Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wampiry. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 listopada 2020

"Czas ciszy" - Patricia Briggs

 

Patricia Briggs zawsze oddaje czytelnikom ekscytującą, magiczną, baśniową i nieprzewidywalną opowieść.

"Czas ciszy" należy do najlepszych. - Erin Watt, #1 New York Times autorka bestsellerowej "Serii królewskiej"

Napadnięta i porwana na własnym terytorium, Mercy dostaje się w szpony potężnego wampira, który zamierza posłużyć się nią jako bronią przeciw alfie watahy wilkołaków, Adamowi oraz przywódcy wampirów z Tri-City. Mercy udaje się uciec pod postacią kojota, jednak oto odkrywa, że naga, bez pieniędzy, znalazła się w samym środku Europy...

Nie jest w stanie skontaktować się z Adamem i resztą stada- została całkowicie sama. Musi znaleźć sprzymierzeńców, walczyć z wrogiem i odkryć, kto jest kim, a przy tym nie wywołać wojny pomiędzy wampirami i wilkołakami. Tymczasem w sercu starej Pragi budzą się przedwieczne duchy i moce...


[Fabryka Słów 2020]

[Opis i okładka: Fabryka Słów]

AGA:

Siadając do napisania recenzji dziesiątego już tomu przygód Mercedes Thompson, stwierdziłam, że bardzo trudno jest to zrobić. Kto bowiem sięgnie, by ją przeczytać? Osoby, które tak daleko zawędrowały w opowieści pani Briggs o wilkołaczej rodzinie dorzecza rzeki Kolumbii, wiedzą, że warto po tę książkę sięgnąć, a nowi czytelnicy, raczej czytają opinie pierwszych tomów. Aczkolwiek może i jedni i drudzy, chcieliby się upewnić, czy autorka, snując tak długą historię, jest w stanie utrzymać odpowiedni poziom.

Mercy tym razem narozrabia w Europie. Oczywiście nie robi tego specjalnie, początkowo nawet nie ma na to zbyt dużego wpływu, ale z czasem odzywa się w niej Kojot i jakoś kończy się impreza, jak zawsze - wielką draką.

Zaczęło się niewinnie, od braku jajek. Czekoladowe ciasteczka są nie tylko tuczące, ale bywają powodem nieprzewidzianych w skutkach perturbacji życiowych. Hmm, ciekawe zazwyczaj bywa to paczka papierosów, piwo lub mleko, ale jajka? W drodze powrotnej z wyprawy po jajka, samochód Mercy trafia na przeszkodę, albo precyzyjniej rzecz ujmując, to ciężarówka trafia w samochód Mercy, w sumie Adama, ale nie będę się czepaiła. Dzięki drobnemu wypadkowi komunikacyjnemu, kojocica poznaje dawnego kochanka Marsilii. Pamiętacie, taka wampirzyca, co to nie pała miłością do wybranki alfy. Iacopo Bonarata, Władca Nocy, przywódca mediolańskiej chmary i w zasadzie przywódca większości wampirów, bo o nim mowa, może świadomie, ale bez świadomości jak wielkie, ściąga sobie na głowę kłopoty w postaci Mercy, potem jeszcze Adama, Brana, Marsilii, Elizawiety, jakiegos króla goblinów.... no dobrze, na ratunek Mercedes leci multirasowy oddział szturmowy, przepraszam wróć, korpus dyplomatyczny. Potem jest tylko coraz lepiej, jakby to Kojot ujął -niewyobrażalnie pięknie.

W konsekwencji wyczynów Mercy, wszyscy trafiają w końcu do Pragi. Wielki plus dla autorki, że przeniosła miejsce akcji na ziemię europejską, w dodatku tak bliską polskiej granicy. Pomimo że jest to miła odmiana, nie umiałam wgryźć się w tę Pragę Briggs. Niestety, jak dla mnie, autorka nie umiała oddać ducha Pragi i tamtejszych ludzi, a wstawki z opisami, czy wywodami historycznymi, brzmiały jak teksty wyczytane w przewodniku dla turystów. Ten brak atmosfery i sztywne opisy szczęśliwie są jednymi i to w sumie znikomymi minusami całej historii.

„Czas Ciszy” nie zawodzi z pewnością pod względem wartkiej i zmiennej akcji oraz różnorodności bohaterów. Wielkim atutem jest humor. Cudowne dowcipne, czasem sarkastyczne wstawki, uprzyjemniają lekturę i tylko podkreślają fakt, że autorka ze swoją bohaterką nieustająco się ze sobą przyjaźnią. Jest to niezmiernie ważne, ponieważ czytelnik czuje te pozytywne relacje i sam staje się częścią tej historii.

Polecam „Czas ciszy” wibrujący humorem i przygodami. Teraz zabieram się za kolejny tom „Klątwę Burzy”, ma być ponoć jakiś burzowy jeździec.

Ocena: 9/10

PS. Zwróćcie uwagę, co będzie szeptał Kojot Mercy do ucha.

PS.cd. Od tego tomu jestem wielką miłośniczka Elizawiety Arkadiewny. Mam nadzieję, że doczeka się własnej opowieści.






poniedziałek, 18 maja 2020

"Pisane szkarłatem" - Anne Bishop


Nikt nie potrafi tworzyć tak sugestywnych światów jak Anne Bishop, autorka bestsellerowej sagi fantasy Czarne Kamienie. Z przyjemnością oddajemy w Państwa ręce pierwszy tom jej nowej serii, należącej do nurtu miejskiego fantasy. Tym razem świat Bishop zaludniają dziwne, niesamowite stworzenia nazywane Innymi – są wśród nich między innymi wampiry i zmiennokształtni. To oni władają Ziemią, a na dodatek żywią się ludźmi.

Meg Corbyn jest jasnowidzącą szczególnego rodzaju – widzi przyszłość, jeśli rozetnie sobie skórę i pojawi się krew. Ten dar jest dla niej jednak przekleństwem, gdyż znajduje się w mocy Kontrolera, człowieka, który pragnie mieć stały dostęp do wizji Meg. Postanawia więc uciec, a jedynym bezpiecznym dla niej miejscem okazuje się Dziedziniec w Lakeside – dzielnica handlowa opanowana przez Innych.

Simon Wolfgard, zmiennokształtny, niechętnie zatrudnia Meg na stanowisku łącznika z ludźmi. Od pierwszej chwili wyczuwa, że dziewczyna coś ukrywa, poza tym jej zapach jest inny niż zapach ludzkiej zwierzyny. Jednak instynkt nakazuje mu dać jej tę pracę. Kiedy już pozna prawdę i dowie się, że Meg jest ścigana przez rząd, będzie musiał zdecydować, czy jest warta rozpętania wojny między ludźmi a Innymi.

[Wydawnictwo Initium, 2013]
[Opis i okładka: Wydawnictwo Initium]



AGA:


Z twórczością Anne Bishop spotkałam się pierwszy raz w 2011 roku, kiedy to przeczytałam „Córkę krwawych” (ang. Daughter of the Blood). Niestety tak bardzo nie było mi po drodze z nią, że odstawiłam panią Bishop na boczne tory... hmm, chyba raczej półki. Prawdę powiedziawszy nie za dużo z lektury pamiętam, poza tym, że okładka wydała mi się bardziej interesująca od samej powieści. Seria Czarnych Kamieni (ang. Black Jewels) była pierwszym cyklem w dorobku Anne Bishop, dlatego może najnowsza seria Inni (ang. Others), napisana 15 lat po debiucie, nie zawiera w sobie tych niedoskonałości, którymi naznaczone były pierwsze powieści autorki. 

Anne Bishop kusi czytelnika w „Pisane szkarłatem” (ang. Written in Red) solidnie skonstruowanym światem Namid, będącym swoistego rodzaju rzeczywistością alternatywną. Ludzie w tym świecie są podporządkowani Innym, stworzeniom Namid, które jako władcy ziemi, jedynie wydzierżawiają tereny ludziom. Wampiry, zmiennokształtni, i inne stworzenia traktują ludzi, jak mięso, chyba że to mięso udowodni, że jest pokorne i przydatne. W większych skupiskach ludzkich Dziedzińce stanowią instytucje kontrolującą. Ludzie zobowiązani są do wywiązywania się z umowy wobec Innych i trzymania się ich zasad,  a każde odstępstwo od zasad jest srogo karane.

Muszę przyznać, że pomysł Anne Bishop przypadł mi do gustu, a dbałość o detale, tylko dodaje wiarygodności całej historii. Pieczołowitość w tworzeniu świata przedstawionego, nie oznacza drobiazgowości, co za tym idzie, nie przeszkadza w odbiorze książki. Czytelnicy również to docenili, bowiem autorka wielokrotnie otrzymała nominacje i tytuł Romantic Times Reviewer’s Choice Award w kategorii Urban Fantasy Worldbuilding. 

Na Dziedzińcu w Lakeside rządzą zmiennokształtne wilki, a na ich czele stoi Simon Wilcza Straż. To on spotyka Meg Corbyn w śnieżną noc i kierując się instynktem, zatrudnia na stanowisku łącznika. Meg, uciekinierka z zamkniętego ośrodka dla jasnowidzących dziewcząt, rozpoczyna pracę, polegającą na przyjmowaniu przesyłek dla Dziedzińca. Tak rozpoczyna się fabuła książki.

W tym punkcie można by pomyśleć, że będzie to po prostu romans umiejscowiony w świecie urban fantasy. I w tym momencie muszę napisać, nic bardziej mylnego. Owszem, z tyłu głowy czuć chemię i wiadomo, czym zapewne historia się skończy, ale w pierwszym tomie żadnych wzlotów romantycznych, tym bardziej erotycznych nie ma. Za tę powściągliwość i skupienie się na fabule, stawiam autorce wielki plus, bowiem historia Meg i Simona, nabiera bardziej realnych kształtów. Jeśli mieliście przyjemność czytać serię o Mercedes Thompson, i tak, jak ja, jesteście jej miłośnikami, to z pewnością ta powieść przypadnie wam do gustu. Aczkolwiek, jak satysfakcja z czytania jest podobna, tak w kreacji światów są one całkowicie odmienne.

Tom pierwszy Innych koncentruje się na osobie Meg Corbyn, wieszczce, która za wizje płaci bliznami. Takie jak one, tną ciało, by odkryć skrawek przyszłości.  Można się domyślić, że takie przekleństwo, dla innych może być nieocenionym darem, a co za tym idzie, wielu może chcieć na tym skorzystać. Gdy główna bohaterka szczęśliwym trafem rozpoczyna pracę na Dziedzińcu, dzięki swojemu niewinnemu urokowi, poczciwości i zapałowi do pracy, trafia pod opiekuńcze skrzydła Innych z dziedzińca Lakeside. Wnosi ona swoją osobą dużo dobrego do świata Innych, ale jednoczenie zwiastuje nadchodzące kłopoty.

„Pisane szkarłatem” czyta się niejako na wdechu. Kończy się tom pierwszy i dopiero wtedy sobie czytelnik uświadamia, że już po, i że znów należy oddychać. 

Największym atutem powieści jest postawienie na fabułę i na kreację świata. Zaletą są także bohaterowie i o dziwo wcale nie mam na myśli jedynie Meg i Simona, a wszystkich bohaterów. To odpowiednie ukształtowanie postaci, adekwatne do ich ról, powoduje, że relacje pomiędzy bohaterami są jak jedne wielkie świetnie dopasowane puzzle. Do tego wszystko okraszone jest szczyptą humoru. Na początku książki byłam pod ogromnym urokiem podejścia Simona do obsługi klienta, którego zawsze można zjeść. A do tego jeszcze dochodzi dziewczynka na „lodowisku” i kucyki, które.... nie, nie powinnam zdradzić kim są kucyki, Albo czym?

Oczywiście nie byłabym „Zgryźliwym Piórem”, gdybym do beczki miodu nie dodała łyżki dziegciu. Wadą powieści jest niestety stopniowe mięknięcie dzikich Innych. Owszem jest to niejako pokłosie kontaktu z Meg i innymi ludźmi, co wielokrotnie autorka podkreśla w powieści, ale jednak większa doza tego okrucieństwa powinna pozostać. Bardzo początkowo podobało mi się podejście: dyskutujesz- zjemy cię, jesteś nie zadowolony  – zjemy cię, ukradłeś coś naszego -zjemy się. To podejście uzasadniało strach, który Inni budzą w ludziach, a niestety z czasem stają się oni zbyt.... mili. Drugą wadą jest przewidywalność wydarzeń. Owszem częściowo podyktowana jest ona wizjami Meg i nie jest może prostolinijna, ale przydały by się ostre, przekorne zwroty akcji. 

Tak czy inaczej, najlepszą rekomendacją będzie niejako fakt, że pisząc tę recenzję, kończę tom drugi - „Morderstwo wron”.

Ocena: 9/10




wtorek, 22 stycznia 2019

"Amelka Kieł i Władcy Jednorożców" - Laura Ellen Andreson

Druga część przygód uroczej wampirki!

Do Amelki, Dyńki, Florki i Kostka dołączą tym razem rozpieszczony, ale w sumie dobroduszny następca tronu, książę Tadżin oraz jego ojciec – już nie tak straszny - król Vladimir. Ta upiorrrrna drużyna podejmie się zadania, które przyprawiłoby o dreszcze niejednego mieszkańca Nokturnii – wyprawy do Królestwa Światła…

Nie obejdzie się rzecz jasna bez kamuflażu. Wszak Świetliste Istoty wierzą, że wampiry wysysają krew, a yeti miażdżą kości. Za to urocza wróżka z przerośniętymi kłami, pulchny jednorożec, wesoło podskakujący kwiatek, nieco mroczny aniołkociak, przerośnięta biedronka i pan wróżek – nie są już tak straszni.

Czy naszym bohaterom uda się rozwikłać tajemnicę zaginięcia żony króla Vladimira? Przekonajcie się sami, towarzysząc Amelce w jej najnowszej przygodzie w krainie, gdzie jednorożce czają się za każdą tęczą.

Spokojnie, ta wampirka Was nie ugryzie!

[Wydawnictwo Literackie, 2019]
[Opis i okładka: Wydawnictwo Literackie]

Książka zrecenzowana dla Secretum.pl

AGA

Wydawnictwo Literackie, w porównaniu z innymi wydawnictwami ukierunkowanymi na młodego czytelnika, wydaje stosunkowo niewiele tytułów dedykowanych dzieciom i młodzieży. Aczkolwiek w ich przypadku powiedzenie, że ważna jest jakość, a nie ilość, jest w pełni realizowane.

Cykl o Amelce Kieł zapoczątkował w październiku tom pt. „Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców”, który na swoje nieszczęście nie miałam okazji przeczytać. Pozycja ta umknęła mi, więc jak ukazała się zapowiedź tomu drugiego, obiecałam sobie, że ten musi wpaść w moje ręce.

Amelka Kieł wraz ze swoimi przyjaciółmi wybiera się do Królestwa Światła. A dla mieszkańców Nokturnii nie ma bardziej niebezpiecznego miejsca, tak twierdzą podręczniki, niż kraina Świetlistych. Czego jednak nie robi się dla przyjaciół? Mama Tadżina, a ukochana żona króla Vladimira, Promyczek, zaginęła i pomimo długoletnich poszukiwań, jak dotąd nie udało się jej odnaleźć. Amelka udaje się na wyprawę poszukiwawczą, a celem jest miasto Brokatowice. Na drodze dzielnej ekipy ratunkowej stanie kapryśna Studnia Życzeń, przytulaśne puchopchełki, spisek Władców Jednorożców i wiele innych niebezpieczeństw.

„Amelka Kieł i Władcy Jednorożców” to bardzo sympatyczna, pełna pozytywnych emocji książka dla dzieci. Co jednak wyróżnia tę pozycję od innych?

Sięgając po historię wampirki Amelki, obawiałam się, że będzie to opowieść jak wiele innych; przesłodzona, parenetyczna, sztampowa, innymi słowy, po prostu nudna. Jakież moje było przyjemne rozczarowanie, gdy opowieść pani Laury Ellen Anderson nie sprostała moim niskim obawom. Fabuła owszem zmierza do wiadomego rozwiązania, ale ileż przygód bohaterowie mają po drodze, a przede wszystkim zabawnych sytuacji. Największym atutem prozy pani Anderson jest poczucie humoru, które swoje odzwierciedlenie ma w języku. Perfumy o zapachu Śluzoszlaku Ślimaka, smaczne chrupiące paznokcie, syrop ze starego potu, Kostek Ponurak, którego mama to pani Kostucha i wiele innych smaczków językowych, powoduje, że przygoda mieszkańców Nokturnii nabiera rumieńców i tego oryginalnego twista. Zabawne gry słowne nie tylko podkreślają to, na co autorka chce zwrócić uwagę, ale przede wszystkim bawią. Tadżina wariacje na temat słowa przyjaciele, które przekręca na przerażyciół lub przysługusów, jest po prostu cudowne. Bystry czytelnik odnajdzie też trochę nawiązań literackich, jak chociażby do baśni Hansa Christiana Andersena „Nowe szaty króla”, gdy król Vladimir zgubił w Zjawiskowym Zagajniku swoje przebranie. A wszystko to zwieńczone zostało oryginalnymi rysunkami pani Anderson.

„Amelka Kieł i Władcy Jednorożców” to fantastyczna książka przygodowa dla dzieci, aczkolwiek, jak już wspominałam, dzięki niebanalnemu humorowi językowemu, również dorośli mogą się przy niej zrelaksować i dobrze bawić. Gorąco polecam tę oryginalną opowieść.

Ocena: 9/10

poniedziałek, 23 lipca 2018

"Czerwony śnieg" - Ian R. MacLeod




Na pobojowisku po ostatniej wielkiej bitwie Wojny Secesyjnej rozczarowany życiem unionista-lekarz natrafia na obrabiającą trupy dziwną postać i jego życie zmienia się na zawsze…
W Strasburgu, parę lat przed Rewolucją Francuską, konserwator obrazów dostaje zlecenie namalowania cyklu portretów pięknej kobiety w różnych fazach jej życia, choć sama kobieta najwyraźniej się nie starzeje…
W Nowym Jorku z czasów prohibicji młoda marksistka pojawia się nagle wśród elit, w dodatku podszywając się pod osobę, która nigdy nie istniała…
Czerwony śnieg to powieść o miłości i krwi, o ideach i snach, a wszystko wiąże w całość tajemnicze stworzenie wywiedzione z najmroczniejszych przedwiecznych ludzkich mitów, które cudem przetrwało do dzisiejszych czasów, wciąż rośnie i wciąż zabija…


[Wydawnictwo Mag, 2018]
[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/4446369/czerwony-snieg]

Książka zdrecenzowana dla DużeKa

AGA:

Ian R. MacLeod to wielokrotnie nagradzany brytyjski pisarz fantastyki, którego dzieła polski czytelnik mógł poznać dzięki Wydawnictwu Mag. Jak dotąd wydawnictwo wydało w ramach serii Uczta Wyobraźni powieści "Wieki światła", "Dom burz", "Pieśń czasu" współwydane ze zbiorem opowiadań "Podróże" i  "Obudź się i śnij" współwydane ze zbiorem opowiadań "Tchrosty i inne wy-tchnienia". W tym roku pisarz odwiedził również Polskę i wziął udział w Dniach Fantastyki we Wrocławiu, a czytelnicy dostali w swoje łapki kolejną powieść "Czerwony śnieg".

Bohaterem "Czerwonego śniegu" jest Karl Haupmann, lekarz wojskowy z okresu wojny secesyjnej, który przypadkowym zrządzeniem losu, na polu bitwy spotyka dziwną istotę, która odmienia jego los. Od momentu spotkania nie tyle tajemniczej, co odstręczającej postaci, Karl próbuje nie ulec żądzy krwi i szuka sposobu, aby nie poddać się władzy księżyca. Jako człowiek wykształcony i dociekliwy chce dojść prawdy o naturze swojej przemiany. Tropi on istoty podobne do siebie, szukając pradawnego zła, które go oraz jego poprzedników stworzyło. W trakcie swej podróży odwiedza wiele krajów, w tym również Warszawę pod zaborem rosyjskim, a jego peregrynacje mają charakter nie tylko przestrzenny, ale również czasowy. Podczas swego długiego życia jest świadkiem wielu wojen i kryzysów, jakie spotyka ludzkość w XIX i XX wieku, a podczas swej wędrówki poznaje historię tajemniczej postaci o imieniu Sybilla, która zleciła namalowanie swego portretu w trzech odsłonach niejakiemu Ezekielowi Morelowi ze Strasburag, a także młodą komunistkę Harriet Mackenna, która hartem ducha przewyższy nawet wiekowego Karla. Czy Karl odnajdzie odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, co do natury wampiryzmu? Czy Harriet uda się zawalczyć o idee marksizmu i odkryć prawdę o duchach przeszłości, krążących wokół niej od jej dzieciństwa? Czy dzieło Ezekiela Morela przetrwa zawieruchy, które władały Europą od Rewoucji Francuskiej aż po czasy Wielkiego kryzysu? Na te i wiele innych pytań, czytelnicy znajdą odpowiedzi właśnie w "Czerwonym śniegu".

Proza Iana R. MacLeoda jest specyficzna i nie każdemu się spodoba, ponieważ akcji w powieści jest, jak na lekarstwo, a fabuła rozwija się jakby w postaciach bohaterów. Podobnie jak w "Pieśni czasu", tak i w "Czerwonym śniegu" historia Karla Haupmanna jest pretekstem do snucia głębszych rozważań. Owszem Ian R. MacLeod wykorzystuje do tego wyświechtany motyw wampiryzmu, ale jest on zepchnięty na dalszy plan. O wiele ważniejsze w powieści są dwie inne płaszczyzny. Karl stając się nieśmiertelnym i opętanym żądzą poznania prawdy o swoim pierwotnym stwórcy, jest postacią tragiczną. Samotnie bowiem zmaga się z własną przypadłością, często natrafiając na swej drodze na ludzi, którzy albo go nie rozumieją, albo wręcz pragną wykorzystać, a żyjąc tak długo pozostaje w swym jestestwie poza czasem. Jak bowiem postrzega świat człowiek, którego chwilowe problemy nie dotyczą, a zdają się tylko nieprzyjemną przeszkodą w dotarciu do celu, który sobie wyznaczył. Drugą płaszczyzną jest świat, targany wieloma zawieruchami. Początkowo autor przedstawia czytelnikowi wojnę secesyjną, pierwszą wojnę światową i wielki kryzys, wplatając między wiersze jeszcze Rewolucję Francuską. Niby przypadkiem, niby tło, a jednak należało by się zastanowić, kto jest większą bestią, potwór antyczny, który w pradawnych czasach stworzył żądnego krwi wampira, czy ludzie miotający się między swymi ideami, które niszczą wszystko dookoła?

Karla, Ezekiela i Harry nie tylko łączy fakt, że spotkali istotę, którą można by nazwać bestią, ale równie to, że zostały te postaci odmalowane przez pisarza w sposób bardzo naturalny, są to bohaterowie z krwi i kości, pełni pasji i namiętności, marzeń i nadziei. Karl zanim stał się wampirem, pragnął być lekarzem, który pomagałby ludziom, Ezekiel, marzył, aby jego dzieła były piękne, a Harry, chciała naprawiać świat poprzez danie wszystkim tych samych praw, a Ian R. MacLeod konfrontuje te pragnienia i emocje z bestią i rzeczywistością wojny.

"Czerwony śnieg" nie jest tak dobry jak "Pieśń czasu", ale miłośnicy spokojnej literatury o mrocznym zabarwieniu, będą usatysfakcjonowani. Seria Uczta Wyobraźni prezentuje zawsze niejednoznaczne dzieła, często z pogranicza gatunków, dlatego powieść Iana R. MacLeoda wpisuje się w nią idealnie.

Ocena: 8/10

poniedziałek, 26 lutego 2018

"Magia kąsa" - Ilona Andrews

Świat po magicznej apokalipsie.
Postęp techniczny był u szczytu swojego rozwoju, gdy w Atlancie eksplodowała Moc i zablokowała właściwie całą istniejącą technologię.
Teraz fale magii pojawiają się bez ostrzeżenia, a gdy napływają cała technologia zamiera – samoloty spadają, samochody nie działają, brakuje elektryczności. Wszystko zaczyna na nowo działać, gdy fala Mocy odpłynie.
W tym dziwnym i pokręconym świecie mieszka Kate Daniels.
Pyskata dziewczyna, w której żyłach płynie krew i magia. Gdy dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna - musi dokonać wyboru – komu zaufać, z kim współpracować. Spojrzeć w oczy Władcy Bestii i dołączyć do Gromady?

Aby dopaść winnego wykorzysta wszystko, czym dysponuje: zdolności paranormalne, doskonałe wytrenowanie w walce, zaawansowaną technikę i szemrane znajomości.
Ona znajdzie odpowiedź, choćby miała ją wydrzeć z paszczy lwa.
[Fabryka Słów, 2017]
[Opis i okładka: https://fabrykaslow.com.pl/autorzy/ilona-andrews/magia-kasa-seria-o-kate-daniels-5/

Książka udostępniona dzięki uprzejmości Fabryki Słów.

PATI:

Wbrew pozorom bardzo trudno jest pisać recenzję książki, którą czytało się już dobre kilka razy. Tym bardziej - trudno oceniać ją tak jakby na świeżo i to starając się wymazać z pamięci dalsze części z cyklu. Ale nie pozostaje mi nic innego, jak się dla Was postarać. Jeśli jeszcze się tego nie domyśleliście - ja naprawdę bardzo lubię serię o Kate Daniels. A w sumie prawda jest taka, że uważam duet autorski Ilona i Andrew Gordon za jednych z najlepszych przedstawicieli Urban Fantasy – mojego ostatnio najbardziej ulubionego gatunku, a sama seria o Kate zajmuje poczytne... bo pierwsze miejsce w tej kategorii. „Magia Kąsa” to pierwsza część cyklu, który aktualnie liczy sobie 10 części plus kilka książek pobocznych oraz garść dodatkowych opowiadań. Dotychczas nakładem wydawnictwa Fabryka Słów wydano pierwsze 5 tomów i mam naprawdę nadzieję, że teraz przy wznowieniu możemy liczyć na więcej i to wreszcie z ładnymi okładkami.

Piętnaście lat temu, kiedy technika weszła w swoją szczytową fazę, nadpłynęła pierwsza z wielu fal magii, niszcząc na swojej drodze budynki ze stali i szkła oraz wszystko to, co techniczne. W zamian obudziła to, co mityczne, a stało się dla ludzi śmiertelnie niebezpieczne. Pojawiły się na świecie nie tylko potwory w ich dosłownym znaczeniu, ale i Panowie Umarłych (czyt. nawigatorzy wampirów), zmiennokształtni wszelkiej maści futra, oraz bogowie przez małe i duże B. Magia przestała nagle być kuglarskimi sztuczkami ku uciesze gawiedzi i stała się nie tylko sposobem na życie, ale i na przetrwanie. Magiczne lampy częściowo zastąpiły te elektryczne, a zaklęcia ochronne zaczęły chronić mieszkania przed niechcianymi gośćmi skuteczniej niż zwykłe zamki. Poza tym pojawili się goście, których naprawdę nie chcielibyście u siebie gościć. W tym właśnie świecie poznajemy naszą główną bohaterkę Kate Daniels, która właśnie dowiaduje się o śmierci swojego Opiekuna, Grega – rycerza Zakonu Miłosiernej Pomocy. Greg, został zamordowany w trakcie wykonywania  obowiązków, a Kate targana wyrzutami sumienia z powodu swojego zachowania przy ich ostatnim spotkaniu, stara się rozwiązać zagadkę jego śmierci. Zagadkę, w którą zamieszani są nie tylko Panowie Umarłych, Zmiennokształtni, ale i ktoś jeszcze. A do tego nic nie wydaje się tym czym powinno być. Kate w trakcie swojego śledztwa będzie musiała nie tylko zawrzeć sojusze, na które nie ma ochoty, zaciągnie długi i na swoją własną osobę sprowadzi niezdrowe zainteresowanie Pan KiciKici Currana – Władcy Bestii. Oj będzie się działo.

Ale co ważne – postać Kate nie ma dzięki bogom nic wspólnego z marysuizmem. To twarda baba z ciałem zbudowanym z samych mięśni, a na widok jej „zniewalającego” uśmiechu ludzie reagują raczej z zaskoczeniem, a nie zauroczeniem. Jak sama o sobie mówi - piękna to ona nigdy nie była, a na ciele przybywają jej kolejne blizny, bo jakoś ma skłonność do szafowaniem swoim życiem na prawo i lewo. I choć udaje jej się jakoś przetrwać, to często na sam koniec walki jest w bardzo kiepskim stanie. Ale tak naprawdę dowiadujemy się niewiele o niej samej i to właśnie jest to co w tym wszystkim jest najlepsze. Właśnie najbardziej lubię w tej serii tą tajemnicę, którą autorzy z sadystyczną powolnością pozwalają nam odkrywać okruszek po okruszku, kawałek po kawałku przez kolejne tomy cyklu. To po prostu widać, że od samego początku mieli pomysł na całość, że każda kolejna część jest dokładnie rozplanowana i przemyślana tak, by rzucić jakiś ochłap czytelnikowi, ale nadal trzymać kilka zaskakujących asów w rękawie, aż do wielkiego finału... i nieco dalej. Mało autorów postępuje w ten sposób z nami – czytelnikami, więc za pomysł i wykonanie Ilona i Andrew otrzymują ode mnie 6 z plusem. Bo kim tak naprawdę jest Kate, skąd i od kogo pochodzi jej moc, dowiemy się nieprędko. Ale dla mnie to jedna z największych zalet tej książki - to jak autorzy bawią się z nami podrzucając nam często sprzeczne ze sobą informacje.

Trzeba też przyznać, że autorzy pełnymi garściami czerpią z różnych mniej lub bardziej znanych mitologii, dopasowując je bardzo zgrabnie do całej historii i świata, który stworzyli. Nawet  powszechne znane nam już wampiry, czy zmiennokształtni są tak przetworzeni, że całość nie smakuje jak odgrzewany kotlet. Warto też zwrócić uwagę na humor i autoironie głównej bohaterki. Można przy niej na pewno parskać, można zaśmiać się, a nawet puścić herbatę nosem dlatego ostrzegam, że picie, czy jedzenie przy tej książce jest niewskazane nie tylko ze względu na latające czasami w niej radośnie flaki, czy odnóża, ale głównie przez docinki Kate i innych bohaterów. Jeśli lubicie wschodnią fantasy i jej humor, to na pewno ta pozycja także wam się spodoba - wszak Ilona Gordon pochodzi właśnie z Rosji.

Jeśli wszystko to co napisałam powyżej was nie przekonało to pragnę jeszcze nadmienić, że wszystkie osoby, którym dotychczas poleciłam ten cykl były, jeśli nie zachwycone to przynajmniej rozbawione. Naprawdę warto zapoznać się z Kate i Curranem i obserwować jak to wszystko dalej się potoczy i dać się zaczarować temu cyklowi.

Motto: „Kici kici taś taś... - do lwa piiip, do lwa?”
Ocena: 11/10


poniedziałek, 27 lutego 2017

"Żar mrozu" - Patricia Briggs

Mercy Thompson powraca w siódmej powieści bestselerowej serii z listy New York Times’a.

W życiu Mercy Thompson zaszła zmiana na miarę przesunięcia tektonicznego. Na szczęście wychodząc za Adama Hauptmana, charyzmatycznego Alfę lokalnej watahy wilkołaków, stała się macochą jego córki, Jesse, a relacja ta zapewniała jej chwile błogiej zwyczajności w całym tym szaleństwie. Jednakże w życiu na pograniczu świata ludzkiego, coś, co normalnie byłoby niefortunnym zdarzeniem, może zmienić się w coś znacznie więcej…

Po wypadku w korku, ani Mercy ani Jesse nie mogą skontaktować się z Adamem, ani też innym członkiem stada. Wszyscy zostali porwani.

Poprzez więź krwi Mercy czuje tylko, że Adam jest zły i cierpi. Podejrzewa, że zniknięcie może być związane z batalią polityczną, jaką prowadza wilkołaki, by zdobyć przychylność społeczeństwa i że Adam oraz wataha mogą znajdować się w poważnym niebezpieczeństwie. Pozbawiona wsparcia stada, osamotniona Mercy będzie musiała szukać pomocy wszędzie, nawet tam, gdzie jej uzyskanie wydaje się całkiem nieprawdopodobne.

[Fabryka Słów, 2015]
[Opis i okładka: Fabryka Słów]

Książka udostępniona dzięki uprzejmości  Fabryki Słów.

AGA:

Niewiele jest cykli książkowych, które przeradzając się w wielotomową historię, są w stanie utrzymać niesłabnącą uwagę czytelnika. Seria o przygodach Mercedes Thompson jest jedną z nielicznych, po której kolejne tomy, sięgam z przyjemnością.

Patricia Biggs na prośbę swojego wydawcy, który zareagował szybko na wielkie zapotrzebowanie czytelnicze na powieści z gatunku urban fantasy, w 2006 roku napisała pierwszy tom przygód Mercy, zatytułowany „Moon Called”. W dwa lata później został on przetłumaczony na język polski i ukazał się nakładem Fabryki Słów pod tytułem „Zew księżyca”. To był bardzo dobry czas dla powieści o wilkołakach i wampirach, przypomnę, że rok wcześniej, w 2007 r., ukazał się „Zmierzch”. 2010 rok to już samo apogeum wielkiego boomu na powieści urban fantasy, w tym też roku Fabryka Słów wznawia serię, szczęśliwie z oryginalnymi okładkami z ilustracjami Dana don Santosa. Od tamtego momentu Fabryka Słów regularnie, co roku wydawała kolejne tomy. W związku jednak ze słabnącym zainteresowaniem wilkołaczymi powieściami, na szósty tom „Piętno rzeki” kazano czytelnikom czekać aż trzy lata, w rok po tym tomie ukazał się na szczęście „Żar mrozu”.

Mercedes Athena Thompson Hautman rozpoczęła nowe, sielankowe życie, jako żona Adama, alfy watahy z Tri-Cities. Stop. Coś tu nie pasuje. Jak to możliwe, że zmiennokształtna kojocica, która ma bardzo dużo szczęścia, a jeszcze więcej kłopotów, spokojnie miała wieść życie radosnej małżonki? Oczywiście, że to niemożliwe. W drodze na zakupy podczas czarnego piątku wraz z Jesse, córką Adama, bierze udział w kolizji, której ofiarą śmiertelną staje się Królik, legendarny WV Garbus. A to dopiero początek kłopotów. Nikt nie odbiera telefonów od poobijanej Mercy. Cała wataha zostaje pojmana, a kojocicy pozostaje chronić, tych, którzy pozostali na wolności i uratować swojego męża. Najważniejsze w całej rozgrywce okaże się znalezienie odpowiedzi na pytanie, kto jest celem porywaczy: Adam, wataha, Bran, Mercy, a może jeszcze ktoś inny?

Sięgając po „Żar mrozu” miałam ogromną nadzieję, że siódmy tom będzie lepszy niż poprzedni. „Piętno rzeki” bardzo mnie rozczarowało i obawiałam się, że historia Mercy po prostu się wypaliła. A tu bardzo przyjemna niespodzianka. Patty Briggs zawiązała akcję w ciągu niespełna dwudziestu stron, a potem wydarzenia gnały jedne za drugimi. Jeżeli jeszcze nie czytaliście powieści z tego cyklu, to należy szybciutko nadgonić zaległości, tym bardziej, że Fabryka Słów postanowiła wznowić wszystkie tomy. A przygody Mercy Thompson, pomimo że kręcą się wokół jej związku z Adamem, nie są nasączone obrzydliwym romantyzmem i ich miłość nie jest tak naprawdę osią wydarzeń. Trzeba przyznać, że Patrcia Briggs umiejętnie przedstawiła związek Mercy z Adamem, w którym ich relacje, a dość egzotyczne biorąc pod uwagę, że on jest wilkołakiem, a ona zmiennokształtną córką Kojota, przedstawione są bardzo naturalnie i zwyczajnie. Może właśnie dlatego te książki tak porywają, romans głównych bohaterów, nie przeszkadza w snuciu intryg, przeżywaniu przygód i w ekstremalnym ratowaniu tyłka różnego autoramentu sierściuchów.


„Żar mrozu” to bardzo przyjemna, wciągająca odskocznia od rzeczywistości i innych bardziej ambitnych lektur. Ma wszystko to, co pozwala się zrelaksować: delikatny romans, mnóstwo akcji, tajemnice i dramatyczne ratowanie się z opresji. Jak każda seria, tak i też ta, ma swoje lepsze i gorsze tomy, ten zaliczam do tych bardziej udanych i bardzo liczę na to, że Fabryka Słów w niedalekim czasie wyda kolejne trzy tomy.


Ocena: 8/10

poniedziałek, 4 maja 2015

"Polowanie" - Andrew Fukuda

JESTEŚ ŁOWCĄ ALBO ZDOBYCZĄ. Nie wolno się pocić. Nie wolno się śmiać. Nie wolno ściągać na siebie uwagi. I przede wszystkim, cokolwiek się robi, nie wolno zakochać się w jednym z nich. Gene różni się od swoich rówieśników. Nie potrafi biegać szybko jak błyskawica, słońce mu nie szkodzi, nie dręczy go również żądza krwi. Gene jest człowiekiem i zna zasady. Trzeba ukrywać prawdę. To jedyny sposób, żeby zachować życie w świecie nocy – świecie, gdzie ludzie stanowią przysmak i poluje się na nich dla krwi.

"Kiedyś było nas więcej. Bez wątpienia. Nie tylu, żeby wypełnić stadion czy salę kinową, ale na pewno więcej niż teraz. Po prawdzie sądzę, że nikt już nie został. Oprócz mnie. Tak to jest z rzadkimi okazami. Są wysoko cenione i pożądane. I dlatego wymierają."

[Opis i okładka: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/213078/polowanie]

PATI:

Jak wiadomo są takie książki, które się połyka w jedno posiedzenie, i są też takie, które się ciągną jak flaki z olejem. „Polowanie” klasyfikuje się gdzieś dokładnie pośrodku, zwrócone jednak twarzą w stronę flaków (dosłownie i w przenośni) – ani pasjonujące, ani śmiertelnie nudne, na pewno za to dość obrzydliwe (co dziwne jest to wielką zaleta tej książki), ALE niestety też koszmarnie irytujące. Jeśli chodzi o klimat książki, to jest takie połączenie „Igrzysk Śmierci”, „Niezgodnej” i „Niezawładniętych”. Tak szczerze, to zainteresowała mnie okładka, a opis z tyłu nie zniechęcił. Jakież ogromne było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że czytam właśnie Young Adult o głupkowatych nastolatkach, a nie poważną pozycję dla dorosłego czytelnika. Fabryka Słów po raz kolejny mnie zadziwiła...

Autor - Andrew Fukuda, choć urodził się na Manhattanie, to dorastał jednak w Hong-Kongu i co ciekawe jest pół-Chińczykiem, a pół-Japończykiem. Może dlatego jego podejście do tematyki wampirów jest takie bezkompromisowe – jego wampiry to, choć rozumne istoty, żyjące w społeczności i posyłające swoich potomków do szkoły - to pod wpływem zapachu człowieka zamieniają się w opętane żądzą mięsa potwory. Tutaj (dzięki bogu) główny bohater nie zakochuje się w smutnej i tajemniczej wampirce, a jego miłość odmienia świat, a seks jest wspaniały. Tutaj musi on walczyć o przetrwanie i by nie zostać zjedzonym. To zdecydowanie jest wielki plus tej pozycji.

Nie wiem cóż takiego stało się na Ziemi, bo w „Polowaniu” nie ma o tym nawet wzmianki, ale wampiry przejęły kontrolę nad światem i całkowicie wytępiły rodzaj ludzki – czy jak w tej książce jest on określany – heperów. I właśnie to na początku wprowadziło pewien chaos – musiałam się przyzwyczaić, że książkowi „ludzie” to wampiry, a „heperzy” to eee... człowieki... Dla dobra naszego wspólnego zdrowia psychicznego w dalszej części ustalmy że wampiry to wampiry, a ludzie to heperzy :)

Główny bohater – Gene (jego imię, gdyby nie było wymienione na okładce, poznalibyśmy dopiero na str. 182 książki) przez całe życie jest zmuszony golić nogi, tors i inne przylegające. Do tego nie wolno mu się: śmiać, krzywić, psikać, okazywać innych emocji niż głód i pożądanie, no i pocić czy płakać. Od dziecka, choć on i jego rodzina są/byli heperami, udaje wampira i stara się przetrwać w ich społeczeństwie. Najważniejsze to nie wychylać się i choć (ponoć) jest inteligentny to stopnie ma średnie, nie zadaje się z nikim i żyje niczym tajemniczy samotnik – a jak literatura młodzieżowa nas uczy- nic nie działa tak na dziewczyny... Po kolei traci kolejnych członków rodziny i kiedy zostaje sam nie pozostaje mu już nic innego jak kontynuować grę o przetrwanie. A „zbyt długie udawanie wywołuje nienawiść (…) do tego, kim się jest naprawdę” - Gene nienawidzi ukrywania się i nienawidzi bycia heperem i chce być „normalny”. Zaskakujące jest jak wiele nowych pomysłów Fukuda wprowadził do swojej wizji świata wampirycznego i jaki ładny koktajl z tego zmiksował – drapanie paznokciami nadgarstka, strach przed wodą ich zwyczaje godowe... Dzięki temu nie mamy wrażenia odtwórczości i co za tym idzie – kotleta. Tutaj dopatrzyłam się także elementu komicznego - jakie to musi być dziwne dla hepera udającego wampira, kiedy wyje i ślini się razem z zresztą, udając żądzę krwi; je z nimi posiłki składające się z surowego mięsa i wydaje z siebie przedziwne odgłosy. Tak stojąc zupełnie z boku pomyślałam, że na jego miejscu czułabym się jak idiotka zachowując się jak zwierzę w rui na widok czyjejś pachy :D

Kraj USA w „Polowaniu” aktualnie ma tylko 5 mln „mieszkańców” i jak się okazuje ostanie parę sztuk heperów, którzy trzymani w Instytucie Badań Heperystycznych zostaną uwolnieni i rozpoczną się Wielkie Łowy- taki event mający na celu podniesienie popularności władcy. Szczęśliwcy wyłonieni na podstawie loterii będą mieli jedyną zapewne w życiu możliwość posmakowania (a także rozerwania na strzępy i pożarcia) młodych i jędrnych heperów. Oczywiście nasz Gene- w tym przypadku wielki pechowiec, zostaje wylosowany razem z Ashley swoją szkolną miłością. Teraz pozostaje mu już tylko robić wszystko by nie zostać wykrytym, a właściwie to odwlekać tę chwilę ile się tylko da. W tym czasie nasz młody bohater popełnia już tylko błąd za błędem i zaczynałam go z kartki na kartkę coraz bardziej nie lubić. Bo ja bardzo przepraszam, ale osobiście uznaję naszego bohatera za idiotę, któremu po prostu brak inteligencji. Żeby dopiero po tak długim czasie wpaść na pomysł z jeziorem?! No proszę, to serio nie trzeba być do tego jakimś geniuszem... Takich zaćm umysłowych spodziewałabym się raczej nie po głównym bohaterze, ale po postaci komicznej, jakimś wioskowym głupku. Generalnie wszystko to takie grubymi nićmi szyte, jeżeli chodzi o akcję, do tego bardzo, bardzo przewidywalne i zarazem denerwujące, że bohaterowie są tacy za przeproszeniem tępi. Nasz Gene jest nie tylko niekonsekwentny, ale i nielogiczny, niesympatyczny i ogólnie wkurzający cholernie. Mamy więc fajny świat, fajny pomysł i beznadziejnego bohatera i akcję. Nic tylko wyć w głos.

Przez całą książkę zastanawiałam się także, dlaczego heperzy, wolą ukrywać się wśród swoich wrogów wiedząc, że każdy dzień może być ich ostatnim, zamiast odejść gdzieś i zaszyć najdalej jak się da. Wiedząc, że wampirów jest tylko 5 mln, a USA jest ogromne, na pewno można znaleźć jakąś cichą i spokojną enklawę by odbudować rodzaj ludzki i być może obmyślić zemstę i rewoltę. Na to i na wiele innych pytań rodzących się podczas czytania nie uzyskałam jednak od pana Fukudy odpowiedzi, a niestety nie jestem młodym czytelnikiem, który łyka wszystko i lubię zadawać niewygodne pytania... Choćby i na przykład kto im konstruuje mikrofalówki? Skąd heper bierze normalne jedzenie? Czym są żywione konie? ...

Jeśli jednak macie dosyć świecących jak kucyki pony wampirów, lub tych epatujących seksem osobników, których wypijanie krwi śmiertelniczki wywołuje u ww. wielokrotny orgazm, to „Polowanie” będzie miłą i jakże sympatyczną odmianą. Choć ból dupy wywołują bohaterowie, to tekst, można jednak przeczytać z mniejszą lub większą przyjemnością. Pod znakiem zapytania zostawiam, czy przeczytam kolejny tom, jak już to raczej z ciekawości, czy autor raczy mi odpowiedzieć na moje pytania.

    • A book with nonhuman character
    • A book with one-word title
    • A book set in different country
    • A book by an author you have never read before
    • A book that was originally written in a different language

Ocena: 4/10

Przesłanie: Młodzieżowa, jako tako, zjadliwa odtrutka na „Zmierzch”.


wtorek, 24 marca 2015

"Piętno rzeki" - Patricia Briggs

Zmieniająca się w kojota Mercy Thompson wie, że jej wspólne życie z jej partnerem, Alfą wilkołaków Adamem, nigdy nie będzie nudne, ale nawet ich wesele nie poszło zgodnie z planem. Niemniej jednak, dziesięciodniowy miesiąc miodowy na brzegi rzeki Columbia, gdzie są zupełnie sami, tylko ich dwoje, powinien to nadrobić. Ale podróż – i ich odpicowana przyczepa – jest prezentem od rasy fae. A nic, co związane z tą rasą, nie przychodzi z łatwością i bez ograniczeń…

[Fabryka Słów, 2015]
[Opis i okładka: 
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/93896/pietno-rzeki]






AGA:

Patricia Briggs, to amerykańska pisarka znana z książek z serii o Mercedes Thomson, które powstały na fali egzaltacji nie tyle urban fantasy, co wilkołaczych, wampirzych, a nawet zombicznych amantów. Pierwszy tom serii wydany został dwa lata po K. Harrison „Przynieście mi głowę wiedźmy”, a rok po premierze „Zmierzchu” S. Meyer. Aktualnie, po trzech latach od wydania „Zrodzonego ze srebra”, na rynku polskim ukazał się szósty tom serii - „Piętno rzeki”.

Mercedes Thompson, jak pięknie zostało to określone, nigdy nie zaczyna nadnaturalnych rozrób, natomiast zawsze je kończy. Przyciąga paranormalne kłopoty jak magnez, tym bardziej, jako awatar Kojota, ma skłonności do wprowadzania nie tyle chaosu, co zmian. We wszystkich tomach bohaterka wpada w tarapaty, z których udaje jej się zawsze z mniejszymi, bądź większymi obrażeniami, wyjść cało. „Piętno rzeki” pod tym względem nie różni się od innych części.

Adam i Mercy połączeni zostają węzłem małżeńskim, a więc książka rozpoczyna się bardzo słodkawo i romantycznie. Zaciekawił mnie jeden aspekt tego wydarzenia, a mianowicie nie występuje w powieści problem akceptacji wilkołaków i istot magicznych przez Kościół, rozumiem, że to nie tej klasy powieść, by prowadzić dywagacje religijne, ale jednak brak konfliktu pomiędzy Kościołem, a istotami nadnaturalnymi z jednej strony jakby uprawomocnia ich istnienie w świecie ludzi, z drugiej jednak strony jest to nierealna akceptacja, a autorka zamyka sobie w ten sposób możliwość wprowadzania ciekawego wątku, np. świętej inkwizycji. Wracając jednak do treści książki; Mercy i Adam udają się w podróż poślubną, a gdzie? Wilkołak w Paryżu? Kojot na Akropolu? Egzotyczne plaże tylko dla futrzaków? Nie, to byłoby zbyt romantyczne, dlatego udają się w niedalekie strony, zresztą bliskie autorce, na kemping stworzony przez królową wróżek, z przyczepą kempingową pożyczoną od wujka Zee, który sam to wszystko zaproponował. A przecież w poprzednim tomie wyraźnie podkreślono, aby nie pożyczać, nie prosić o pomoc, czy przysługę istot magicznych. Oczywiście książka byłaby totalnie stracona dla czytelnika, który nie pała miłością do sielankowych opisów pożycia małżeńskiego, dlatego w końcu po około 120 stronach pojawia się pierwszy domniemany trup i pierwsza prawdziwa, aczkolwiek oddychająca ofiara, na pocieszenie dodam, że z odgryzioną stopą, a raczej jej brakiem. Jak to w świecie Mercy bywa, okazuje się, że wujek Zee nie bezinteresownie oddał im do dyspozycji przyczepę. Małżeństwo Hauptmanów musi dowiedzieć się, co grasuje w rzece, dlaczego Mercy ukazuje się duch ojca, a także pozbyć się piętna rzeki i spróbować przy tym nie zginąć.

Niestety szósta część przygód kojocicy okazała się, jak dotąd, najsłabszym tomem w serii. Znakomitą część książki stanowią wewnętrzne dywagacje Mercedes na różne tematy, najpierw dotyczące ślubu, a następnie jej poczucia braku przynależności, niedostosowania do grupy i inne bolesne postraumatyczne pseudopsychologiczne roztkliwianie się nad sobą. Konstrukcja powieści została oparta na prostym i konwencjonalnycm schemacie; Mercy wpada w tarapaty, musi rozwikłać, powiedzmy, że tajemniczą zagadkę, następnie ratuje świat. Efektem pracy autorki nad tym tomem jest wielki niedobór wszystkiego, czym książki z tej serii odróżniały się od innych, a mianowicie; prawdziwej tajemnicy, niespodziewanych zwrotów akcji, bogatego tła magicznego. Patricia Briggs, jakby idąc po łatwiźnie, uczepiła się pochodzenia Mercy, jej domieszki krwi indiańskiej i całą fabułę oparła na tym wątku. Powieść mogłaby zostać uratowana, gdyby nie postać potwora wodnego ukształtowanego na wzór chińskich smoków oraz magicznego ołtarza odlanego z betonu na kształt Stonehenge. Rozumiem, że kultura Ameryki Północnej to głównie kiczowaty zlepek wielu kultur, że w Maryhill, rzeczywiście istnieje taka replika kręgu megalitycznego, że zbiory Muzeum Sztuki w Maryhill, najprawdopodobniej autorka opisywała z autopsji, ale to jednak za mało. Wszystko, co zostało zaczerpnięte z bogactwa kultury Indian jest powierzchowne i płytkie, dlatego cała historia jest po prostu słaba.

„Piętno rzeki”, gdyby nie sentyment do bohaterów całej serii, uznałbym za szmirę. Historia Mercy w tej powieści jest naciągana, płytka, prosta jak cep i stereotypowa. Jako miłośniczka książek Patricii Briggs, mam ogromną nadzieję, że w kolejnych tomach odżyje duch prawdziwego talentu pisarki, inaczej uznam, że należało zabić bohaterkę w piątym tomie.

  • A book published this year.
  • A book with nonhuman character.
  • A book by female author.
  • A book set in different country.
  • A book with magic.
  • A book that was originally written in a different language.



Ocena: 3/10

Przesłanie: „Nie miałam pomysłu, a tam wezmę trochę indiańskich wierzeń, dorzucę Stonehenge, zamieszam miłosną pałeczką i Mercy stanie się pogromczynią chińskiego smoka. Fani wszystko łykną, a co tam.”