rzesze uczniów i studentów, niestety nigdy nie pojmie, choć to kwestia doboru lektury, im takie „Drugie okręty” raczej się nie trafiają.

Drugi kontakt z lekturą, ten bliższy okazał się zdecydowanie przyjemniejszy. Historia okazała się całkiem przyjemnie, sprawnie i dynamicznie napisana. Owszem na samym początku kojarzy się z „Dniem Niepodległości”, w szczególności z tajnym laboratorium na pustyni, w którym garażowany jest stateczek obcych, potem trochę powiewa tajnymi projektami i spiskami rodem z „Archiwum X”, a na końcu nanotechnologią, o której pisał Michael Crichton w „Roju”, ale wszystko to jest potraktowane lżej, przystępniej i ciekawiej, ponieważ z punktu widzenia dziarskich i inteligentnych nastolatków. Drodzy rodzice, chcielibyście mieć takich pełnych pasji i zapalczywych młodych ludzi pod dachem, którzy szukają na własną rękę sposobów uratowania całego świata, posiłkując się wszelkiego rodzaju trudnymi dziedzinami nauki, jak matematyka, informatyka, czy elektronika. Wspaniali nastolatkowie w tej książce odnajdziecie nadal to, co genialne w okresie dojrzewania, czyli problemy grup społecznych, spajającą jak cement przyjaźń, rozterki miłosne i niewiarygodne przygody, a wszystko to okraszone mocami, które na myśl przywodzą Avangersów. Akcja prze do przodu, a przez książkę co chwilę przewijają się coraz ciekawsi bohaterowie; tajemniczy Łachmaniarz, atrakcyjne małżeństwo Jacka i Janet, niebezpieczny Kapłan, czy cudownie ozdrowiony Raul. A to tylko namiastka tego, z czym się spotkacie czytając „Drugi okręt”.

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia utwierdziło mnie, że ta książka nie mogłaby wyglądać inaczej. Richard Phillips, autor, urodził się w… Roswell. Szkolił się w elitarnej formacji piechoty US Army Ranger, podobnie, jak Jack, pisał pracę z zakresu fizyki w laboratoriach Los Alamos, w których prowadzone są badania Projektu Rho – innymi słowy, właściwy człowiek napisał właściwa ksiązkę. Można by się zastanawiać, co autor widział w Roswell i co jego współpracownicy w Los Alamos sądzą o jego radosnej twórczości? Zapewne, chcieliby, by ich praca była tak zatrważająco porywająca i ciekawa, jak powieść „Drugi okręt”.

Szczerze polecam powieść każdemu bez względu na wiek. Bohaterowie pomimo nastoletniego wieku, dzięki inteligentnemu zabiegowi fabularnemu, nie są infantylni, ale też nie są zbyt poważni, ich podejście do utrzymania tajemnicy drugiego okrętu obcych jest typowa dla niefrasobliwego, buntowniczego okresu dorastania, ale problemy rozwiązują w bardzo mądry i rezolutny sposób, który na odmianę można by już przypisywać dorosłym. Pomysł na pomieszanie wielu znanych nurtów z literatury fantastycznej i kultury popularnej, przeładowanie fabuły wydarzeniami następującymi po sobie, powoduje, że książkę czyta się w mgnieniu oka.

Ocena: 8/10

sobota, 11 marca 2017

"Człowiek, który spadł na Ziemię" - Walter Tevis

Thomas Jerome Newton przybywa na Ziemię. Celem jego wizyty jest zdobycie wody, której dramatyczny brak jest przyczyną wymierania życia na jego rodzimej planecie. Korzystając ze swoich nadludzkich możliwości, szybko zaczyna zdobywać fortunę niezbędną do realizacji  projektu. Niestety, sprawy się komplikują. Newton coraz bardziej zwleka z wykonaniem zadania.
Niezwykle realistyczna opowieść o obcym na Ziemi - realistyczna na tyle, że staje się metaforą naszego własnego egzystencjalnego smutku i samotności.

[Wydawnictwo Mag, 2016]
[Opis i okładka: http://www.mag.com.pl/ksiazka/261]

Recenzja dla Secretum.pl.
Książka udostępniona dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mag.

AGA:

Walter Tevis był membraną swoich czasów. Jego powieści charakteryzują się prostotą, bezpośredniością i szczerością. Naiwność jego historii niesie ze sobą tęsknotę za światem prostszym i łagodniejszym.

„Człowiek, który spadł na Ziemię” to druga, po „Przedrzeźniaczu”, powieść Waltera Tevisa wydana przez Wydawnictwo Mag w ramach serii Artefakty. Jest to też druga powieść w dorobku autora, wydana oryginalnie w 1963 roku, cztery lata po literackim sukcesie „The Hustler”. Historia Anteańczyka, którzy przybył na Ziemię, nie przypadła początkowo wydawcom do gustu i została przez nich odrzucona. Było ona zaskoczeniem dla środowiska literackiego, grzechem szanowanego pisarza, który odważył się zabrać za literaturę fantastyczną. Dopiero Gold Medal Books opublikowało tę powieść, którą uważa się obecnie za jedną z najlepszych powieści science fiction, jakie kiedykolwiek napisano.

Wyobraźcie sobie przybysza z odległej planety, który został wysłany z misją ratowniczą. Obcego, który szczęśliwie dzięki drobnej charakteryzacji, przypomina człowieka i może spokojnie poruszać się między ludźmi. Wyobraźcie sobie zdesperowanego przedstawiciela swojej rasy, który pozostawił wszystko, co kocha, lata świetlne za sobą, niesie na swych barkach wielkie brzemię, będąc jedyną nadzieją dla swoich bliskich i pobratymców. Główny bohater, Thomas Jerome Newton, dzięki nadzwyczajnej inteligencji oraz zdobyczom technologicznym Anteańczyków, dochodzi do ogromnego bogactwa, które ma mu pomóc w realizacji tajemniczego projektu naukowego. Pytanie brzmi, czy samotny obcy,  obarczony wielką odpowiedzialnością, żyjący między ludźmi, zdoła zrealizować swój plan? Pytanie brzmi, co bardziej mu przeszkodzi, agencje rządowe, czy jego własne słabości?

Pisarstwo Waltera Tevisa charakteryzuje się prostotą, szczerością i bezpośredniością, jest w swoim przekazie bardzo dosłowne, a kreacja świata bardzo naiwna. Walter Tevis pisząc powieść przelał na papier swoje doświadczenia z dzieciństwa, mając bowiem dziesięć lat, jego rodzina pozostawiła go w szpitalu samego na rok czasu (chorował na gorączkę reumatyczną), sama przeprowadzając się z San Francisco do Kentucky. Tą bolesną dziecięcą samotność zaszczepił głęboko w postać Thomasa Jeroma Newtona, obcego, który musiał żyć wśród obcych. Walter Tevis nie byłby sobą, gdyby w swojej twórczości nie odbijał,  jak w lustrze, niepokojów społecznych i politycznych, które go otaczały. W „Przedrzeźniaczu”, napisanym dużo później nawiązywał do swobody obyczajowej okresu hipisowskiego, w „Człowieku, który spadł na Ziemię”, pisanym w latach sześćdziesiątych, opisywał zagrożenia zimnowojenne. Przez całą powieść przewija się motyw lęku o militarne wykorzystywanie wynalazków. Postać Nathana Bryce'a, naukowca, jest jakby sumieniem tamtych czasów, będąc bowiem badaczem pracującym nad skomplikowanymi projektami, obawiał się cały czas o to, że owoce jego pracy, a także zaskakujące wynalazki Newtona, będą narzędziem do krzywdzenia ludzi. Widać, że pisarz mocno reagował na wyścig zbrojeń, jakie towarzyszyło Zimnej Wojnie. Przypomnę, ze powieść została wydana w 1963 roku, czyli niedługo po kryzysie kubańskim. Jednocześnie autor zwraca uwagę, w sposób bardzo prostolinijny, na nadużywanie władzy przez różne agencje rządowe; więzienie bez wyroku sądowego, tortury, inwigilacja, te wszystkie szeroko w tamtych czasach rozwinięte działania organów państwowych, które nadal są aktualne.
Po napisaniu „Człowieka, który spadł na Ziemię” Walter Tevis popadł w alkoholizm i na bardzo długo zarzucił karierę pisarską. W jednym z wywiadów wyjaśniał, że odrzucenie rękopisu książki, spowodowało w nim długotrwałe zblokowanie twórcze. Jednak bardziej prawdopodobne byłoby stwierdzenie, że nałóg miał na to znacznie większy wpływ. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ sam Tevis twierdził, że jego powieść jest właśnie o stawaniu się alkoholikiem. Proces popadania w nałóg został pięknie, choć to niewłaściwe słowo, odmalowany. Thomas Jerome Newton niosąc wielkie brzemię i odpowiedzialność, dążący do uratowania swoich bliskich, nie ma możliwości podzielenia się swoim ciężarem z nikim, co więcej czuje się osamotniony między dziwnymi, nieprzewidywalnymi i głupszymi od niego ludźmi. W wyniku drobnego wypadku i towarzystwa Mery Jo, zdeklarowanej alkoholiczki na zasiłku, stopniowo popada w alkoholizm i niemoc. Czuje, że za słabo chce zrealizować swój projekt, popada w końcu w permanentną obłomowszczyznę.

O czym jest właściwie powieść? Początkowo, z wierzchu wydaje się to prosta, anachroniczna historia kosmity na Ziemi. Jednak gdy bardziej się przyjrzeć temu, co chciał przekazać autor znajdziemy tam bolesny krzyk słabego, chorego dziecka pozostawionego samemu sobie pośród obcych, lęk dorosłego mężczyzny o zimnowojenną rzeczywistość, aż w końcu obraz artysty, złamanego niepowodzeniem, odczuwającym wielką prywatną porażką, wynikłą z niemocy twórczej.

 Zaskakujące jest, że ta krótka powieść o prostej i naiwnej fabule, napisana z taką delikatnością, jest bolesną autobiografią, pełną niemocy, rozpaczy i lęków. Dla mnie historia Anteańczyka jest nazbyt osobista, za bardzo dotyka szczegółu, a nie ogółu, dlatego zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu „Przedrzeźniacz” niż „Człowiek, który spadł na Ziemię”. Jest to powieść, która nie wszystkim się spodoba, nie każdy doszuka się w niej tej głębi, którą umiejętnie Tevis zawarł w swej twórczości, ale tak naprawdę trzeba samemu przeczytać, aby się o tym przekonać.

Ocena: 6/10


* Większość informacji biograficznych zaczerpnęłam z : https://www.sfsite.com/fsf/2000/js0007.htm

niedziela, 5 lutego 2017

"Ewakuacja" - Marko Kloos

Brutalny międzygwiezdny konflikt z rasą niezniszczalnych obcych. Krwawa wojna domowa o ostatnie nadające się do zamieszkania skrawki kosmosu. Polityczne niepokoje, militarystyczna policja, bezpośrednie zagrożenie dla Układu Słonecznego …

Po latach przegrywanej walki na dwa fronty ludzkość znalazła się na skraju zagłady. W równie kiepskim stanie jest podoficer Korpusu Obronnego Wspólnoty Północnoamerykańskiej Andrew Grayson. Marzy o tym, by opuścić kiedyś służbę wraz ze swoja dziewczyną pilotką. Skoro jednak zmagania wojenne pochłaniają całe planety, a warunki na Ziemi stają się coraz gorsze, zastanawia się, czy mają dokąd się udać.

Po wyjściu z życiem z katastrofalnego desantu Grayson ląduje na okręcie lecącym do odległej kolonii i wypchanym malkontentami oraz wichrzycielami. Jego najtrudniejsza bitwa dopiero się rozpoczyna.

Znany z „Poboru” zmęczony żołnierz musi wciąż walczyć, by zapobiec upadkowi swego gatunku. Inaczej będzie świadkiem ostatnich podrygów ludzkości.

[Fabryka Słów, 2017]
[Opis: http://fabrykaslow.com.pl/ksiazki/ewakuacja-2-frontlines-marko-kloos/]
[Okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/3864673/ewakuacja]

Książka udostępniona dzięki uprzejmości  Fabryki Słów.

AGA:

„Pobór” Marko Kloosa, tom pierwszy cyklu Fronlines, należący równocześnie do nowej serii Fabrycznej Galaktyki, podobał mi się i z przyjemnością sięgnęłam po kontynuację. Nie spodziewałam się jednak, że tom drugi okaże się o niebo lepszy.

Marko Kloos na naszym rynku zaistniał w 2016 r. dzięki wydawnictwu Fabryka Słów, gdy sięgałam po pierwszy tom, nie przypuszczałam, że rozpoczynam przygodę z naprawdę bardzo dobrą fantastyką militarną. Teraz po przeczytaniu tomu drugiego, będę wyczekiwała niespokojnie tomu trzeciego, który mam nadzieję, że będzie przynajmniej równie dobry. Najbardziej czego się obawiam, to tego, że cykl ten może umknąć sporej części czytelników z kilku powodów. Po pierwsze autor jest u nas jeszcze słabo znany. Po drugie, z szacunkiem do Dark Crayon, którego grafiki bardzo lubię, ilustracja tomu drugiego, choć w klimacie, niestety jest kiepska i tendencyjna. Tak też siła w nas, recenzentach, by zachęcić czytelników do sięgnięcia akurat po tę, a nie inną pozycję.

„Ewakuacja” rozpoczyna się pięć lat po tym, jak Andrew Grayson zaciągnął się do wojska. Nadchodzi pora, by podpisać nowy kontrakt na kolejne pięć lat, a że Andrew nie za bardzo wie, co miałby robić na wolności, ponownie podpisuje „cyrograf”. Trafia na lotniskowiec „Nieustraszony” i zostaje skierowany przeciwko Dryblasom, obcym, których miał okazję „odkryć” na Willoughby. Po akcji nuklearnego odrobaczywiania, sierżant sztabowy Grayson, jako jeden z rozchwytywanych kontrolerów walki, zostaje oddelegowany do kolejnej akcji, tym razem wymierzonej przeciw Związkowi Chińsko-Rosyjskiemu (ZCR). Dowódca rozkazuje, podwładny wykonuje, ale czy aby na pewno?

„Ewakucja” Marko Kloosa, jak dla mnie, stała się wzorcowym przykładem, jak powinno pisać się fantastykę militarną. Akcja rozgrywa się dynamicznie, ale nie skokowo, tak jak to miało miejsce w „Wojnie starego człowieka” J. Scalziego, autor płynnie przechodzi pomiędzy zwrotami akcji, których nawiasem mówiąc, nie brakuje. W przeciwieństwie do tomu pierwszego, w którym sporą część powieści stanowił opis życia codziennego kadeta, w „Ewakuacji” wolniejsze momenty są idealnie wpasowane w całą fabułę i nie zanudzają swoją monotonią. Elementy związane z opisem wyposażenia wojskowego, uzbrojeniem, taktyką są dawkowane tylko w potrzebnej ilości do zrozumienia całej historii. Historia Andrew Graysona po prostu nie może się znudzić, gdy fabuła ciągle zaskakuje. Wydarzenia, które mają miejsce w powieści często nie rozgrywają się tak, jakby czytelnik się spodziewał; główny bohater raz musi walczyć z Dryblasami, raz z woskami Chino-Ruskich, a jeszcze innym razem wystąpić przeciw swoim. Również kreacja bohaterów jest znacznie bardziej pogłębiona, autor wprowadził wiele wątków socjologicznych i politycznych. Marko Kloos nie tylko stworzył świetną powieść militarną, ale również ukazał wiele aspektów związanych z etycznym wymiarem działań wojennych, problemów związanych z wykorzystaniem wojska przeciwko własnemu narodowi, czy zakresem działań na terenach okupowanych. Nie wspomnę już o zakończeniu, które zaskakuje i zmusza czytelnika do niecierpliwego oczekiwania kolejnego tomu.

„Ewakuacja” Marko Kloosa, to świetnie zbalansowana powieść z gatunku fantastyki militarnej, której największym atutem są płynne zwroty akcji. Jednak bardziej ona przypadnie do gustu tym, którzy preferują space operę, ponieważ znacznie w niej więcej akcji, niż zagwozdek z dziedziny wojskowości. Szczerze polecam.

Ocena: 10/10


poniedziałek, 6 lipca 2015

"Laguna" - Nnedi Okorafor



Troje nieznajomych, a każde z nich ma swoje problemy. Biolog morski Adaora. Słynny w całej Afryce raper Anthony. Udręczony żołnierz Agu. Kiedy wędrują po plaży Bar Beach w Lagos, legendarnej nigeryjskiej metropolii, są bardziej samotni niż kiedykolwiek.

Kiedy jednak coś podobnego do meteorytu wpada do oceanu, troje ludzi zabranych przez falę zostaje ze sobą związanych na wiele trudnych do zrozumienia sposobów. Wraz z Ayodele, gościem z gwiazd, przebijają się przez Lagos i walczą z czasem, by ocalić miasto, świat... i samych siebie.
"Nie było czasu na ucieczkę. Nie było czasu na odwrót. Nie było czasu na krzyk. I nie było też bólu. Przypominało to wyrzucenie w gwiazdy".

[Wydawnictwo Mag, 2015]
[Opis i okładka:http://lubimyczytac.pl/ksiazka/224135/laguna]


AGA:


„Uczta wyobraźni”, jak wielokrotnie wspominałam, jest serią bardzo specyficzną, w której ukazują się książki dziwne, zakręcone, dalekie od głównonurtowych powieści fantasy i science fiction. Sięgając po którąkolwiek pozycję z tej serii, jestem przekonana, że spotka mnie coś całkiem nowego i odmiennego, dlatego często traktuję tę serię, jak odskocznię, chwilę oddechu od pozycji lekkich, łatwych i przyjemnych. „Laguna” Nnedi Okorafor zdecydowanie wpisuje się w kanon tych dziwnych i odmiennych, choć amerykańska pisarka nigeryjskiego pochodzenia, sięgnęła po stare sprawdzone motywy z klasyki literatury science fiction.

Akcja rozpoczyna się wizją jakiejś niszczycielskiej siły, która w wodach Zatoki Gwinejskiej atakuje z mściwą satysfakcją podwodną część rurociągu, ciesząc się jego unicestwieniem. Dopiero po chwili czytelnik stwierdza z zaskoczeniem, że właśnie przeczytał fragment o uczuciach włócznika (ryba), który został obdarowany przez kosmitów niespodziewanie wielkimi gabarytami. Po takim wstępie czytelnik przenosi się na lagoską plażę Bar Beach, na której spotyka się przypadkowo, 8 stycznia 2010 roku, trójka ludzi. To oni staną się osią fabuły, i to oni będą pierwszymi ludźmi, którzy dostąpią wątpliwego zaszczytu pierwszego kontaktu z obcymi. Adaora, nigeryjska, zamożna pani oceanolog, Anthony, ghański raper, i Agu, nigeryjski żołnierz zostają porwani przez, wywołaną przez kosmitów, oceaniczną falę w głąb zatoki. Po tym dość niecodziennym kontakcie z przedstawicielami obcej cywilizacji, wracają na ląd z Ayodele, posłem, mającym na celu z jednej strony poznać ludzi i ich świat, z drugiej strony pokojowo zaanonsować przybycie „nowych” mieszkańców Ziemi. Adaora, Agu i Anthony będą zmuszeni skonfrontować się z fanatycznym, chrześcijańskim kapłanem Oke, nawróconym na wiarę mężem Adaory, Chrisem, grupką homoseksualistów chcących obcych wykorzystać do swojej seksualnej rewolucji, wojskiem, a także tajemniczym Kolekcjonerem Kości, a wszystko po to, aby dotrzeć do prezydenta Nigerii, który jako jedyny może pokojowo przywitać obcych i poddać się zmianom, które ze sobą niosą.

Gdyby tylko oprzeć się na tym skrócie fabuły, najprawdopodobniej większość nie sięgnęłaby po tę książkę i wcale, a wcale bym się temu nie dziwiła. Sama koncepcja powieści jest trywialna. Trzonem fabuły staje się pierwszy kontakt ludzkości z przybyszami z kosmosu, co więcej autorka sięga do wielu znanych motywów, można przypomnieć film „Otchłań” Jamesa Camerona, czy książkę „Kula” Michaela Crichtona oraz film na jej podstawie Barry'ego Levinsona, które ukazywały potencjał podmorskiego świata. Nnedi Okorafor w Podziękowaniach przyznaje się, że inspiracją do powstania tej powieści był film „Dystrykt 9” Neilla Blomkampa, który wzbudził w niej gniew, choć nie tłumaczy dlaczego. Rzeczywiście film i powieść Okorafor mają pewne cechy wspólne; opowiadają o kontakcie z obcą cywilizacją, o społecznej ksenofobii, a także akcja rozgrywa się w jednym z państw afrykańskich. Jednak wydaje się, że Okorafor stara się wybronić naród nigeryjski, może i przedstawia różne grupy społeczne, które na swój sposób próbują wykorzystać pojawienie się obcych, ukazuje prymitywne lęki przed innością, i przypiera swoich bohaterów do muru, aby uzyskać najbardziej skrajne zachowania, ale wszystko dąży do happy endu i to takiego w najgorszym wydaniu. Dlaczego? Ponieważ w ostatecznym rozrachunku ludzkość zmienia się nie ewolucyjnie, nie w wyniku mądrości lub tragedii, lecz „magicznego” działania obcych na emocje i psychikę mieszkańców Lagos. Po prostu obcy machnęli „magiczną różdżką” i naród nigeryjski będzie przodować w pokojowej koegzystencji z obcymi. Pytanie brzmi, po co obcy się trudzili, by poznać skrajne emocje i zachowania ludzi, jeśli od początku mogli wnieść zmiany, które pozwoliłyby im swobodnie zamieszkać na Ziemi? Oczywiście po to, aby autorka mogła ukazać najgorsze cechy ludzi, ksenofobię, religijny fanatyzm, okrucieństwo i zachłanność, brutalizację tłumów w obliczu zagrożenia, ukazać ludzi, których nie chciałoby się znać i spotkać w życiu, a także typowo zachodni pogląd o społeczności afrykańskiej, jako prymitywnej, agresywnej masie, ale to wszystko traci na swoim wydźwięku w momencie, gdy wszystko zostaje uspokojone magiczną mgłą powstałą z ofiary Ayodele, na wzór ofiary Chrystusa.

Powieść należy do ciekawych, pomimo trywialnego i absurdalnie głupiego pomysłu na fabułę, a zasługuje ona na uwagę ze względu na miejsce akcji, dla większość dość egzotycznego, postaci, które zostały bardzo wyraźnie i naturalistycznie przedstawione oraz ze względu na gorzkie i okrutne przedstawienie natury ludzkiej. Niestety można odczuć, że jest to powieść pisana, że tak powiem, przez osobę z zewnątrz; z jednej strony ukazuje prymitywizm i agresywność mieszkańców Afryki, którzy za oparcie mają jedynie siłę fizyczną i prawo ulicy, a z drugiej strony Nigeryjczycy ukazani są jako naród wybrany, ten który będzie niósł kaganek pokoju i będzie świecił przykładem koegzystencji z kosmitami. Nadaje im mądrość w sposób sztuczny przez co zamiast zrehabilitować afrykańskie narody w oczach Zachodu, powoduje całkiem odmienną reakcję, ponieważ wygląda na to, by ten naród stanął na nogi i stał się cywilizacyjną i kulturową potęgą, muszą zaingerować Obcy, bo innego rozwiązania nie widać.


Podsumowując, jest to powieść oryginalna, lekko naiwna, przypomina filmy kategorii D, w których fabuła jest idiotyczna i nie trzymająca się kupy, ale o dziwo zagrana przez świetnych aktorów. Jednym słowem tak jakby Meryl Streep i Helen Mirren zagrały w „Zombie SS”, film byłby do kitu, ale gra aktorska pierwszorzędna.

  • A book published this year.
  • A book with nonhuman character.
  • A book  by female author.
  • A book with one word title.
  • A book set in different country.
  • A book by an author you have never read before.
  • A book that was originally written in a different language

Ocena: 5/10

Przesłanie: "Afrykańczycy zasługują na szansę bycia narodem wybranym."